John Grisham - Raport “Pelikana”

Здесь есть возможность читать онлайн «John Grisham - Raport “Pelikana”» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Детектив, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Raport “Pelikana”: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Raport “Pelikana”»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zabójstwa sędziów Sądu Najwyższego. FBI i CIA są bezradne. Śledztwo stoi w miejscu. Na trop sprawców wpada studentka prawa. Swoje podejrzenia przedstawia w specjalnym raporcie. I staje się celem płatnych morderców i służb specjalnych.

Raport “Pelikana” — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Raport “Pelikana”», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– A potem dokąd? – Wiedział, że powinien zaczekać, aż sama zechce mu powiedzieć, ale nie potrafił się opanować.

– Odlecę pierwszym samolotem. Pewnie zaliczę, jak poprzednio, cztery lotniska w ciągu jednej nocy. Wiem, że to niepotrzebne, ale będę spokojniejsza. A potem wyruszę gdzieś na Karaiby.

Gdzieś na Karaiby! To znaczy, że będzie miał tylko tysiąc wysp do przeszukania. Ale dlaczego nie chce powiedzieć wprost? Nie ufa mu? To niewiarygodne: siedzi obok niej i masuje jej stopy, a ona nie ma zamiaru mu powiedzieć, dokąd leci!

– Co mam przekazać Voylesowi?

– Zadzwonię do ciebie, kiedy dotrę na miejsce. Albo napiszę…

Świetnie! Zostaną korespondencyjnymi przyjaciółmi! On będzie wysyłał jej swoje artykuły, a ona jemu pocztówki z plaży.

– Chcesz się ukryć przede mną? – zapytał patrząc jej w oczy.

– Nie wiem, dokąd pojadę, Gray. Dowiem się, kiedy będę na miejscu.

– Ale zadzwonisz?

– Kiedyś tak… na pewno…

Na godzinę przed północą w kancelarii White’a i Blazevicha pozostało tylko pięciu prawników. Zebrali się w gabinecie Marty’ego Velmana na dziewiątym piętrze. Oprócz gospodarza byli tam: Sims Wakefield, Jarreld Schwabe, Nathaniel Jones “Einstein” i emerytowany wspólnik Frank Cortz. Na biurku Marty’ego stały dwie butelki szkockiej. Jedna była już pusta, w drugiej zostało trochę alkoholu. “Einstein” siedział samotnie w kącie gabinetu i mruczał coś pod nosem. Jego kręcone, siwe włosy były tego wieczoru bardziej zmierzwione niż zwykle i razem z długim, ostrym nosem nadawały mu wygląd prawdziwego szaleńca. Sims Wakefield i Jarreld Schwabe siedzieli przy biurku, bez krawatów i z podwiniętymi rękawami koszul.

Cortz skończył rozmowę telefoniczną z sekretarzem Victora Mattiece’a. Podał słuchawkę Marty’emu, który odłożył ją na miejsce.

– To był Strider – wyjaśnił Cortz. – Są w Kairze, w apartamencie jakiegoś hotelu. Mattiece nie chce z nami rozmawiać. Strider mówi, że miał atak i zachowuje się bardzo dziwnie. Zamknął się w pokoju i nie ma zamiaru wyjść. Nie muszę chyba dodawać, że nie planuje powrotu na tę stronę oceanu. Strider wydał już polecenie chłopakom z pukawkami, żeby zabierali się z miasta. Pościg został odwołany. “Pelikan” może zacierać ręce.

– Więc co mamy robić? – spytał Wakefield.

– Jesteśmy zdani na siebie – odparł Cortz. – Mattiece odżegnuje się od wszystkiego.

Rozmawiali spokojnie i rzeczowo. Już kilka godzin temu przestali na siebie wrzeszczeć, choć wtedy nie żałowali sobie ostrych słów: Wakefield oskarżał Velmana o napisanie notatki; Velmano oskarżał Cortza o podrzucenie trefnego klienta; Cortz ripostował, że przez dwanaście lat klient nie był trefny i wszyscy cieszyli się z płaconych przez niego honorariów. Schwabe zarzucał Wakefieldowi i Velmanowi beztroskę w posługiwaniu się piórem. Wszyscy obrzucali błotem Morgana, i w tym jednym byli zgodni. “Einstein” siedział w swoim kącie i spoglądał na kolegów milcząco. Teraz mieli to już za sobą.

– Grantham pisze tylko o mnie i Simsie – powiedział Velmano. – Pozostali mogą czuć się bezpieczni.

– Powinniście wyjechać z kraju – orzekł Schwabe.

– O szóstej rano będę w Nowym Jorku – odparł Velmano. – Polecę do Europy i przez miesiąc nie wysiądę z pociągu.

– Ja nie mogę uciec – powiedział Wakefield. – Mam żonę i sześcioro dzieci.

Wakefield już od pięciu godzin płakał nad losem swoich pociech. Wszyscy zresztą mieli rodziny, choć Velmano był rozwiedziony, a jego dwoje dorosłych dzieci umiało troszczyć się o siebie. Dadzą sobie radę. I on da sobie radę. Już wcześniej myślał o emeryturze. Specjalnie na ten cel odłożył sporo pieniędzy, i kochał Europę, szczególnie Hiszpanię, więc czas powiedzieć adios . Żal mu było Wakefielda, który miał dopiero czterdzieści dwa lata i nie był specjalnie bogaty. Oczywiście dobrze zarabiał w firmie, ale ożenił się z bardzo rozrzutną babą, uwielbiającą rodzić dzieci. I w tej chwili nie wiedział, co począć.

– Co robić? – powtarzał. – Co robić?

Schwabe starał się okazać mu serce:

– Powinieneś pojechać do domu i powiedzieć o wszystkim żonie. Ja nie mam żony, ale gdybym miał, spróbowałbym przygotować ją na cios.

– Nie mogę… nie mogę tego zrobić – jęczał Wakefield.

– Nie masz wyjścia. Albo zrobisz to sam, albo za sześć godzin zobaczy twoje zdjęcie na pierwszej stronie gazety. Musisz jej powiedzieć, Sims!

– Nie mogę… – zaszlochał.

Schwabe spojrzał na Velmana i Cortza.

– Co będzie z moimi dziećmi…? – użalał się Wakefield. – Najstarszy syn ma już trzynaście lat… – Potarł oczy.

– Przestań, Sims. Weź się w garść! – napomniał go Cortz.

“Einstein” wstał i podszedł do drzwi.

– Jadę do siebie, na Florydę. Nie dzwońcie, chyba że będzie coś pilnego. – Wyszedł i trzasnął drzwiami.

Wakefield stał i kołysał się na piętach. W końcu ruszył za “Einsteinem”.

– Dokąd idziesz, Sims? – spytał Schwabe.

– Do siebie, do gabinetu.

– Po co?

– Muszę się położyć.

– Zawiozę cię do domu – zaproponował Schwabe.

– Nie trzeba. Nic mi nie jest – powiedział raźnym głosem. Zamknął za sobą drzwi.

– Myślisz, że da sobie radę? – Schwabe spojrzał na Velmana. – Martwię się o niego.

– Nie wiem, czy da sobie radę – odparł zapytany. – Trzeba na niego uważać. Zajrzyj do niego za kilka minut.

– Jasne – oparł Schwabe.

Wakefield wszedł pewnym krokiem na klatkę schodową i ruszył na niższe piętro. Zbliżając się do gabinetu, przyśpieszył. Kiedy zamykał za sobą drzwi, jego twarz wykrzywił spazmatyczny grymas.

“Zrób to szybko! Żadnego listu! Jeśli zaczniesz go pisać, przejdzie ci chęć na działanie. Jeśli nie będzie listu, dostaną milion z polisy”. Otworzył szufladę biurka. “Nie myśl o dzieciach. To będzie tak, jakbyś zginął w katastrofie lotniczej”. Spod segregatora wyciągnął pistolet. “Szybko! Nie patrz na ich zdjęcie na ścianie!”

Może kiedyś zrozumieją. Wsadził lufę do ust i pociągnął za spust…

Limuzyna zatrzymała się gwałtownie przed piętrowym domem w Dumbarton Oaks, na przedmieściach Georgetown. Zatarasowała ulicę, co zresztą nikomu nie przeszkadzało, bo dwadzieścia minut po północy nie było tu żadnego ruchu. Z samochodu wyskoczył Voyles w towarzystwie dwóch agentów. Podeszli szybko do frontowego wejścia. Voyles trzymał w ręku gazetę. Załomotał pięścią do drzwi.

Coal nie spał. Siedział po ciemku w swoim gabinecie, w piżamie i szlafroku. Voyles, ujrzawszy ten strój, uśmiechnął się szyderczo.

– Ładna piżama – powiedział.

Szef gabinetu wyszedł na niewielki betonowy ganek. Dwóch agentów obserwowało go czujnie.

– Czego chcecie, do cholery? – wycedził przez zęby Coal.

– Przyniosłem ci prezent – oznajmił Voyles i rzucił szefowi gabinetu gazetę. – Ładnie wyglądasz na zdjęciu obok fotki prezydenta ściskającego się z Mattiece’em. Wiem, że lubisz czytać gazety. Przyniosłem ci najświeższe wydanie.

– Za to twoja gęba ukaże się w prasie jutro – odparł Coal, jakby miał już gotowy artykuł.

Gazeta leżała u jego stóp. Voyles odwrócił się, lecz nie odszedł.

– Mam pewną taśmę – rzucił przez ramię. – Zacznij tylko kłamać, a zedrę ci gacie z dupy przed samym Białym Domem.

Coal patrzył na niego i milczał.

Voyles szedł już do samochodu.

– Przyjdę tu za dwa dni z wezwaniem do sądu! – wrzeszczał na całą ulicę. – Wręczę ci je osobiście o drugiej nad ranem. – Oparł się o dach limuzyny. – Potem przywiozę ci akt oskarżenia. To już koniec, Fletcher. Prezydent znajdzie sobie nowych skretyniałych doradców. – Zniknął we wnętrzu wozu i odjechał.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Raport “Pelikana”»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Raport “Pelikana”» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


John Grisham - Camino Island
John Grisham
John Grisham - The Client
John Grisham
John Grisham - The Whistler
John Grisham
John Grisham - Partners
John Grisham
John Grisham - The Last Juror
John Grisham
John Grisham - The Broker
John Grisham
John Grisham - The Activist
John Grisham
John Grisham - The Racketeer
John Grisham
libcat.ru: книга без обложки
John Grisham
libcat.ru: книга без обложки
John Grisham
John Grisham - El profesional
John Grisham
John Grisham - The Brethren
John Grisham
Отзывы о книге «Raport “Pelikana”»

Обсуждение, отзывы о книге «Raport “Pelikana”» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x