— Ty też. — Znów westchnęła, ciągnąc się za włosy. Zadźwięczał dzwonek przy drzwiach, więc potrząsnęła głową. — Wejść.
Wszedł Harry Chambers, z ponurą miną niosąc jakieś sprawozdanie.
— Wiesz o Amricar? — zapytał, przyciągając kolejne krzesło dryfowe. Od czasu przeteleportowania do Domu Orłów zajął pozycję stanowiącą odpowiednik sekretarza, zajmując się głównie drobniejszymi sprawami wymagającymi ludzkiego nadzoru, ale takimi, które nie warte były wysyłania awatarów. Próbował również zdobyć jak najwięcej informacji wywiadowczych o stronie Paula, łącznie z ich krótkoterminowymi planami.
Jego noga została naprawiona, ale wciąż lekko utykał. Czasami zastanawiała się, czy wynikało to z braku terapii, czy było to psychosomatyczne. Wydawało się, że w tym upadłym świecie nie ma nikogo bez blizn.
— Powiedział mi, ale w to nie wierzę — parsknęła. — Ile energii użyli?
— Prawie czterdzieści terawatów, skupionych na powierzchni niecałego metra.
— Czterdzieści? — wykrztusiła. — Nawet Matka miałaby problemy z zebraniem tylu.
— I tylko ona mogła jej dostarczyć — odpowiedział ponuro. — To nie wszystko. Był jeszcze jeden atak, na Sowese, i tam użyli kolejnych trzydziestu. Cała produkcja ich energii, do ostatniego wata, skierowana jest na nasze tarcze, nie możemy nawet wejść czy wyjść bez teleportacji, co wymaga energii. A jednak mają więcej, znacznie więcej, na atakowanie nas.
— Elfy? — zapytała cicho.
— Nie wiem… Czy elfy mają własne źródła energii?
— Tak. I to potężne. Ale… Pani powiedziała, że to przeczekają.
— Może powinnaś się z nią skontaktować i dostać jakieś potwierdzenie — cierpko zasugerował Harry.
— Pani nie jest kimś, do kogo można po prostu wysłać awatara — zaprotestowała Sheida. — Pomijając wszystko inne, po zamknięciu Elfheim nie znam żadnego sposobu na dotarcie do niej. To ona musiałaby skontaktować się z nami.
— Któryś z elfów pozostałych na zewnątrz?
— Nie sądzę, żeby i one mogły się dostać do środka. Jeden kręci się koło Edmunda, wyślę mu wiadomość. Ale musimy znaleźć nowe źródła energii!
— Zbadaliśmy Kamienne Ziemie i wszystkie pozostałe aktywne wulkanicznie rejony w Norau i podmorskie — kontynuował swoje sprawozdanie Harry. — Nie da się stamtąd wyciągnąć nic więcej. Moglibyśmy spróbować odwiertów rdzeniowych, ale one nigdy nie były zbyt stabilne.
— Jądrowe, wodne… kiedyś istniały inne rodzaje generatorów energii — wymamrotała.
— Pewnie tak — zmarszczył czoło — ale powodowały spore zanieczyszczenie. I ile można by z nich uzyskać? W porównaniu z elektrowniami fuzyjnymi i tektoniką?
— Trochę byśmy dostali. Po stracie Amricar rzeczywiście płyniemy pod prąd bez wiosła. Myślę, że skontaktuję się z Aikawą. Dostrzega możliwości tam, gdzie umykają one większości.
— Oprócz ataków energetycznych Paul dokonuje również napaści siłami naziemnymi — poinformował ją Harry, przywołując hologram. — Skonsolidował całą Ropazję i Frykę. Chansa przejął kontrolę nad większością Fryki, a Celine kontroluje Efezję. Minjie i Aikawa walczą o kontrolę nad Visznią oraz innymi obszarami w tamtym rejonie.
— Oceany stanowią totalny miszmasz. Większość ludzi morza i delfinów przyjęła pozycję neutralną, ale Paul ma po swojej stronie znaczącą liczbę kupuł i ixchitli. Jeszcze nie atakują. Ale myślę, że się do tego szykują. Istnieją też znaczące społeczności Nowego Przeznaczenia zarówno w Soam, jak i Norau, przy praktycznie nieistniejących odpowiednich obszarach Koalicji w Ropazji i Fryce. Albo rejonach, które ogłosiły się neutralnymi, przynajmniej w Norau. — To ostatnie powiedział, marszcząc brwi.
— Nie zamierzam ich zmuszać — oświadczyła Sheida. — Musimy się skontaktować ze wszystkimi miastami, które zdołały stanąć na nogi. Chyba nadszedł już czas na zjazd konstytucyjny.
— Naprawdę zamierzasz to zrobić? — zapytał, unosząc wysoko brwi. — Sheida, toczy się wojna. To nie jest coś, czym powinien kierować komitet.
— Nie zamierzam jej również prowadzić, walcząc niewolnikami — odpowiedziała. — Albo poddanymi, czy kimkolwiek tego rodzaju. Ludzie będą walczyli ostrzej za swoją wolność, niż mając na sobie łańcuchy.
— Ale niekoniecznie równie dobrze — zaprotestował Chambers. — Dobrze, jeśli tak chcesz to załatwić, niech będzie. Ale w tej chwili mamy w swoim łonie wrogów. A Kent zdeklarował się jako neutralny. Jeśli mamy poważnie walczyć na ziemi, będziemy potrzebować tych jeźdźców.
— W swoim czasie — zgodziła się Sheida. — Masz może jakąś dobrą wiadomość?
— Wydaje się, że Ungphakorn powstrzymuje siły Przeznaczenia, które zaatakowały go z Edoru. Zebrał dość przypadkową armię z uciekinierów i trzymają główne przejście z Edoru do Bovil, gdzie skupiona jest większość z jego społeczności. Poza tym, obawiam się, że nie.
— No cóż, będziemy po prostu musieli mieć nadzieję, że się utrzyma.
— Ja… mam pytanie — powiedział Harry, patrząc na hologram świata, wciąż oznaczony czerwienią i zielenią.
— Strzelaj.
— Tanisha oddała swój Klucz.
— Tak, oddała — spokojnie odparła Sheida. — Stwierdziła, że zapada się w Sen.
— Czy został przyznany komuś innemu?
— Tak.
— Komu?
— Elnorze Sili. Jest protegowaną Aikawy.
— Dobrze. — Harry zacisnął szczęki. Umilkł na chwilę, po czym potrząsnął głową. — Czy w ogóle brałaś pod uwagę poproszenie mnie?
— Nie — odpowiedziała Sheida bezbarwnym tonem.
— Co? Czemu? — Harry zapytał zaskoczony.
— Aikawa poprosił, żeby trafił do Elnory — wyjaśniła Sheida. — A znam Elnorę już od jakiegoś czasu. Ma dobre podstawy w zarządzaniu Siecią i intensywnie ćwiczyła tworzenie awatarów. To właśnie zniszczyło Tanishę, niezdolność do podzielenia się i uniknięcia Snu. Nie masz żadnego doświadczenia w dzieleniu się ani opieraniu się przed Snem.
— I nie nabiorę go, jeśli nie dostanę Klucza — zaprotestował Harry.
— Mógłbyś — zaprzeczyła Sheida. — To nie wymaga więcej władzy niż to, co już robisz. I jest to dobry sposób na załatwienie wielu spraw. Bardzo efektywne zarządzanie czasem. Ale również niebezpieczne. Łatwo jest poddać się podziałowi osobowości albo utracić kontrolę nad awatarem, który staje się w zbyt wielkim stopniu „sobą”. Jeśli chcesz się dzielić, zatwierdzę to.
— A żeby dostać Klucz, muszę nauczyć się dzielić? — zapytał.
— Nie istnieje pewna droga na stanie się członkiem Rady — oświadczyła Sheida. — Ale nauka skutecznego dzielenia osobowości stanowi dobry pierwszy krok.
— Tak jest, proszę pani.
— Nie złość się — powiedziała zmęczonym głosem. — Spytałeś. Odpowie działam.
— Rozumiem. — Harry wstał. — Czy jest coś jeszcze?
— Nie. Zamierzam zjeść lekki posiłek i przespać się trochę. Wszystkie moje awatary zostały odesłane i raz mogę się obudzić, wiedząc, że to ja.
— Ja… dobrze — uciął, marszcząc się. — W takim razie, dobrej nocy.
— Dobranoc, Harry — powiedziała do jego pleców.
I prędzej piekło zamarznie, niż pozwolę ci dostać Klucz.
Pierwszą rzeczą, jaką powinien wiedzieć członek Rady, jest fakt, że stanowiło to przekleństwo, nie nagrodę. A pragnienie tego stanowiło dobrą podstawę, by nigdy nim nie zostać.
— Choć Brutus jest człowiekiem honoru — wymamrotała. — Dżinnie, lekki posiłek…
Читать дальше