– Drugi rok.
– Wspaniale. W tej dziedzinie za mało mamy kobiet, a za wiele siłaczy ze skalpelami. Tacy to by tylko kroili.
– Dziwnie to brzmi w ustach lekarza chirurga. Tarasoff spojrzał na pozostałych lekarzy gromadzących się w pobliżu dzbanka z kawą.
– Takie małe bluźnierstwo – szepnął – czasem zdrowo jest tak pogadać. Abby wypiła kawę i spojrzała na zegarek.
– Muszę wracać do Bayside. Przypuszczam, że nie powinnam była zostawać nawet na operację. Cieszę się jednak, że byłam przy niej. – Uśmiechnęła się. – Dziękuję, doktorze, za uratowanie życia temu chłopcu.
Uścisnął jej dłoń.
– Ja jestem tylko hydraulikiem, doktor DiMatteo – powiedział – to pani dostarczyła najważniejszą część.
Było już po siódmej, kiedy taksówka przywiozła Abby przed wejście szpitala Bayside. Kiedy tylko przeszła przez drzwi, zauważyła na tablicy elektronicznej swoje nazwisko. Podeszła do telefonu, podniosła słuchawkę i zgłosiła się.
– Mówi DiMatteo.
– Pani doktor, wzywamy panią od kilku godzin – powiedział operator.
– Vivian Chao miała przejmować wiadomości kierowane do mnie. Ma mój pager.
– Pani pager jest tutaj, na biurku operatora. Pan Parr próbował się z panią skontaktować.
– Jeremiah Parr?
– Numer pięć-sześć-sześć. Administracja.
– Jest już siódma godzina. Czy zastanę go jeszcze?
– Był u siebie pięć minut temu.
Abby odłożyła słuchawkę, poczuła skurcz w żołądku. Jeremiah Parr, dyrektor szpitala, nie był lekarzem. Dotąd rozmawiała z nim tylko raz, na dorocznym pikniku wydawanym z okazji przyjęcia do pracy nowych pracowników. Uścisnął wtedy jej dłoń, wymienili kilka uprzejmych uwag, to wszystko. Potem Parr oddalił się, by powitać pozostałych stażystów. Podczas tego krótkiego spotkania zrobił na niej wrażenie człowieka, który nigdy nie traci zimnej krwi. I ubiera się w świetne garnitury. Oczywiście widziała go parę razy od tamtego czasu. Uśmiechali się do siebie i kłaniali, mijając w korytarzu czy spotykając w windzie, ale Abby wydawało się, że dyrektor nie pamięta nawet, jak ona ma na imię. A dziś poszukiwał jej przez pager o siódmej wieczorem.
To nie oznacza nic dobrego – myślała. Absolutnie nic dobrego.
Podniosła słuchawkę i nakręciła numer domu Vivian. Przed rozmową z Parrem chciała wiedzieć, co jest grane. Vivian na pewno coś wie. Nikt nie odpowiadał. Abby rozłączyła się, skurcz w żołądku stawał się coraz bardziej mocny. Czas stawić czoło skutkom podjętej decyzji. Postanowiłyśmy ratować życie chłopca. Czy można uznać to za przestępstwo? Z bijącym sercem wjechała windą na drugie piętro.
Skrzydło administracji było słabo oświetlone pojedynczym rzędem lamp pod panelami sufitowymi. Abby szła wzdłuż pasma światła. Jej kroki tłumiła pokrywająca podłogę wykładzina. Mijała ciemne pokoje biurowe, przy biurkach sekretarek nie było już nikogo. Tylko w odległym końcu korytarza za zamkniętymi drzwiami paliło się światło. Ktoś był w pokoju konferencyjnym. Podeszła do drzwi i zapukała. Otworzyły się. Przed Abby stał Jeremiah Parr. Światło miał za sobą i rysy jego twarzy były niewyraźne. Dalej, przy stole konferencyjnym siedziało kilku mężczyzn. Abby rozpoznała Billa Archera, Marka i Mohandasa. Zespół transplantacyjny.
– Doktor DiMatteo – powiedział Parr.
– Przepraszam, nie wiedziałam, że próbował pan skontaktować się ze mną – zaczęła tłumaczyć się. – Byłam poza terenem szpitala.
– Wiemy, gdzie pani była. – Parr wyszedł z pokoju. Mark dołączył do niego. Obaj mężczyźni stanęli naprzeciwko niej w słabo oświetlonym holu. Zostawili uchylone drzwi, i Abby widziała, jak Archer wstał ze swego miejsca i zamknął je.
– Proszę do mego biura – powiedział Parr. Kiedy tylko zatrzasnął drzwi swego gabinetu, zaczął. – Czy zdaje sobie pani sprawę ze szkód, jakie pani spowodowała? Czy ma pani o tym pojęcie?
Abby spojrzała na Marka, ale z jego twarzy nic nie wyczytała. To ją najbardziej przeraziło, że nie potrafiła odgadnąć wyrazu twarzy człowieka, którego kochała.
– Josh O’Day żyje – powiedziała. – Przeszczep uratował mu życie. Nie mogę uważać tego za błąd.
– Błąd tkwi w sposobie, w jaki zostało to wszystko przeprowadzone – stwierdził Parr.
– Stałyśmy przy jego łóżku, patrząc jak umiera. Tak młody chłopiec nie powinien…
– Abby – przerwał jej Mark. – My nie kwestionujemy twego instynktu lekarskiego. Był prawidłowy, oczywiście, że był prawidłowy.
– Co to za gadka o instynkcie, Hodell? – uciął Parr. – One ukradły to cholerne serce! Doskonale wiedziały, co robią i nie zastanawiały się, kogo w to wciągają! Pielęgniarki. Kierowca karetki. Nawet doktor Lim znalazł się w tym bagnie!
– Działanie zgodne z dyspozycjami głównej stażystki należy do obowiązków Abby. I właśnie tak postąpiła. Wykonywała jej polecenia.
– Muszą ponieść tego konsekwencje. Zwolnienie głównej stażystki nie wystarczy.
Vivian zwolniona? Abby spojrzała na Marka, szukając u niego potwierdzenia.
– Vivian wszystko wyjaśniła – powiedział Mark – przyznała, że ciebie i pielęgniarki nakłoniła do współpracy.
– Wątpię, czy doktor DiMatteo tak łatwo można nakłonić do czegokolwiek – stwierdził Parr.
– A co pan powie o doktorze Limie? – zapytał Mark. – On również był na sali operacyjnej. Czy jego też zamierza pan zwolnić?
– Lim nie wiedział, co się działo – powiedział Parr – był tam tylko po to, żeby pobrać nerki. Wiedział jedynie, że w Mass Gen biorca był już na stole. Poza tym w karcie był dokument stwierdzający bezpośrednie przekazanie organu. – Parr odwrócił się do Abby – sporządzony przez panią.
– Joe Terrio podpisał to z własnej woli – powiedziała Abby – zgodził się, żeby chłopiec dostał to serce.
– Oznacza to, że nikt nie może być oskarżony o kradzież organu – zauważył Mark. – Wszystko odbyło się legalnie, Parr. Vivian dokładnie wiedziała, za które sznurki pociągnąć. To się tyczy również udziału Abby w całej sprawie. – Abby chciała coś powiedzieć w obronie Vivian, ale zauważyła ostrzeżenie w oczach Marka. „Uważaj. Nie wykop sobie grobu”.
– Mamy pacjentkę, która została przyjęta do naszego szpitala i czeka na serce. Teraz jednak nie mamy dla niej serca. Co mam do cholery powiedzieć jej mężowi? Przykro mi, panie Voss, ale serce znalazło się w niewłaściwym miejscu? – Parr zwrócił do Abby twarz wykrzywioną złością. – Pani jest tylko stażystką, doktor DiMatteo. Podjęła pani decyzję, która nie leży w pani kompetencjach. Voss już się o wszystkim dowiedział. Teraz szpital musi za to zapłacić. Będzie nas to drogo kosztowało.
– Daj spokój, Parr – Mark starał się załagodzić sytuację – jeszcze do tego nie doszło.
– Uważasz, że Wiktor Voss nie zadzwoni do swoich prawników?
– Jakie ma podstawy? Jest przecież zgoda na bezpośrednie przekazanie organu. Serce musiało iść do chłopca.
– Tylko dlatego, że ona nakłoniła męża Terrio do podpisania tej zgody! – powiedział Parr, oskarżycielsko wskazując Abby.
– Ja mu tylko powiedziałam o Joshu – stwierdziła Abby – powiedziałam, że chłopiec ma tylko siedemnaście lat.
– To wystarczy, żeby panią zwolnić – Parr spojrzał na zegarek – poczynając od siódmej trzydzieści dziś wieczór, to znaczy od tej chwili, jest pani skreślona z listy stażystów.
Abby patrzyła na niego zaszokowana. Chciała zaprotestować, ale przez ściśnięte gardło nie mogła wydobyć żadnego słowa.
Читать дальше