Mirosław Jabłoński - Czas wodnika
Здесь есть возможность читать онлайн «Mirosław Jabłoński - Czas wodnika» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Czas wodnika
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Czas wodnika: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Czas wodnika»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Czas wodnika — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Czas wodnika», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
Pan wie, pisałem o tym w liście, że byłem początkowo podejrzany o morderstwo i o to, że swoją niezwykłą opowieść przygotowałem w celu obronienia się przed krzesłem elektrycznym. Potem uznano, że śmierć Reda to był jednak wypadek. Moje dalsze uporczywe obstawanie przy przedstawionej przeze mnie wersji zdarzeń wzbudziło w sądzie podejrzenie o lekką chorobę psychiczną.
Byłem na obserwacji, a jakże… ale o tym opowiem później. Słucham? Mam usiąść? Ach, przepraszam, ostatnio często zdarza mi się zapomnieć, gdzie się znajduję. Tak, to po tej "obserwacji", właściwie dopiero teraz nadaję się do leczenia. Co dla mnie? Obojętne: kawa, herbata, co panu wygodniej. Tak, dziękuję, nie słodzę.
Ładna ta kelnerka, odwykłem od kobiet, mieszkam sam jak kret. I chodzę po ulicach tylko nocami: to są moje podziemne korytarze. Pan jest Słowianinem? Czech? Rozumiem, wojna, Hitler, rodzice uciekli do Stanów? Wiem coś o tym, interesowałem się wojną z pewnych osobistych względów.
Przepraszam, że tak chaotycznie mówię, ale jestem trochę zdenerwowany, od pana tak wiele zależy…
Nie jest pan pierwszym, do którego się zwracam, ale pana poprzednicy nie chcieli nawet odpowiedzieć na moje listy. Pan rozumie: cieszyłem się wtedy dość szczególnym rodzajem sławy. Wtedy, to znaczy cztery lata temu. Ile mam lat? Trzydzieści pięć. Pan jest zaskoczony?
Wiem, wyglądam na pięćdziesiąt. To życie tak magluje człowieka. Pańscy utytułowani i brodaci koledzy po fachu nie chcieli ze mną rozmawiać. Jeden, co prawda, odwiedził mnie w klinice, ale, jak się okazało, w innym celu, niż myślałem. Zmienił specjalizację: z oceanografii na psychiatrię! Duża zmiana. Ale o tym, że interesuję go bynajmniej nie ze względu na wypadki, jakie miały miejsce na Wielkiej Rafie Koralowej, tylko jako kliniczny przypadek nowego syndromu, dowiedziałem się dopiero, gdy odjeżdżał.
Wielka Rafa Koralowa… to stało się właśnie tam. Anthozoa, koralowce budujące przez miliony lat rafy podmorskie, prymitywne polipy, które więcej statków posłały na dno niż cała US Nawy!
Ale nie od razu były morza południowe. Nurkowaniem interesowałem się już od dłuższego czasu, ale traktowałem to jedynie jako sport, rozrywkę, nic więcej. Z zawodu jestem ekonomistą, ale to nie ma nic do rzeczy. Dopóki nurkowanie interesowało mnie z czysto sportowych względów, wystarczały mi jeziora, samo oglądanie podwodnego piękna, aż wreszcie znudziło mi się odgrywać Alicję w krainie czarów, i zapragnąłem coś niecoś zrozumieć. Wie pan, z początku człowiek patrzy, jak jedna ryba pożera drugą, a potem chce wiedzieć, dlaczego właśnie tę, a nie inną, i jak się obie nazywają.
Kupowałem książki, atlasy, interesowałem się ichtiologią, liznąłem trochę wiedzy o podwodnym świecie roślinnym, ale to wszystko była amatorszczyzna.
Nigdy też nie przyszło mi do głowy, że mógłbym postudiować życie podmorskie, a nie tylko śródlądowe. Ale tu pomógł mi przypadek. Spotkałem kolegę z czasów studenckich, studiowaliśmy w jednym college'u, specjalizował się w ekologii hydrobiosfery, a dokładniej: biotopów morskich. Żywo zainteresował się moim hobby i gorąco mnie namawiał, abym zajął się także fauną i florą mórz. Sam nie robiłem tego do tej pory z tej prostej przyczyny, że nie planowałem żadnej eskapady morskiej, a moje dociekania naukowe rodziły się raczej z potrzeby, aniżeli ją wyprzedzały. Chociaż przed laty nie łączyły nas zbyt bliskie więzy, to wspólne zainteresowania bardzo nas teraz zbliżyły. Moja żona… Ach, nie mówiłem, że jestem żonaty? Bo nie jestem, ale wtedy tak, byłem młodym małżonkiem. Ale co to ja mówiłem? Aha. Moja żona nie była z tego wszystkiego zadowolona. Wołała, abym – zamiast wydawać pieniądze na sprzęt i książki oraz tracić czas na ich czytanie – brał godziny nadliczbowe i zarabiał na jej ciuchy. To, że mogłaby sama na nie zarobić, nie przyszło jej do głowy. Nigdy nie byliśmy udanym małżeństwem, ale mimo to uważam tamten okres za najszczęśliwszy w życiu. Ale nie o swoim małżeństwie miałem opowiadać…
Nie wiem, czy pan pamięta, jak nazywał się ten mój przyjaciel? Nie? O'Connor, Red O'Connor. To on kierował mną w tamtych czasach, wybierał lektury od łatwych do coraz trudniejszych, wręcz specjalistycznych. Okazałem się dość pojętnym uczniem i, jakkolwiek nie miałem wiedzy, jaką się wynosi z uczelni, to jednak o podwodnym świecie mórz południowych miałem wiele do powiedzenia. Moje teoretyczne na razie studia ubarwiał trochę Red, który jako Irlandczyk z pochodzenia mówił dużo, barwnie i kwieciście. Opowiadał o nurkowaniu w Morzu Czerwonym, które jest Mekką wszystkich płetwonurków amatorów, w Adriatyku, Morzu Śródziemnym… Namawiał mnie szczególnie na to, abym pojechał nad Morze Czerwone. Oczywiście, od tej chwili nic bardziej mnie nie pociągało, ale liczyć się musiałem i z kosztami, i ze zdaniem żony, która jako stuprocentowa snobka najlepiej odpoczywała w Miami Beach. Mimo trudności byliśmy nad Morzem Czerwonym i tam dopiero na dobre zakochałem się w podwodnym świecie, w jego nie skażonym jeszcze przez nas pięknie, w różnorodności form i gatunków. Najpiękniejsze jest chyba to, iż człowiek jest tam ciągle intruzem. Uważam, że przyroda na powierzchni jest zaledwie nędznym dodatkiem do tej wspaniałej podmorskiej krainy. Prawdziwej krainy czarów. Bogactwo form i kolorów, które obserwowałem w krystalicznie przejrzystych wodach Morza Czerwonego, wprawiało mnie w ekstatyczny zachwyt.
Swoje podmorskie wyprawy zorganizowałem w ten sposób, że wynająłem na miejscu jakiegoś Araba z łajbą rybacką, która trzeszczała wszystkimi wiązaniami i cuchnęła na kilometr, ale miała tę niewątpliwą zaletę, że była chyba najtańsza na całym zachodnim wybrzeżu. Rano wypływaliśmy przy akompaniamencie pyrkania jej dychawicznego silnika i monotonnych ni to pieśni, ni to modłów starego. Nie zdziwiłbym się, gdyby co rano modlił się o nasz szczęśliwy powrót. W każdym razie bez niego nie wypłynąłbym tą krypą dalej niż na kabel od brzegu.
Około dziewiątej byliśmy już zwykle dalej, o jakąś milę od lądu i wtedy ja schodziłem pod wodę, a Selim – tak się nazywał ten Arab – pozostawał z poleceniem nieruszania się z miejsca, choćby go sam Allach wzywał. Morze Czerwone jest, jak pan wie, ścisłym rezerwatem, na nurkowanie trzeba mieć specjalne pozwolenie, a polować można tylko w ściśle określonych akwenach i na najbardziej pospolite gatunki. Ale mnie to w zupełności wystarczyło, interesowały mnie raczej bezkrwawe łowy. Nurkowałem uzbrojony jedynie w kamerę lub aparat i podwodny szkicownik.
Jak się pan zapewne domyśla, byłem szczęśliwy i dni miałem wypełnione bez reszty. Morze Czerwone to wymarzone miejsce do nurkowania, bardzo ciepła woda, jej temperatura sięga do trzydziestu pięciu stopni Celsjusza. Nawet moja żona, która najpierw nudziła się jak mops, bardziej z braku zajęcia niż z ciekawości zeszła kilka razy ze mną pod wodę. Miałem bowiem na wszelki wypadek dwa akwalungi, abym w razie awarii jednego aparatu nie tracił cennych dni urlopu na naprawy. Później żona zajęła się porządkowaniem moich notatek. Wiem, że nie był to jej najlepszy urlop, ale zniosła go z podziwu godnym spokojem. Było to pierwszy i ostatni raz.
Po powrocie napisałem kilka artykułów na temat podwodnego świata Morza Czerwonego; jeden z nich zamieściła nawet "Naturę", chociaż nic mam żadnego stopnia naukowego. Czytał pan to? Tak, to ja napisałem. Mówi pan, że ciekawy i świeży? Tak, spojrzenie oczyma nowicjusz;, przydaje się czasem, a ja podobno mam zmysł obserwacji. Ten artykuł był dobry i w ten sposób przyczynił się do tragedii. Na podstawie tego tekstu i dzięki swoim znajomościom Redowi udało się, mimo sprzeciwu senatu uniwersytetu, wciągnąć mnie na listę płetwonurków, którzy w następnym roku mieli wypłynąć na badania Wielkiej Rafy Koralowej. Przygotowania do wyprawy trwały już od zimy, finansowana zaś była przez nasz Uniwersytet Stanowy w Wisconsin. Musiałem jednak pokryć połowę kosztów mojego udziału w wyprawie. To była droga impreza, rozstałem się dla niej nie tylko z ostatnimi oszczędnościami, ale także z żoną, która odeszła ode mnie oburzona, że musi ustąpić miejsca meduzom i polipom.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Czas wodnika»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Czas wodnika» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Czas wodnika» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.