Janusz Wiśniewski - Martyna

Здесь есть возможность читать онлайн «Janusz Wiśniewski - Martyna» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Современная проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Martyna: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Martyna»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

„Martyna” to historia młodych kobiet – nie tylko tytułowej Martyny, które uwikłane w codzienność poszukują własnej drogi do samorealizacji, często dokonując dramatycznych wyborów. Ich losy, a także ich miłości to często tylko pretekst, aby opowiedzieć prawdę o polskiej współczesnej codzienności. Opowiedzieć ją szczerze, otwarcie, bez tematów tabu. Pójść w jej poszukiwaniu z tymi kobietami do kościoła, ale także wejść do ich łóżek.
Tak naprawdę „Martyna” to nic innego jak literacki zapis rozmowy o rzeczach ważnych i najważniejszych. Takich jak miłość, uczciwość, godność, odpowiedzialność lub prawo do szczęścia. To także rozmowa o konieczności wyboru między obietnicą spełnienia „tu i teraz” a strachem przed konsekwencjami odrzucenia w przyszłości.

Martyna — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Martyna», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Może oboje mają sobie coś do powiedzenia?

I odnajdzie równowagę. I jakoś się wszystko ułoży.

Komórka zawibrowała w jej kieszeni. SMS – y.

Pierwszy od Remka:

„Jak wrócisz, idziemy razem na Pianistę . Ja stawiam”.

Drugi od ojca:

„Martyniu. Wiem od Magdy, że przyjeżdżasz. Tony czeka. Ja także”

***

Część trzecia

Autobus przebijał się powoli przez mgłę. Przyśpieszał na krótko tylko wtedy, gdy osłonięta po obu stronach lasem droga stawała się nagle przezroczysta jak szklany, wycięty liniami drzew tunel. Przydrożne latarnie zasnute mgłą wyglądały jak otulone watą lampki na choince. Wigilia, przecież to już tylko trzy tygodnie – pomyślała, zamykając oczy.

Wigilia…

Zawsze owijała lampki watą. Każdą po kolei. Ojciec stawiał choinkę wrogu pokoju, tuż przy tej retuszowanej fotografii dziadka i babci, mama krzątała się w kuchni, a ona nie mogła doczekać się chwili, gdy ojciec wyjdzie ogolony z łazienki, zawiąże krawat przed lustrem w przedpokoju, poprawi marynarkę, zapuka delikatnie do sypialni, w której przebierała się matka, i zapyta:

Marysiu, czy opłatek jest w kredensie?

Nie czekając wcale na odpowiedź – bo przecież opłatek zawsze tam był – podchodził do kredensu, wyjmował opłatek, odwijał go powoli z folii, kładł zawsze na tym samym porcelanowym wyszczerbionym talerzyku i stawał obok niej przed drzwiami sypialni. Po chwili wychodziła matka, ojciec całował ją w rękę, a potem obejmował i przytulał do siebie.

Z głową na jego ramieniu matka patrzyła na nią z góry i zawsze miała łzy w oczach. Każdego roku było tak samo: ona owijała watą lampki, opłatek czekał w kredensie, ojciec tulił matkę. I tak naprawdę, odkąd tylko pamięta, właśnie na ten moment najbardziej czekała. Mniej na prezenty leżące pod choinką i mniej nawet na tę drogę na Pasterkę, gdy rodzice szli przed nią, trzymając się za ręce, a ona siedziała na sankach ciągniętych przez ojca i wydawało jej się, że cały świat jej zazdrości.

Kiedy rodzice się rozstali, nadal owijała lampki watą i nadal czekała na matkę przed sypialnią. Ale nie czulą już żadnej radości. Tylko nie – i pokój, lęk przed tą kolacją z matką – w milczeniu, przy stole, na którym stały dwa puste nakrycia. To drugie zawsze stało przy krześle, na którym siadał ojciec.

Na ten wigilijny smutek nie pomagały matce ani wizyty u psychoterapeuty w Olsztynie, ani koniak, który pita ukradkiem od rana w Wigilię, jak zawsze krzątając się w kuchni, smażąc karpie i przygotowując sałatki śledziowe – po kolacji wywalane bez pardonu do wiadra na odpadki. Bo przecież u nich tylko ojciec jadał śledzie.

Potem były już tylko wigilie u babci. W Zielonce, w Borach Tucholskich. Matka wyjechała któregoś lata do Holandii. Do przyjaciółki w Amsterdamie. Martyna była już w drugiej klasie ogólniaka. Matka wróciła po trzech tygodniach. Zaprosiła do restauracji ją i ojca, i powiedziała, że zabiera ją do Amsterdamu. Że zamieszkają na razie w domu przyjaciółki, że znalazła pracę i że „nie będzie żadnych problemów ze szkolą, bo mąż przyjaciółki jest dyrektorem szkoły anglojęzycznej dla dzieci dyplomatów w Hadze i obiecał przyjąć Martynę już od września”. Ojciec milczał, gdy ona na całą restaurację krzyczała, że nigdzie nie pojedzie. Że tutaj ma przyjaciół, swój świat i nie chce mieszkać w żadnym Amsterdamie. Że nie jest meblem, który można przewieźć do nowego mieszkania, gdy ma się na to ochotę. Wybiegła z tej restauracji i, tak jak stalą, pojechała do babci do Zielonki.

Matka znalazła ją tam. Prosiła, błagała. Mówiła o swoim życiu, które musi ułożyć, póki jeszcze czas. Że nie może tego zrobić tutaj, gdzie wszystko, nawet to „cholerne jezioro przed domem” przypomina ojca. Że tylko tam, daleko może przestać wreszcie „czekać na niego” i spróbować zacząć wszystko od nowa.

Nie pojechała z matką do Holandii. Teraz, gdy o tym myśli, uważa, że była dla niej bardzo niesprawiedliwa. Ojciec mieszkał wtedy w wynajmowanym pokoju w Olsztynie, więc i tak musiała opuścić Szczytno. Tak naprawdę więc, przenosząc się do Zielonki, zostawiła swoich przyjaciół i swój świat, na który się tak nieustannie powoływała, dyskutując z matką.

Rok po wyjeździe matki ojciec wrócił do Szczytna i zamieszkał w ich domu nad jeziorem. Wróciła do Szczytna i ona, ale tęskniła za tym, co zostawiła tam, w Borach Tucholskich. Bo „swój świat”, wie to od Zielonki, nie ma wcale kodu pocztowego. Bardziej niż współrzędne geograficzne wyznaczają go ludzie, których się spotyka, zdarzenia, w których się uczestniczy, i wspomnienia, które chce się mieć. I wśród tych zdarzeń i wspomnień Wigilia jest czymś wyjątkowym. Dlatego teraz, po latach, już rozumie, że matka miała rację, uciekając do świata, w którym stół wigilijny ma tylko jedno puste nakrycie.

Czy ona… czy ona także stawia teraz drugie puste nakrycie na stole wigilijnym jakiejś rodziny? Czy ona może także, wcale nie przypadkiem, niszczy marzenia jakiejś dziewczynki na sankach?

Autobus zatrzymał się. Otworzyła oczy. Szczytno. Bez wątpienia. Tylko w Szczytnie dworzec autobusowy jest tak mały, że wygląda jak parking dla rowerów, i mieści się przy malej budce z napisem „Wyroby mięsne”. Tony rozpoznał ją za szybą autobusu. Zaczął szczekać i skakać jak oszalały, opierając się łapami o luki bagażowe autobusu.

Po tańcu radości Tony'ego przywitała się z ojcem. Pojechali do domu. Kiedy ojciec nastawiał wodę na herbatę w kuchni, ona przeszła się po domu. Zawsze tak robiła po przyjeździe. Stawiała torbę w przedpokoju i jeszcze w płaszczu lub w kurtce przemierzała całe mieszkanie. Dopiero gdy sprawdziła, że wszystko jest na swoim miejscu, czuła, że wróciła naprawdę.

Jej pokój z łóżkiem pod oknem.

Kredens w stołowym. Zielony karton z kopertami adresowanymi jej pismem, widokówki z Amsterdamu. Szafa, w której zasnęła, gdy eksplodował wybrakowany kryształ.

Pracownia ojca. Włączony komputer. Książki, czasopisma i papiery na biurku, podłodze i parapecie. Talerze z resztkami jedzenia. Monitor oklejony żółtymi karteczkami. Otwarta butelka wina. Miska z wodą dla Tony'ego obok drukarki na podłodze. Poplamiony, przedarty i sklejony taśmą dyplom doktora nauk technicznych przypięty pinezkami do ściany.

Sypialnia rodziców. Zasuszony bukiet ślubny, wiszący „głową w dół” na rurze kaloryfera. Na parapecie fotografia uśmiechniętej matki na tarasie widokowym Worid Trade Center w Nowym Jorku. Płyty CD rozrzucone na dywanie. Sterta książek na stoliku nocnym. Wyszywana ręką jej matki poduszka na zaścielonej i nietkniętej części łóżka.

Nic się nie zmieniło.

Obudziła się koło południa. Tony leżał pod kołdrą w jej nogach. Na stole znalazła śniadanie i kartkę od ojca. Wyjechał do Warszawy. Wróci późnym wieczorem.

PS Zupa grzybowa jest w tym czerwonym garnku. Dzwoniła Magda.

Przechodząc do łazienki, wcisnęła przycisk odtwarzacza CD. Dido. Jej ostatnia płyta No Angel. Niesamowite! Było jak na stancji. Magda ostatnio także słuchała prawie wyłącznie Dido. Zjadła śniadanie. Wyszła z Tonym na spacer. Wróciła i usiadła przy komputerze ojca. Chciała wejść na swojego błoga. Kliknęła. Zniknął wygaszasz ekranu. Pojawił się tekst w wordzie. Ojciec pewnie zostawił.

„Zapiszę go i wejdę na błoga” pomyślała.

W tekście byty same litery. Żadnych wzorów czy schematów. Ojciec nie pisał przecież żadnych tekstów bez wzorów lub schematów! Zaciekawiona zaczęła czytać.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Martyna»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Martyna» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Martyna»

Обсуждение, отзывы о книге «Martyna» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x