Stacy nie dostała nic. A przecież ojciec Jane był również jej ojcem, chociaż nie biologicznym.
Gdybyśmy tylko mogły o tym zapomnieć! – pomyślała Jane, żałując, że nie jest z siostrą tak blisko, jak to zwykle bywa w rodzinie. Gdybym tylko wiedziała, jak do niej dotrzeć! – zastanawiała się nie wiedzieć który już raz. Kiedy zaproponowała Stacy, że da jej połowę majątku, siostra tylko wpadła w złość. Wiedziała, że babka jej nie kochała. Nie przyjęłaby od niej nawet centa.
– Przestań – powiedział delikatnie Ian.
– Słucham?
– Przestań winić siebie za to, co zrobiła twoja babka.
– Wydaje ci się, że właśnie o tym myślałam? Ian potrząsnął głową i zaśmiał się cicho.
– Wcale mi się nie wydaje. Ja to wiem. Znam wszystkie twoje sekrety, kochanie.
– Wszystkie?
– Oczywiście.
– I jak zamierzasz wykorzystać tę wiedzę? Pochylił się w jej stronę i niemal dotknął ustami jej warg.
– Sama zobaczysz.
Dopiero później, kiedy Ian zasnął u jej boku, Jane uświadomiła sobie, że nie spytała go, dlaczego wychodził tak późno na dwór.
Poniedziałek, 20 października 2003 r. 12. 20
Śledcza Stacy Killian rozejrzała się dookoła. Miała przed sobą ekskluzywny pokój hotelowy, ofiarę na łóżku, a nieco dalej stał jej partner, Mac McPherson, i rozmawiał z zastępcą koronera. Policyjny fotograf i ludzie z ekipy technicznej kręcili się wokół, robiąc, co do nich należało.
Wiadomość o morderstwie dotarła do nich równo o dwunastej, musieli więc przerwać lunch. Niektórzy zabrali go ze sobą – były to zwykle hamburgery z frytkami albo przyniesione z domu kanapki. Część członków ekipy kończyła je teraz pospiesznie, ale co wrażliwsi nawet nie tknęli jedzenia.
Ofiarom morderstw w ogóle brak taktu i wyczucia chwili.
Zapach frytek i hamburgerów unosił się na korytarzu. Stacy z perwersyjną przyjemnością pomyślała, że pracownicy hotelu muszą aż się skręcać, czując woń zupełnie niepasującą do eleganckiego wnętrza. Sztywniak w apartamencie to jedna sprawa, ale zapach fast foodów na korytarzu tym bardziej nie mógł ich ucieszyć.
Stacy nie miała cierpliwości do tych niuchaczy.
Kiedy weszła do pokoju, parę osób skinęło jej głową. Pozdrowiła je również i ruszyła w stronę swego partnera, czując, że jej stopy toną w gęstym, żółtawym dywanie.
Stacy przesunęła wzrokiem po ekskluzywnym wnętrzu, starając się zapamiętać szczegóły: to, że ciężkie kotary były szczelnie zasunięte, to, że na stylowym biurku pod oknem były świeże kwiaty, a obok nich taca z truskawkami w czekoladzie, a także do połowy opróżnioną butelką szampana.
Woń irysów i lilii nie była jednak w stanie przytłumić zapachu śmierci. Z martwego ciała wydzielały się czasami płyny i gazy, zwłaszcza jeśli śmierć była gwałtowna. Stacy zmarszczyła nos, ale nie próbowała unikać smrodu, jak to często robili niedoświadczeni policjanci. Po paru minutach powinna przyzwyczaić się do trupiego zapachu.
W najgorszych przypadkach, kiedy ciało znajdowało się już niemal w całkowitym rozkładzie – lub gorzej, kiedy zanurzono je w ciepłej wodzie – smród był tak intensywny, że nie można było do niego przywyknąć, nawet jeśli rozsmarowało się pod nosem parę kropel środka vicks. Przesiąkało nim dosłownie wszystko, nawet włosy. Każdy policjant z Wydziału Zabójstw miał w szafce cytrynowy szampon i zmianę ubrania na wszelki wypadek.
Stacy zatrzymała się przy szafie, włożyła lateksowe rękawiczki, otworzyła drzwi z lustrem i zajrzała do środka. Wisiał tam popielaty damski kostium i bluzka z białego jedwabiu. Bardzo modne. I bardzo drogie. Sprawdziła metkę – Armani. Na górnej półce stała para popielatych czółenek. Również bardzo drogich.
– Hej, Stacy.
Obróciła się do Maca i skinęła głową. Mimo trzydziestki wciąż zachował radosny uśmiech i wyraz oddania w oczach. Parę tygodni wcześniej McPherson przeniósł się z obyczajówki i został partnerem śledczej Killian.
Jak twierdzili faceci, z którymi wcześniej pracowała, było to najgorsze, co mu się mogło zdarzyć. Stacy była znana jako najbardziej zimna i bezwzględna wiedźma w całej policji w Dallas. Lepiej było nie trafić w jej łapska.
Sama już dawno przestała się przejmować podobnymi opiniami. Zresztą doskonale wiedziała, że w tak typowo męskim wydziale grzeczna dziewczynka nie miałaby żadnych szans. Kobieta musiała tu walczyć, by jej nie zadeptano. A ona starała się tylko dobrze wykorzystać swoje możliwości i nie poddawać się słabościom. I rzeczywiście potrafiła być twarda. Większość jej kolegów uważała, że kobiety dzielą się na cztery kategorie: ofiary, kurwy, lale i wiedźmy.
Przy tak niewielkim wyborze wolała już, by nazywano ją wiedźmą.
Poza tym była dobrą policjantką i odnosiła sporo sukcesów. Nawet byli partnerzy Stacy musieli to przyznać.
Mac przeszedł przez pokój i stanął przy niej.
– Gdzie byłaś? Przyjęcie już dawno się zaczęło.
– Czekała, aż jej wyschnie lakier – rzucił facet z ekipy technicznej, głupek, który nazywał się Lester Bart. – Tak jest zawsze.
– Odpierdol się – mruknęła nieporuszona.
– Prawda boli.
– To ciebie zaboli, jak cię kopnę w tyłek. Więc mnie lepiej nie wkurzaj.
Bart pochylił się mocniej nad odciskami palców, które właśnie zdejmował.
Mac wskazał kostium na wieszaku.
– Niezłe wdzianko.
Stacy nie odpowiedziała. Wciągnęła ostrożnie powietrze, a potem ruszyła w stronę łazienki. Mac poszedł za nią.
– Nie jesteś specjalnie rozmowna, co? – zagadnął znowu.
– Nie, nie jestem.
Rozejrzała się po wnętrzu. Na szafce stała solidna torba podróżna. Ręczników nie używano. Poza tym znajdował się tam też nietknięty zestaw hotelowy, który leżał na tacy pod lustrem.
Podeszła do torby i zaczęła przeglądać zawartość. Odżywki, kremy, perfumy. Maść nawilżająca. Prezerwatywy. Wibrator. Parę długich, jedwabnych pasków, zapewne do zawiązywania oczu w czasie miłosnych igraszek.
Rozrywkowa panienka. W dodatku przygotowana na różne ewentualności, pomyślała Stacy.
– Ale zestaw. – Mac aż gwizdnął. – Prawdziwa harcerska szkoła przetrwania.
Spojrzała na partnera, rozdrażniona, że jego myśli powędrowały tym samym torem. Stał w drzwiach. Jego szerokie ramiona zajmowały niemal całą wolną przestrzeń.
– To ma być żart? – Zmarszczyła brwi.
– A co, nie podoba ci się?
Stacy wykonała gest w stronę pokoju.
– Chciałabym przejść.
Mac zawahał się, ale potem przesunął się na bok. Kiedy przechodziła, złapał ją za ramię i przytrzymał.
– Zawsze z ciebie taka cholera, Killian?
– Taa… – Spojrzała wymownie na jego rękę. – Jeśli ci się nie podoba, możesz złożyć podanie o zmianę partnera.
– Nie chcę… – Mac urwał i puścił jej ramię. – Dobrze, jak uważasz.
Stacy wyszła z łazienki i zbliżyła się do łóżka, na którym leżała ofiara. Była to biała kobieta. Jej ubiór wskazywał, że najpewniej spodziewała się gorącej schadzki. Miała na sobie przylegający do ciała szlafroczek z czarnej satyny, czarne stringi i skąpy biustonosz w tym samym kolorze oraz pończochy przypięte do pasa. Szlafroczek nie był zawiązany, gdyż zabójca udusił ją paskiem. Jej dawniej ładna twarz nabiegła krwią i nabrała ciemnoczerwonej barwy, a wargi oraz powieki były pokryte wybroczynami powstałymi na skutek małych wylewów spowodowanych ciśnieniem krwi w naczyniach.
Читать дальше