– O nie, nie! Pozwólcie państwo jeszcze chwilę… jeszcze chwilę… Pod gwiazdami!
O jakich gwiazdach myślał? o tych, co świeciły na niebie, czy o tych, co pod bladem czołem Janiny zamyślone i błyszczące, spotkały się w tej chwili z gorącym blaskiem i przepastnem zamyśleniem jego oczu?
Po upływie pewnego czasu, gdy dwaj bracia znaleźli się sam na sam w pokoju, dla gościa przeznaczonym, Czesław, bardzo blizko przed Jerzym stając, rzekł: Mam prośbę do ciebie, Jurku!
– Nareszcie nazwałeś mię tak, jak nazywali mię niegdyś rodzice nasi! Dlaczego dotąd nie uczyniłeś tego ani razu? Dlaczego mówisz do nas: państwo, do żony mojej: pani? Jest-że to przyzwyczajenie, zobojętnienie, niechęć do zbliżenia się…
– Nie. To nieśmiałość. Nie śmiem…
– Nie śmiesz? Ty – nie śmiesz?
– Nie śmiem. Ale oddawna już imię twoje, z tem brzmieniem, jakie miało w ustach kochanej matki naszej, wróciło mi do serca i pamięci.
– Wróciło! Więc przedtem… Ale, jakąż to ma być prośba twoja?
– Abyś pozwolił mi tygodni kilka przepędzić w domu swoim.
– Abym pozwolił! Czesławie!
– Tak. Bo widzisz z odległości wydawało mi się to łatwem… lecz odkąd próg ten przestąpiłem… Czy ty mię teraz znasz – Jurku? Czy wiesz, jakim jestem, jakim się stałem, co uczynić mogłem… Widzisz, można wiele błądzić, a jednak przed oszustwem cofać się, mieć wstręt!… Oszukiwać cię nie chcę, oto wszystko. Możesz o mnie wiedzieć to tylko, co ci sam powiem. Chcę, abyś wiedział, że wszystkiego nie powiem. Oto. A gdybyś wiedział, to możebyś nie chciał…
Chwila milczenia; potem głos Jerzego przyciszony, lecz stanowczy.
– Chcę wiedzieć to tylko, o czem ty mi powiedzieć zechcesz.
– Pamiętaj i to także, że gdybym powiedział, możebyś… nie chciał.
– Nie; cokolwiek się stało i cokolwiek nas dzieli, pozostań tu jak najdłużej.
– Dziękuję. Ale pamiętaj! Podstępnie gościnności twej…
– Mów: przywiązania braterskiego…
– Które niegdyś było tak głębokiem, jak wszystkie twoje uczucia, ale teraz…
– Trwa i pragnie, abyś w tym domu znalazł spoczynek, jeśliś zmęczony i pociechę, jeśliś nieszczęśliwy.
– Dziękuję. Jeślim nieszczęśliwy… czy wyglądam na nieszczęśliwego?
– Trochę, chwilami…
– Proszę cię, nie zwracaj na to uwagi i nie zapytuj…
– Nie będę.
Byli tą krótką rozmową tak zmęczeni, że musieli usiąść i obaj przesunęli dłonie po czołach, które zapłonęły.
Po chwili Jerzy wahającym się głosem zaczął:
– Chciałbym tylko zapytać cię – jeżeli powiedzieć możesz – co było przyczyną twego długoletniego milczenia?
– Każdy fakt ma swoje przyczyny pośrednie i bezpośrednie. Najbezpośredniejszą przyczyną tego, że odzywać się przestałem, było to, że postanowiłem zerwać na zawsze…
– Ze mną?
– Z tobą, z wami, ze wszystkiem co było naszem, a pozostało waszem…
– Czesławie!
– Zerwać i zniknąć. Tak zniknąć, aby imienia mego nikt tu nie wymówił.
– Cóż to było? Gniew? Ambicya granic nie znająca…
– Nie wyszukuj klucza do zagadki…
– Dobrze… przebacz… jednak było coś, co cię ku nam z powrotem zawróciło?
– Ach! zawróciło mię ku wam życie, życie, które obiecuje słońca, a daje pozłacane blaszki, zawróciła mię ku wam tęsknota, która gryzie serce, gasi myśl, rujnuje organizm fizyczny, niszczy duchową równowagę…
– Nostalgia?
– Nostalgia, neurastenia i… wszystko w tym rodzaju. Widzisz, człowiek bywa czasem jak liść, rzucony na dwa potoki, rozbiegające się w strony przeciwne. Płynie jednym, a drugi wywiera na niego taką siłę przyciągania…
– Że liść płynie na fali powrotnej…
– I przez chwilę na niej odpoczywa. Spostrzegam, że mówimy metaforami. Niechże więc będzie o jedną metaforę więcej. Poczytuj mnie za zwiedzacza górskich lodowców i stromizn, który w noc burzliwą przybył do schroniska…
– I po upływie godzin kilku odejdzie?…
– Z powrotem do zwałów lodowych i rozpadlin skalnych.
– Niechże odejdzie z zapasem sił i pociechy…
Podali i silnie uścisnęli sobie ręce. Oczy Jerzego powlekły się mgłą wilgotną; Czesław nadaremnie hamował drżenie warg.
Na stole spokojnie paliła się lampa i spokojnie za oknami stały wyniosłe drzewa. W ciszy pokoju czasem tylko słychać było jak wielki motyl nocny uderzał skrzydłami o szklaną pokrywę lampy.
Конец ознакомительного фрагмента.
Текст предоставлен ООО «ЛитРес».
Прочитайте эту книгу целиком, на ЛитРес.
Безопасно оплатить книгу можно банковской картой Visa, MasterCard, Maestro, со счета мобильного телефона, с платежного терминала, в салоне МТС или Связной, через PayPal, WebMoney, Яндекс.Деньги, QIWI Кошелек, бонусными картами или другим удобным Вам способом.
wszakże. [przypis redakcyjny]
Wyglądało. [przypis redakcyjny]