Mirosław Jabłoński - Czas wodnika

Здесь есть возможность читать онлайн «Mirosław Jabłoński - Czas wodnika» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Czas wodnika: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czas wodnika»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Zwolennicy demokracji amorficznej, osiadli na Ampis, dochodzą do wniosku, że nadchodzi ich czas… Kto wie, moze to także Twój czas?

Czas wodnika — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czas wodnika», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Dałem znak Redowi, że wypływam, i że potrzebna mi jest jego pomoc. Wynurzyłem się o jakieś trzysta metrów od jachtu. Z ulgą wyplułem ustnik aparatu i oddychałem ciężko. Red, który pojawił się dopiero po chwili, zastał mnie już zupełnie uspokojonego i zapytał, dlaczego wyszedłem na powierzchnię? Wtedy opowiedziałem mu wszystko, co mnie spotkało, nie pomijając niesamowitej i nieskładnej hipotezy na temat podmorskiej osiadłej inteligencji. Oczywiście, nie uwierzył mi, a nawet mnie wyśmiał.

Radził mi, abym wrócił na jacht i odpoczął. Nie zgodziłem się na to i nadal obstawałem przy swojej wersji. Wreszcie Red dał się przekonać, że coś mi się istotnie przytrafiło dziwnego – co nie znaczy, że choćby bodaj na chwilę uwierzył! – i postanowił o wszystkim sam się przekonać. Był prawdziwym naukowcem i wszystko musiał zbadać. Odpiął nóż od pasa, a ja pomyślawszy idiotycznie, że to dla obrony przed koralowcem, zdjąłem z pleców kuszę. Zanurkowaliśmy. Prowadziłem, ściskając kurczowo broń pod pachą, za mną Red. Chwilę zajęło mi odszukanie mózgowca, i byliśmy na miejscu. Wskazałem go Redowi. Przezornie nie zbliżałem się bardziej, nie chcąc znów doświadczyć przykrego uczucia, że nie jestem panem własnego ciała, ale Red zaświecił latarkę i z nożem trzymanym w wyciągniętej ręce podpłynął do koralowca. Dopiero wtedy zrozumiałem, na co mu ten nóż. Red chciał po prostu odłupać próbkę do zbadania.

Do tej pory nie wiem i już chyba nigdy się nie dowiem, czy Red podpływając do koralowca, czuł to samo co ja. Zdawało mi się, że tak, bo w pewnym momencie zwolnił, jakby się zawahał. Lecz jego odczucia musiały być słabsze od moich, bo podpłynął bardzo blisko i uniósł rękę, aby zadać cios nożem i odrąbać kawałek tej dziwnej skały.

I wtedy stało się kilka rzeczy jednocześnie. Wystające na zewnątrz łebki polipów poczerwieniały nagle i rozświetliły sobą otoczenie, jakby były końcówkami światłowodów, którymi skądś spod dna tłoczone było czerwone światło. Red zatrzymał się na moment zdumiony tym dziwnym zjawiskiem i w tej samej chwili zobaczyłem tego rekina. Wyłonił się nie wiadomo skąd, po prostu z samego mroku, i ruszył prosto na Reda, a on miał jedynie nóż o długim i ostrym brzeszczocie… tylko nóż. Znałem historie o ludziach, którzy obronili się w ten sposób przed atakującym rekinem, ale ja nie czekałem na finał. Drapieżnik najwyraźniej nie widział mnie, podniosłem kuszę do oka i gdy tylko jasny brzuch szarżującej bestii znalazł się na przedłużeniu mojej broni, nacisnąłem spust.

Rekin, najwidoczniej kierowany, wykonał gwałtowny zwrot, aby uniknąć harpuna, a Red, robiący podobny unik przed drapieżcą, znalazł się na torze lotu pocisku. Stalowa strzała przeszła niemal na wylot przez jego ciało. Zdrętwiałem z przerażenia, nie na tyle jednak, by nie widzieć, że rekin zawraca, z wyraźnym zamiarem zaatakowania mnie. Naciągnąłem kuszę i zamierzyłem się po raz drugi. Ręce mi się trzęsły ze strachu. Chybiłem, spieniony ślad grotu o cal minął pysk drapieżnika i przepadł w ciemności.

Już widziałem struchlałymi ze strachu oczyma rzędy zębów atakującej mnie bestii, gdy nagły wybuch czerwonego światła utwierdził mnie w przekonaniu, że wystrzelony harpun trafił w ów przedziwny mózgowiec, który (jestem tego pewien!) był prawdziwym mózgiem. Stalowy grot worał się w myślącą symbiozę polipów i skały, przynosząc jej śmierć. Jego agonia była straszna, lecz zarazem widowiskowa. Rekin, sterowany przez ów mózg, momentalnie stracił całe zainteresowanie moją osobą i odpłynął. Szkarłatne płaty jakby napompowanego światłem kopciu opadały w wodzie, wlokąc za sobą krwawe smugi. W tej chwili znajdowałem się chyba na granicy obłędu; zemdlałem.

Co działo się potem, wiem tylko z opowiadań przyjaciół, którzy znajdowali się na jachcie. Widząc nasze ciała unoszące się na powierzchni wody, zarządzili alarm i wydobyli nas. Początkowo myśleli, że nie żyjemy obaj, a gdy pomyłka wyjaśniła się i gdy ocucony opowiedziałem, co nam się przydarzyło, postanowili zawinąć do Townsville w celu złożenia meldunku. Moi przyjaciele wierzyli, że śmierć Reda była przypadkowa, że nie było to zaplanowane przeze mnie morderstwo, doradzili mi jednak, abym składając zeznania przed policją australijską pominął ów fantastyczny wątek o myślącym koralowcu, co, jak twierdzili, na pewno wzbudzi największe podejrzenia.

Mieli rację! Ale ja, nie wiedzieć czemu, uparłem się, że powiem wszystko. A trzeba było zeznać po prostu, że podczas prac pod wodą zaatakował nas rekin i na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności Red zginął ugodzony moim harpunem. A tak sprawa wzbudziła więcej sensacji, niż powinna. Senat uniwersytetu w Wisconsin pamiętając, że włączono mnie do składu ekspedycji mimo jego stanowczego sprzeciwu, odciął się od tej śmierdzącej jego zdaniem sprawy i nie tylko mi nie pomógł, ale jeszcze zaszkodził. To jednak nie należy już do sprawy, którą mam do pana.

t Pan teraz wypływa z wyprawą właśnie tam, na Wielką Rafę Koralową, prawda? Tak, o to chodzi, żeby pan sam się przekonał, zobaczył, co tam teraz jest, bo nikt mi nie wierzy, a ja czuję, że nad ludzkością zawisło, częściowo przeze mnie, straszliwe niebezpieczeństwo. Jakie? Zaraz powiem, tylko niech pan najpierw dokładnie zanotuje pozycję: 17°30'28" Sud, i 146°31' Ost. Tu ma pan jeszcze dokładną mapę i kilka zdjęć okolicznych wysepek i raf zrobionych z pokładu jachtu w miejscu naszego ostatniego postoju, a więc tam, gdzie t o się stało. To pozwoli panu zlokalizować miejsce.

Chce pan wiedzieć, co ja sam o tym wszystkim sądzę? Dobrze, powiem, choć już tyle razy mnie wyśmiano. Wiele razy zastanawialiśmy się, dlaczego życie rozumne rozwinęło się tylko na lądzie. Teoretycznie może ono przecież istnieć w każdym środowisku. W morzach naszych braci w rozumie upatrywaliśmy w delfinach, jakby z góry zakładając, że rozumna może być tylko istota obdarzona zdolnością ruchu. Nic bardziej błędnego! Miałem przecież przed sobą dowód, że tak nie jest. Rekin, który nas zaatakował, nie znalazł się tam przypadkiem. Jego nagłe odpłynięcie po obumarciu mózgu świadczy dobitnie o tym, że był na jego usługach, bronił go przed takimi jak my. Nie wiadomo, czy robił to dla jakichś korzyści, które mogła mu dawać "współpraca" z myślącym koralowcem, czy też był do tego działania zmuszony, wręcz sterowany?

Ta druga hipoteza wydaje mi się bardziej prawdopodobna, przecież rekin początkowo mnie nie widział, a gdy strzeliłem, zdołał uniknąć strzału i sprowokować Reda do zrobienia ruchu, który skończył się dla niego tak tragicznie. To nie rekin nas atakował, tak jak grający w szachy nie atakują się bezpośrednio, lecz posługują się w tym celu pionkami i figurami, tak myślący koralowiec atakował nas przy pomocy tego drapieżnika mórz południowych. Był dobrym graczem, ale nie miał doświadczenia, zgubiło go przekonanie, że jego przeciwnicy są prawie tak dobrzy Jak on. Pierwszy mój strzał był celny. Mózg uciekł więc ze swoim pionkiem-rekinem, podstawiając mi na jego miejsce Reda. Za to mój drugi cios był ze zrozumiałych względów chybiony. Lecz mózg nie wiedział o tym, Ze człowiek zdenerwowany strzela mniej celnie niż człowiek opanowany. Myślał, że trafię w rekina, nie zasłonił się nim, czy też raczej nie zdażył, gdy spostrzegł, że harpun mija bestię. Nie zdążył zrobić roszady. Dlaczego przypuszczam, że chciał, abym trafił rekina? Przecież on się tylko bronił, dopóki Red nie zaatakował go nożem, dwukrotnie zostawił mnie w spokoju, mimo iż zbliżałem się do niego na ten sam dystans co Red. Może w ogóle chciał nas tylko odstraszyć, przegonić, dać do zrozumienia, że nie poznamy się z nim, odłamując go po kawałku i przewożąc do swoich labów i akwariów? Może cała tragedia wynikła z nieporozumienia, z mojego strachu i słabych nerwów? Może. Wszak nie mogłem wiedzieć, że rekin jest dla niego tym samym, czym dla nas pies podwórzowy, a jego szarża – szczekaniem kundla, które znaczy: nie wchodź na mój teren!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Czas wodnika»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czas wodnika» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Rosamunde Pilcher - Czas burzy
Rosamunde Pilcher
Colleen McCullough - Czas Miłości
Colleen McCullough
Poul Anderson - Stanie się czas
Poul Anderson
Robert Silverberg - Czas przemian
Robert Silverberg
libcat.ru: книга без обложки
Marina i Siergiej Diaczenko
Andrzej Sapkowski - Czas pogardy
Andrzej Sapkowski
Leonardo Banegas - Sweet-Jab
Leonardo Banegas
Vitaly Mushkin - Blow job. Bloody sex
Vitaly Mushkin
Отзывы о книге «Czas wodnika»

Обсуждение, отзывы о книге «Czas wodnika» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x