Anne Rice - Wampir Lestat

Здесь есть возможность читать онлайн «Anne Rice - Wampir Lestat» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Poznań, Год выпуска: 1995, ISBN: 1995, Издательство: Zysk i S-ka, Жанр: Ужасы и Мистика, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wampir Lestat: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wampir Lestat»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Lestat, stwórca Louisa de Pointe du Lac i Claudii — dwojga bohaterów
— opowiada własną historię. Przebudziwszy się po pięćdziesięciu pięciu latach zostaje gwiazdą rocka. Jego dzieje są jednak długie i mroczne sięgają osiemnastego wieku. Był wówczas autorem w Paryżu, został wampirem i podróżował po Europie w poszukiwaniu odpowiedzi na dręczące go pytania. Kiedy wreszcie odnalazł pierwsze wampiry, z poszukiwacza stał się ściganym.

Wampir Lestat — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wampir Lestat», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Rzuciłem się do ucieczki w stronę lasu.

Wydawało mi się, że dotarcie tam przed nimi nie będzie trudne, ale bestie były rzeczywiście sprytne i gdy cwałowałem w kierunku ściany lasu, dojrzałem resztę stada, jakąś piątkę dorosłych zwierząt zabiegających mi drogę z lewej strony. To była zasadzka. Zrozumiałem, że nie jestem w stanie dotrzeć na czas do zagajnika. Stado liczyło w sumie osiem dorosłych zwierząt, a nie pięć, jak powiedzieli chłopi. Nawet jednak wtedy nie odczuwałem strachu. Nie miałem na to czasu. Nie zastanawiałem się też wcześniej nad oczywistym faktem, że wilki popychał do ataku głód, że ich naturalny strach przed człowiekiem po prostu całkowicie ustąpił przed uczuciem wygłodzenia.

Szybko przygotowałem się do bitwy. Wetknąłem cep za pas i wymierzyłem ze strzelby w najbliższego. Wielki basior zarył martwy łbem w śnieg zaledwie parę jardów ode mnie. Miałem jednak dość czasu, by załadować ponownie broń, gdy tymczasem moje psy i pozostałe wilki rzuciły się na siebie.

Wilki nie mogły dosięgnąć szyi psów za sprawą wybijanych kolcami obroży. Przy pierwszej potyczce psy prawie natychmiast pozbawiły życia jednego z nich. Wystrzeliłem ponownie i następny padł na ziemię martwy. Tymczasem jednak wataha otoczyła psy. Gdy wystrzeliłem kolejne pociski, przeładowując broń tak szybko, jak tylko było to możliwe, starając się celować tak, aby nie trafić psów, zauważyłem, że mniejszy pies padł z połamanymi zadnimi łapami. Krew rozlewała się po śniegu. Drugi pies odskoczył od zgrai wilków, które tymczasem próbowały szybko pożreć umierające zwierzę, ale w ciągu dwóch minut dopadły i jego, rozrywając mu brzuch i pozbawiając życia. A były to, jak już mówiłem, silne i mocne zwierzęta, owe dogi. Wychowałem je i sam przysposobiłem do polowań. Każdy z nich miał powyżej 200 funtów żywej wagi. Zawsze polowałem z nimi i choć teraz mówię o nich jak o zwykłych psach, wtedy odzywałem się do nich tylko po imieniu. Gdy zginęły, po raz pierwszy zdałem sobie sprawę, co mi grozi i co może się jeszcze zdarzyć.

Wszystko to, co wydarzyło się do tej pory, trwało zaledwie minuty. Cztery wilki leżały martwe na śniegu. Jeszcze jeden był śmiertelnie ranny. Ale trzy pozostały. Jeden z nich przerwał właśnie dziką ucztę nad trupem mojego psa i spoglądał z ukosa na mnie. Wystrzeliłem ze strzelby i chybiłem, wystrzeliłem z muszkietu. Przerażony koń stanął dęba, gdy basior rzucił się w naszym kierunku.

Jak za pociągnięciem sznurka, obejrzały się i pozostałe bestie, zostawiając za sobą jeszcze ciepłe, poszarpane ciało psa. Ściągnąłem wodze i pozwoliłem, by koń uniósł mnie tam, gdzie sam chciał, prosto ku schronieniu w lesie.

Nie oglądałem się do tyłu nawet wtedy, gdy słyszałem blisko warczenie, ale kiedy poczułem, jak zęby wbijają mi się w kostkę, wyciągnąłem drugi muszkiet, obróciłem się w lewo i wypaliłem. Wydawało mi się, że wilk uniósł się na tylnych nogach, ale zbyt szybko znikł mi z oczu. W tym momencie kobyła stanęła dęba i poczułem, że wylatuję z siodła. Byliśmy prawie przy ścianie lasu i spadłem z konia, zanim zwierzę upadło na ziemię. Miałem przy sobie jeszcze jedną załadowaną strzelbę. Obróciłem się i złożyłem do strzału w zbliżającego się wilka. Strzał rozłupał czaszkę bestii.

Pozostały jednak jeszcze dwa wilki. Koń wydał z siebie głębokie rżenie, które po chwili przeszło w narastający skowyt, najstraszniejszy krzyk, jaki zwierzę może z siebie wydać. Wiedziałem: wilki dopadły go.

Przetoczyłem się po śniegu, czując twardość skalistego podłoża pode mną, i udało mi się dotrzeć do drzew. Gdybym mógł przeładować, zastrzeliłbym oba, siedząc bezpiecznie wysoko na drzewie. W pobliżu jednak nie było ani jednego drzewa o konarach dostatecznie niskich, bym mógł się na nie wspiąć czy chociaż uchwycić. Kilkakrotnie podskakiwałem do góry, próbując uchwycić się gałęzi. Nogi jednak osuwały się po oblodzonych pniach. Upadłem. Wilki już się zbliżały. Nie było czasu na załadowanie strzelby, którą jeszcze miałem przy sobie. Pozostał tylko cep i miecz, bowiem buzdygan zgubiłem gdzieś podczas ucieczki.

Kiedy tak gramoliłem się z powrotem na równe nogi, wiedziałem, że prawdopodobnie zginę. Nie przyszło mi jednak do głowy poddawać się. Byłem wściekły, dziki, niemalże warczałem. Stanąłem na szeroko rozstawionych nogach naprzeciwko bestii i spojrzałem najbliżej stojącemu wilkowi prosto w ślepia. Trzymając cep w lewej dłoni, prawą wyciągnąłem szpadę. Wilki zatrzymały się. Pierwszy z nich przez chwilę nie spuszczał ze mnie oczu, po czym opuścił łeb i odbiegł nieco na bok. Pozostałe czekały jakby na jakiś sygnał. Ten pierwszy spojrzał na mnie ponownie w ten sam niesamowity sposób jak przed chwilą i nagle rzucił się do przodu. Zacząłem wymachiwać cepem; wybijana kolcami głowica wirowała w powietrzu. Słyszałem swój warczący oddech i czułem, że uginam kolana, jakbym przygotowywał się do skoku. Wycelowałem uderzenie cepem w szczękę zwierzęcia i z całej siły wymierzyłem cios, ale tylko lekko go zahaczyłem. Wilk odskoczył w porę, a drugi zaczął obiegać mnie to w jedną, to w drugą stronę. Oba podchodziły dostatecznie blisko, by zaryzykować uderzenie cepem lub machnięcie szpadą, lecz zawsze w porę odskakiwały na bezpieczną odległość.

Nie wiem, jak to długo trwało, ale zrozumiałem strategię wilków aż nadto dobrze. Chciały mnie zmęczyć i miały w sobie jeszcze tyle siły, by to uczynić. Bawiły się ze mną. Obracałem się w kółko, rzucałem do przodu, cofałem, prawie upadając na kolana. Trwało to prawdopodobnie ponad godzinę.

Ledwo już trzymając się na nogach, podjąłem ostatnią, desperacką próbę uzyskania przewagi. Stanąłem nieruchomo, opuszczając broń. W tej samej chwili wilki rzuciły się, by skończyć ze mną. Liczyłem na to i byłem na to przygotowany.

W ostatniej sekundzie machnąłem z całej siły cepem. Zobaczyłem jak łeb wilka unosi się do góry, odsłaniając szyję. Czekając tylko na to, rozpłatałem mu natychmiast gardło szpadą. Drugi wilk był już przy mnie. Poczułem, że jego kły zapadają się w moje bryczesy. Za chwilę wyszarpie mi nogę z biodra. Ciąłem mieczem przez pysk, rozcinając bestii oko. Drugi cios kuli cepu spadł w chwilę potem. Wilk puścił moją nogę. Odskakując do tyłu, miałem znowu dość miejsca, by ponownie zamachnąć się mieczem i wbić go w pierś zwierzęcia aż po rękojeść.

To już był koniec bitwy.

Wataha nie żyła. Ja żyłem.

W pokrytej śniegiem dolinie słyszałem tylko mój ciężki oddech i wstrząsający krzyk umierającej kobyły parę kroków ode mnie.

Nie jestem pewien, czy byłem wtedy przy zdrowych zmysłach. Nie jestem pewien, czy to, co wtedy przychodziło mi do głowy, to były myśli. Chciałem upaść nieżywy w śnieg, a przecież odchodziłem od martwych ciał wilków w kierunku konającego konia.

Gdy podszedłem bliżej, kobyła podniosła łeb, próbując jednocześnie unieść się na przednich nogach, ale tylko jeszcze raz wydała z siebie chrapliwy krzyk. Dźwięk odbijał się od gór. Zdawał się docierać aż do niebios. A ja stałem, gapiąc się na jej ciemne, pogruchotane ciało, wyraźnie odcinające się na bieli śniegu, na połamane tylne nogi i rozpaczliwe próby powstania przednich, na łeb uniesiony do góry, uszy położone po sobie i przede wszystkim na wielkie, dziecinne oczy, spoglądające na mnie w bólu, gdy zwierzę ponownie wydało z siebie żałosny skowyt. Wyglądało jak owad na wpół rozgnieciony na podłodze. Nie było nim jednak — było moją szamoczącą się i cierpiącą kobyłą. Raz jeszcze próbowała unieść się na przednich nogach.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wampir Lestat»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wampir Lestat» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wampir Lestat»

Обсуждение, отзывы о книге «Wampir Lestat» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x