Ben Bova - Wędrowcy

Здесь есть возможность читать онлайн «Ben Bova - Wędrowcy» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Город: Warszawa, Год выпуска: 1994, Издательство: Orion, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wędrowcy: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wędrowcy»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Albo jesteśmy sami we wszechświecie albo nie jesteśmy;każda z tych możliwości jest zaskoczeniem dla umysłu.
Lee Dubridge

Wędrowcy — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wędrowcy», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

A światła tańczyły i migotały na całym nocnym niebie Ziemi.

KSIĘGA TRZECIA

ROZDZIAŁ XXXI

O Panie!
Umiłowałem piękno domu Twego
I miejsce przebywania chwały Twojej.

Psalm 26

Od swojego przybycia na Kwajalein Stoner pracował przy biurku w dużej sali, na najwyższym piętrze jednego z najstarszych budynków wyspy.

Dzieliło ze sobą tę przestrzeń, pieszczotliwie zwaną „bagnem”, siedemdziesiąt osób, kobiet i mężczyzn, których praca nie została uznana za dość ważną , by zapewnić im. przydział osobnych pokojów. Ich biurka były zestawione razem, jak w staromodnej redakcji jakiegoś wielkomiejskiego dziennika. I hałas, jaki tam panował, również nie ustępował typowemu dla redakcji gazet harmidrowi. Bez względu na to, jak bardzo komuś zależało na spokoju sąsiada, dzwoniły telefony, stukały drukarki komputerów, głosy odbijały się echem od niskiego, falistego sufitu i nagich, betonowych ścian. A gdy dogrzało słońce, dach budynku zaczynał działać, jak potężny piec, tak iż nawet gdyby były w „bagnie” zainstalowane wszystkie klimatyzatory wyspy, nie zdołałyby go uczynić znośnym miejscem do pracy.

Stoner siedział przy swym biurku i na ekranie, służącym normalnie jako ekran komputerowy, śledził telewizyjne wystąpienie prezydenta Stanów Zjednoczonych. Na zewnątrz szalała tropikalna burza i duże krople deszczu bębniły o dach, lecz żadna z pracujących w „bagnie” osób nie zwracała na to najmniejszej uwagi.

W grobowej ciszy wszystkie oczy utkwione były w postać prezydenta, który powoli i ostrożnie poinformował telewidzów o zbliżaniu się kosmicznego gościa, po czym jął ich przekonywać, że nie zagraża to w niczym bezpieczeństwu Ziemian. „Nie ma żadnego zagrożenia — prezydent powtórzył te słowa kilka razy. — To jest szansa, wspaniała szansa, nieoczekiwany dowód na to, że nie jesteśmy sami w kosmosie. Nie wiąże się z żadnym zagrożeniem naszego bezpieczeństwa.” Niemniej jednak prezydent sprawiał każenie przerażonego. I bardzo, ale to bardzo znużonego.

Stoner słuchał, patrzył, czekał. Czuł, że każdy nerw jego ciała drga, zaś mięśnie wprost bolą od napięcia, gdy starał się dosłownie „wyciągnąć” z telewizyjnego obrazu prezydenta słowa, które chciał usłyszeć.

I wreszcie się doczekał.

— Dziś rano — powiedział prezydent — wydałem dyrektywę w sprawie mieszanej, amerykańsko-radzieckiej misji kosmicznej, której celem jest lot ku pozaziemskiemu statkowi i zbadanie go na miejscu. Wzlecimy na spotkanie z naszym gościem.

Stonerowi zabrakło tchu, a kolana się pod nim ugięły. „A więc jednak będzie lot — mówił do siebie, wciąż zbyt spięty, aby się śmiać czy cokolwiek powiedzieć. — Będzie lot! I ja polecę!”

Teraz już ledwie słyszał, jak prezydent mówił:

— Dlatego postanowiłem dołożyć osobiście wszelkich starań w celu nawiązania międzynarodowej współpracy, niezbędnej dla przeprowadzenia pomyślnego spotkania z obcym statkiem i uzyskania tą drogą maksimum korzyści. Ponieważ będzie to wymagało zarówno ode mnie osobiście, jak i od moich najbliższych współpracowników wielkiego zaangażowania, zdecydowałem się, acz niechętnie, nie ubiegać się o ponowny wybór na stanowisko prezydenta.

Ktoś zaskamlał w upale sali, lecz Stoner niemal nie zwrócił na to uwagi.

— Nie przyjmę zatem ponownej nominacji mej partii na kandydata na prezydenta, ani też nie wezmę w tym roku udziału w kampanii na rzecz kogokolwiek. Cała moja energia musi być — i będzie — poświęcona przewodzeniu międzynarodowym wysiłkom w celu zgromadzenia możliwie wielu informacji podczas kontaktu z przybyszem z kosmosu.

Z sali podniosło się kilka nieskoordynowanych, wesołych okrzyków.

— Może zaczną nas wreszcie przyzwoicie karmić — zażartował jeden z mężczyzn.

— I naprawią mi okno — powiedziała jakaś kobieta, nawiązując do pęknięcia w ścianie, biegnącego od parapetu jej okna ku podłodze.

Napięcie zelżało natychmiast. Nawet Stoner uśmiechnął się pod nosem za swym biurkiem, po czym wznowił przerwaną pracę — badanie widma światła dochodzącego od statku z gwiazd.

Deszcz przestał padać tak nagle, jak zaczął. Zza chmur wyjrzało słońce i temperatura w „bagnie” szybko poczęła osiągać swój nieznośny poziom. Ludzie jęli się kręcić między biurkami, znajdując powody, by pójść do ośrodka komputerowego, instalacji radioteleskopowych czy gdziekolwiek indziej, gdzie byłoby chłodniej i nie tak wilgotno.

— Pracowałem przez cały obiad — rzekł jeden z techników, przechodząc obok biurka Stonera. — Chyba sobie zasłużyłem, żeby wyjść trochę wcześniej.

Stoner spojrzał na niego leniwie. Technik oddalił się ku schodom, a za nim podążyło dwu jego kolegów. Wypowiedział swe usprawiedliwienie w pobliżu Stonera, jakby go teraz uważał za kogoś, kto podejmuje decyzje.

Gdy ich kroki ucichły na metalowych stopniach schodów, do sali weszła Jo Camerata. Przez chwilę rozglądała się po sali, po czym podeszła do biurka Stonera i przysiadła na jego skraju, zakładając nogę na nogę. Włosy miała zaczesane do tyłu i spięte nad karkiem szpilką.

— Jak możesz pracować w takim upale? — spytała — Tu nie da się wytrzymać.

— Wcale tego nie zauważyłem — odparł Stoner.

— Nie zauważyłeś? Jesteś spocony jak suseł. Masz mokrą koszulę.

Nachylił głowę i poprawił koszulę, która przylgnęła mu do piersi.

— To dzięki mym ćwiczeniom zen. Panowanie umysłu nad materią.

Jo poklepała się lekko po bluzce na piersiach.

— No cóż, ta materia idzie teraz na plażę, aby sobie popływać przed kolacją.

Uśmiechnął się do niej.

— Mam coś pilnego do zrobienia, Jo — rzekł.

— Poczekam. Dałbyś spokój z tą pracą! Możesz przecież przyjść tu wcześniej jutro rano, tak jak ja. Jestem w pracy już o siódmej.

Stoner zerknął na nią ze sceptycyzmem.

— No dobrze. — Na ustach Jo wykwitł uśmiech. — Powiedzmy przed ósmą. Teraz wierzysz?

— Czasami.

Pochyliła się ku niemu.

— Nie dasz się skusić? Znam piękną ustronną plażę. Nigdy nie ma na niej żywego ducha.

— Jo, zostało nam już tylko parę tygodni, żeby wszystko przygotować.

— Pracujesz za dużo. I w nieodpowiednim czasie.

Jej długie, nagie nogi były tak blisko niego i wyglądały tak kusząco, że przez moment miał ochotę je pogładzić. Jednakże opanował się i przechyliwszy do tyłu na swym krześle, rzekł:

— Słuchaj, Jo, mam dziś naprawdę strasznie dużo pracy. Czy nie moglibyśmy się spotkać przed kolacją? O siódmej?

— Będę musiała pójść sama na plażę? — Jej twarz posmutniała.

— Życie jest ciężkie — rzekł Stoner.

— To nie życie. To ty jesteś trudnym człowiekiem, Keith — powiedziała ześlizgując się z biurka i stając na podłodze.

Podniósł wzrok znad papierów i przez chwilę się jej przyglądał.

— Słowo daję, Jo, ja nie staram się być trudnym.

— Och, wiem. Chciałabym tylko, abyś umieścił swe własne potrzeby nieco wyżej na swej liście spraw ważnych.

Nie odpowiedział. Jo rozejrzała się dookoła i stwierdziła, że „bagno” wyludniło się niemal zupełnie. Pochyliła się szybko nad Stonerem i pocałowała go w usta. Zanim zdołał zareagować, ona śmiejąc się podążała już w stronę schodów.

Odwzajemnił jej uśmiech, a potem pochylił się znów nad biurkiem. Gdy powrócił do przerwanej analizy widma statku z gwiazd, jego twarz przybrała znowu posępny wyraz.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wędrowcy»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wędrowcy» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Отзывы о книге «Wędrowcy»

Обсуждение, отзывы о книге «Wędrowcy» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.