— Nie powiedziałaby mi. Byłam tam, ale nie chciała mnie widzieć. Moi ludzie powiadają, że trzeba mieć wielką misję, by dostąpić posłuchania przez Gaję. Widocznie moja nie była dostatecznie wielka.
— A o co chciałaś ją zapytać?
April długo milczała. Cirocco zrozumiała, że tamta plącze. Podniosła głowę i ponownie na nie spojrzała.
— Zadajesz mi ból. Myślę, że nie będę dłużej ciągnąć tej rozmowy.
— Proszę, April. Proszę w imię naszej dawnej przyjaźni.
— Przyjaźni? Powiedziałaś: przyjaźni? Nie przypominam sobie. Pamiętam tylko siebie i August, a poza tym, dawno temu, również moje pozostałe siostry. Zawsze byłyśmy same. Teraz jestem sama, zupełnie sama.
— Tęsknisz za nimi?
— Tęskniłam — powiedziała głuchym głosem. — Dawno temu. Latam, ciągle latam szukając samotności. Samotność jest światem rodu Orłów. Wiem, że tak powinno być, ale zanim… dawniej, kiedy jeszcze tęskniłam za moimi siostrami…
Cirocco nie odezwała się nawet słówkiem, bojąc się ją spłoszyć.
— Łączymy się w grupy tylko raz — powiedziała ze spokojnym westchnieniem. — Kiedy Gaja dyszy, po zimie, wtedy wywiewa nas ponad ląd…
— Tego dnia leciałam z wiatrem. Dzień był piękny. Zabiliśmy wtedy wielu, ponieważ moi ludzie posłuchali mnie i wsiedli na wielkiego balonowa. Czworonogi były zaskoczone, ponieważ tchnienie przeminęło, zostało nas tylko kilku w salonowcu, zmęczonych i głodnych, a jednak ciągle zdolnych do wspólnych czynów.
— To był dzień wielkich pieśni. Moi ludzie podążali za mną — za mną! — robili, co im kazałam i w głębi serca wiedziałam, że wkrótce zetrzemy czworonogi z powierzchni Gai. Była to zaledwie pierwsza utarczka w nowej wojnie.
— I wtedy ujrzałam August i straciłam zmysły. Chciałam ją zabić, chciałam od niej uciec, chciałam ją objąć i razem z nią zapłakać.
— Uciekłam.
— Teraz drżę na myśl o tchnieniu Gai, ponieważ pewnego dnia znowu zaniesie mnie na dół i wtedy zabiję moją siostrę i sama umrę. Jestem Szybkim Arielem, ale zbyt wiele jest jeszcze we mnie April Polo, bym mogła żyć z czymś takim.
Cirocco była poruszona, ale równocześnie opowiadanie ją podnieciło. April mówiła tak, jakby była kimś znacznym w społeczności aniołów. Na pewno miała wśród nich posłuch.
— Tak się składa, że weszłam tutaj, żeby doprowadzić do pokoju — powiedziała. — Nie odchodź! Proszę, nie odchodź!
April zadygotała, ale nie oddaliła się.
— Pokój jest niemożliwy.
— Nie mogę w to uwierzyć. Serca Tytanii toczy ta sama choroba.
April potrząsnęła głową.
— Czy jagnię wdaje się w układy z lwem? Nietoperz z owadem, ptak z robakiem?
— Mówisz o prześladowcy i ofierze.
— O naturalnych wrogach. To jest zakodowane w naszych genach: zabijanie czworonogów. Mogę… jako April mogę zrozumieć, o czym myślisz. Pokój powinien być możliwy. Przelatujemy ogromne odległości tylko po to, by nawiązać walkę. Wielu z nas nie wraca. Wędrówka w górę jest czasem za trudna i spadamy wtedy do morza.
Cirocco potrząsnęła głową.
— Po prostu sądziłam, że gdybym mogła doprowadzić do spotkania przedstawicieli obu stron…
— Mówię ci, że to niemożliwe. Jesteśmy Orłami. Nie jesteś nawet w stanie zmusić nas do działania w grupie, a cóż dopiero mówić o spotkaniu z czworonogami. Są i inne rody, niektóre bardziej towarzyskie, ale one nie zamieszkują wewnątrz tej szprychy. Może z nimi mogłoby ci się poszczęścić, chociaż wątpię w to.
Przez chwilę cała trójka milczała. Cirocco czuła ciężar porażki. Gaby położyła dłoń na jej ramieniu.
— Jak sądzisz? Mówi prawdę?
— Niestety, podejrzewam, że tak. Wygląda to mniej więcej tak, jak przedstawił Mistrz Śpiewu. Nie panują nad tym. — Podniosła głowę, zwracając się do April: — Powiedziałaś, że próbowałaś stanąć przed obliczem Gai. Dlaczego?
— W sprawie pokoju. Chciałam ją spytać, dlaczego musimy toczyć wojnę. Jestem całkiem szczęśliwa, ale to jedno mnie dręczy. Nie usłyszała mego wezwania.
Może dlatego, że nie istnieje — pomyślała Cirocco.
— Czy nadal chcesz jej szukać? — spytała April.
— Nie wiem. Jaki to ma sens? Dlaczego ten jakiś nadczłowiek miałby przerwać wojnę tylko dlatego, że go o to poproszę?
— Są w życiu gorsze zajęcia niż dążenie do spełnienia misji. Gdybyś teraz zawróciła, czym byś się zajęła?
— Tego też nie wiem.
— Przebyłaś daleką drogę. Musiałaś przezwyciężyć wielkie trudności. Moi ludzie mówią, że Gaja lubi dobrą opowieść, lubi wielkich bohaterów. Czy jesteś bohaterem?
Pomyślała o Gene’em szybującym w ciemności, o Fletni Pana mknącym na zagładę, o polującej na nią rybie bagiennej. Na pewno bohater spisałby się lepiej.
— Jest bohaterem — powiedziała nagle Gaby. — Z nas wszystkich tylko Rocky twardo trzymała się obranego celu. Ciągle jeszcze siedzielibyśmy w szałasach z gliny, gdyby nas nie popchnęła. Utrzymywała nas w ruchu, wytyczyła nam cel. Może go nie osiągniemy, ale kiedy przyleci statek ratowniczy, na pewno nie zastanie nas siedzących z założonymi rękami.
Cirocco była zakłopotana, ale równocześnie dziwnie poruszona. Od samego początku, od momentu, kiedy zostali schwytani, walczyła z uczuciem porażki. Miło było usłyszeć, że ktoś uważa, iż postąpiła właściwie. Ale żeby od razu była bohaterem? Nie, skądże. Robiła tylko to, co musiało być zrobione.
— Myślę, że wywrze to wrażenie na Gai — powiedziała April. — Idź do niej. Stań w środku i zawołaj. Nie żebrz ani się nie przypochlebiaj. Powiedz jej, że masz prawo do paru odpowiedzi ważnych dla nas wszystkich. Wysłucha cię.
— Chodź z nami, April.
Anielica zaczęła się wycofywać.
— Nazywam się Szybki Ariel. Z nikim nie idę i nikt nie pójdzie ze mną. Nigdy więcej was nie zobaczę. — Jeszcze raz dała nurka i Cirocco wiedziała, że tamta dotrzyma słowa.
Spojrzała na Gaby, która wywróciła oczy, lekko krzywiąc usta.
— W górę?
— A dlaczegóż by nie, u diabła? Rzeczywiście jest kilka spraw, o które chciałabym spytać.
— Wiesz, że nie jestem bohaterem.
— W porządku, jesteś bohaterką.
Cirocco roześmiała się. Leżały w łóżku ostatniego dnia ich czternastej zimy, w ósmym miesiącu pobytu we wnętrzu szprychy. Od piasty dzieliło je zaledwie około dziesięciu kilometrów. Mogły się tam już dawno dostać, gdyby nie spały, kiedy rozpoczęła się odwilż.
— Nie o to chodzi. Jeżeli jest tu jakaś bohaterka, to z pewnością jesteś nią ty.
Gaby potrząsnęła głową.
— Ja tylko pomagałam. Oczywiście, gdyby mnie nie było, byłoby ci znacznie trudniej.
Cirocco ścisnęła jej dłoń.
— Jednak i tak byłam tylko towarzyszem podróży. Pomogłam ci wygrzebać się z kilku trudnych sytuacji, ale przecież nie nadaję się na bohatera. Bohater nie próbowałby zrzucić Gene’a w przepaść bez spadochronu. Myślę, że doszłabyś tu nawet sama. Mnie na pewno by się to nie udało.
Milczały, pogrążone w myślach.
Cirocco nie była pewna, czy to, co powiedziała Gaby, było prawdą. Z pewnością w części się zgadzało, chociaż nigdy by tego głośno nie przyznała. Gaby nie doprowadziłaby ich aż tutaj. Nie była przywódcą.
Ale czy ja nim jestem? — zastanawiała się. Naturalnie, bardzo się starała. Czy jednak dokonałaby tego sama? Miała poważne wątpliwości.
— Przyjemnie było, prawda? — spytała Gaby spokojnie.
Читать дальше