J. Ballard - Zatopiony Świat

Здесь есть возможность читать онлайн «J. Ballard - Zatopiony Świat» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Zatopiony Świat: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Zatopiony Świat»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

ZATOPIONY ŚWIAT to debiut powieściowy Ballarda. Ta książka, wydana po raz pierwszy w 1962 roku, zdobyta z miejsca uznanie krytyki i czytelników. Stanowi ona pierwsze ogniwo ballardowskiej wizji świata, rozwijanej w późniejszych utworach. Wizja ta nie napawa optymizmem. Bohaterowie Ballarda nie mają złudzeń co do przyszłości. Po latach walki o zachowanie dawnego stylu życia, rezygnują, postanawiają przystosować się do nowych warunków, choćby miało to oznaczać dla nich nieuchronną zagładę. Trudno zgodzić się z tego typu postawą, ale nie można jej negować, bowiem świat opisany w powieści Ballarda może stać się niedługo naszą rzeczywistością.

Zatopiony Świat — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Zatopiony Świat», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Kerans bezsilnie pochylił się ku przodowi, kiedy słodkie, szorstkie łodygi opadły kaskadą na jego głowę i ramiona. Światła tańczących rac odbijały się w złoconych poręczach tronu. Wokoło rozlegał się rytmiczny dźwięk bębnów, który niemal całkowicie zagłuszał głębszy puls, dudniący w oddali u podstawy jego czaszki. Kerans, nie zważając na ból, całym ciężarem ciała szarpnął rzemienie, które krępowały mu nadgarstki. Co chwila tracił i odzyskiwał przytomność. U jego stóp, u podnóża tronu, lśniło bielą kłów słoniowych żniwo połamanych kości. Były wśród nich smukłe piszczele, kości udowe i łopatkowe, wyglądające jak stare rydle, siatki żeber i kręgosłupów, a nawet dwie niedbale rzucone czaszki. Na ich łysych ciemieniach i w pustych oczodołach migotało światło płomieni, rzucane z mis pełnych benzyny, podtrzymywanych przez aleję posągów, i sięgające ponad całym placem aż do tronu. Tańczący uformowali się w długą, falistą linię, na której czele pląsał Strangman, snując się pomiędzy mamrmurowymi nimfami, a muzycy, którzy siedzieli wokół ognisk, wychylali się ze swoich miejsc, żeby nie stracić ich z oczu.

Korzystając z chwili wytchnienia, kiedy tancerze zaczęli okrążać plac, Kerans osunął się na aksamitne oparcie tronu, szarpiąc machinalnie ściśnięte więzami ręce. Wokół szyi i ramion doktora zwisały wodorosty, opadające mu na oczy z blaszanej korony, którą Strangman wsunął mu na czoło. Niemal już suchy morszczyn wydzielał ciężki odór, słonawy jak pot. Wodorosty pokrywały mu całkowicie ręce i boki, tak że widać było pod nimi tylko kilka strzępów rozszarpanego fraka. Na skraju postumentu, za stosem kości i i butelek po rumie, leżały w nieładzie kolejne wiązki wodorostów, muszle i rozczłonkowane rozgwiazdy, którymi ludzie Strangmana obrzucali go, dopóki nie znaleźli mauzoleum.

Dwadzieścia stóp z tyłu wznosił się ciemny korpus statku zaopatrzeniowego, na którego pokładach paliło się wciąż kilka świateł. Libacja ciągnęła się nieprzerwanie już od dwóch dni, a jej tempo wzmagało się z godziny na godzinę, jak gdyby Strangman postanowił zamęczyć swoją załogę. Kerans dryfował bezradnie myślami, pogrążony w na pół świadomej zadumie. Ból znieczulony został rumem, który marynarze wlewali mu przemocą do gardła, dopuszczając i się ostatecznego pohańbienia Neptuna, topionego w ten sposób w jeszcze bardziej magicznym i potężnym morzu niż otaczające ich dookoła wody. Kerans doznał lekkiego wstrząśnienia mózgu, toteż sceny, które oglądał, jawiły mu się spowite zasłoną krwi i tańczących przed oczami mroczków. Jak przez mgłę zdawał sobie sprawę, że ma poranione nadgarstki i poobijane ciało, siedział jednak cierpliwie, godząc się stoicko na odegranie roli Neptuna, która przypadła mu w udziale. Załoga, wyładowując swój strach i nienawiść do morza, obrzucała go rozmaitymi odpadkami i śmieciami, nie szczędząc także wyzwisk i przemocy fizycznej. Kerans zaakceptował tę rolę, czy raczej jej karykaturę, wiedział bowiem, że w ten sposób zapewnia sobie bezpieczeństwo. Strangman, bez względu na to, co nim kierowało, nadal nie zdecydował się uśmiercić Keransa, a zachowanie załogi stanowiło lustrzane odbicie jego wahań, dlatego marynarze ukrywali zadawane doktorowi tortury i obelgi pod maską groteskowych, rubasznych żartów, i kiedy na przykład obrzucali go wodorostami, udawali poniekąd, że składają tym samym ofiarę morskiemu bożkowi.

Wąż tancerzy powrócił i uformował się teraz w ruchomy krąg wokół Keransa. Strangman po chwili wystąpił ze środka koła – nie chciał widocznie zbliżać się za bardzo do Keransa, obawiając się zapewne, że jego krwawiące przeguby i czoło uświadomią mu brutalność marynarskich żartów – ale wtedy do doktora podszedł Wielki Cezar, którego nabrzmiała twarz. przypominała spuchnięty pysk hipopotama. Niezgrabnie przebierając nogami w rytm bongosów wybrał z porozrzucanych wokół tronu kości czaszkę i kość udową, po czym zaczął wybijać nimi rytm dla Keransa, wykorzystując różną grubość płatów skroniowych i potylicznych, żeby surowe dźwięki uderzeń o czaszkę objęły zasięgiem całą oktawę. Po chwili dołączyło do niego kilku innych mężczyzn. Rozpoczął się szalony taniec kości do wtóru grzechotu kości udowych, piszczeli, kości promieniowych i łokciowych. Zdając sobie mgliście sprawę z tego, że w odległości najwyżej stopy czy dwóch zewsząd otaczają go szeroko uśmiechnięte, drwiące twarze, Kerans czekał, aż się to wszystko skończy, a potem odchylił się i usiłował osłonić jakoś oczy, kiedy w górze wybuchła nagle salwa rac sygnałowych, oświetlając na chwilę statek zaopatrzeniowy i otaczające go budynki. Był to sygnał oznaczający koniec zabawy i rozpoczęcie kolejnego dnia pracy. Strangman i Admirał, pokrzykując, rozdzielili grupę tańczących. Odciągnięto na bok wóz, którego metalowe obręcze dźwięczały na bruku, i wygaszono beznzynowe pochodnie. Plac opustoszał i pociemniał dosłownie w ciągu minuty. Tylko kilka zduszonych ognisk trzeszczało jeszcze pośród poduszek i bębnów, których kształty odbijały się chwilami w złoconych fragmentach tronu i w otaczających go kręgiem białych kościach.

Nocą od czasu do czasu pojawiały się na placu grupki rabusiów, pchających na taczkach łup w postaci rzeźby z brązu albo fragmentu jakiegoś portyku, które wciągali na statek, po czym znikali znowu, nie zwracając najmniejszej uwagi na nieruchomą postać, przygarbioną na tronie pośród cieni. Kerans zasnął, zapominając o zmęczeniu i głodzie – obudził się dopiero kilka minut przed świtem, w najchłodniejszej porze dnia, i zaczął wołać Beatrice. Nie widział jej od chwili, kiedy został obezwładniony w dniu morderstwa Bodkina, przypuszczał zatem, że Strangman trzymają gdzieś pod kluczem na statku zaopatrzeniowym.

Wreszcie, po brawurowej eksplozji nocnych bębnów i rac, nad pełnym cieni placem wstał świt, wlokąc za sobą olbrzymią złotą kopułę słońca. Po godzinie na placu i osuszonych ulicach zapadła cisza, i tylko odległy szum klimatyzatora, dochodzący ze statku, przypominał Keransowi, że nie jest sam. Poprzedni dzień udało mu się przeżyć jedynie cudem, choć siedział w pełnym słońcu bez żadnej osłony, jeśli nie liczyć płaszcza wodorostów, spływającego z jego blaszanej korony. Niby wyrzucony na brzeg Neptun spoglądał ze swojej altanki z trawy morskiej na kobierzec oślepiającego światła, kryjącego kości i odpadki. Usłyszał, że na pokładzie otwiera się luk, i domyślił się, że to Strangman wyszedł z kabiny, żeby mu się przyjrzeć. Kilka minut później ktoś oblał Keransa kilkoma kubłami lodowatej wody. Doktor gorączkowo zlizywał zimne krople, spływające z wodorostów jak zmrożone perły. Zaraz potem zapadł w głęboki letarg, z którego zbudził się dopiero po zmroku, tuż przed rozpoczęciem nocnej zabawy.

Wtedy podszedł do niego Strangman w odprasowanym białym garniturze, przyjrzał mu się krytycznie i w dziwnym przystępie litości mruknął:

– Kerans, ty ciągle żyjesz. Jak ci się to udaje?

Właśnie ta uwaga podtrzymywała Keransa przy życiu drugiego dnia, kiedy w południe na placu rozłożył się kilkoma jaśniejącymi warstwami biały kobierzec upału, sprawiając wrażenie, że potworne gorąco wykrystalizowało z przestrzenno-czasowego kontinuum płaszczyzny kilku wszechświatów równoległych. Powietrze parzyło skórę Keransa jak płomień. Doktor przyglądał się obojętnie marmurowym posągom i rozmyślał o Hardmanie, biegnącym pomiędzy słupami światła prosto w paszczę słońca i znikającym za wydmami jaśniejącego popiołu. Ta sama siła, która strzegła Hardmana, objawiła się w pewien sposób także w Keransie, przystosowując odpowiednio jego metabolizm do warunków zewnętrznych i pozwalając mu wytrzymać nieustający żar. Z pokładu obserwowali go bez przerwy marynarze. Przekonał się o tym dobitnie, kiedy spośród kości skoczyła ku niemu duża, długa na trzy stopy salamandra. Zwęszywszy go, obnażyła sennie swoje obłędne kły, przypominające łupki obsydianu, ale z pokładu huknął wtedy strzał, który zamienił jaszczurkę w kupę mięsa, wijącego się we krwi u stóp Keransa.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Zatopiony Świat»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Zatopiony Świat» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


libcat.ru: книга без обложки
James Ballard
libcat.ru: книга без обложки
James Ballard
libcat.ru: книга без обложки
James Ballard
James Ballard - La forêt de cristal
James Ballard
James Ballard - Le monde englouti
James Ballard
J. Ballard - Crash
J. Ballard
J. Ballard - Concrete island
J. Ballard
libcat.ru: книга без обложки
James Ballard
libcat.ru: книга без обложки
James Ballard
J. Ballard - Hello America
J. Ballard
Отзывы о книге «Zatopiony Świat»

Обсуждение, отзывы о книге «Zatopiony Świat» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x