– To ten dupek, który zgwałcił twoją mamusię! – dodało babsko.
Sarę nagle coś ścisnęło za gardło. Obejrzała się na Jeffreya, ale stał z nisko pochyloną głową.
– Zgwałcił? – wydusiła z siebie, gdyż to słowo zadźwięczało jej w umyśle jak zwielokrotnione echo dzwonu.
– Ty świnio! – wycedziła gruba do Jeffreya. – Mógłbyś się wreszcie zachować jak mężczyzna i przynajmniej raz w swoim zasranym życiu wziąć na siebie odpowiedzialność!
– Proszę… – wycedziła Sara, koncentrując się na sprawach, na które nie miała żadnego wpływu. – Jak może się pani tak wyrażać przy dzieciach?
– Niby jak?! – warknęła tamta. – Przecież chłopcy powinni znać swojego ojca. Mam rację, Erie? Nie chcesz poznać człowieka, który zgwałcił i zamordował twoją mamę?
Erie spojrzał z zaciekawieniem na Jeffreya, ale ten stał z kamiennym wyrazem twarzy, bojąc się chyba nawet zerknąć na swego domniemanego syna.
– Wszystko w porządku? – zwróciła się Sara do chłopca, odgarniając mu przetłuszczone i pozlepiane włosy z czoła. Sądząc po wzroście, mógł być rówieśnikiem Jareda, ale wyglądał choro wicie. Miał na rękach i nogach dziwnie wyglądające siniaki. – Coś ci dolega?
– Ma złą krew – odparła kobieta. – Podobnie jak jego gówniany ojciec.
– Wynocha stąd! – warknął groźnie Jeffrey. – Nie macie prawa tu wchodzić!
– Pozwolisz, żeby Robert zapłacił za twoje grzechy, ty przeklęty tchórzu?
– Nawet nie wiesz, o czym gadasz.
– Ale wiem, ile mnie kosztuje leczenie twojego gówniarza! – wrzasnęła gruba. – Nikt w mojej rodzinie nie miał we krwi takiego gówna! – Obrzuciła chłopca nienawistnym spojrzeniem, jakby nie cierpiała nawet jego widoku. – Myślałeś, że śpię na forsie? Że stać mnie na to, żeby go wozić do szpitala na transfuzje, ile razy się przewróci?
– Spieprzaj stąd, bo wezwę Hossa! – odezwał się jeszcze ostrzej Jeffrey.
Oparła ręce na biodrach.
– No, dalej! Ściągnij go! I to szybko! Może wreszcie raz na zawsze wyjaśnimy sobie wszystko!
– Nie ma czego wyjaśniać – odparł. – Nic się nie zmieniło, Lane. Poza tym i tak nie możesz mi już nic zrobić.
– Dlatego, że tak mówisz?! Przecież wszyscy wiedzą, że ją zgwałciłeś!
– Okres przedawnienia w tej sprawie minął trzy lata temu – odrzekł stanowczo, a sam fakt, że znał odpowiedni przepis prawa, wywołał ciarki na grzbiecie Sary. – Nawet gdybyś znalazła jakieś dowody, nie możesz mnie nawet tknąć.
Kobieta wymierzyła tłusty paluch w jego twarz.
– To cię własnoręcznie zabiję, ty pierdolony łobuzie!
– Proszę pani – syknęła znowu Sara, trzymając ręce na ramionach Erica, jakby nie chciała go wypuścić z domu. Przysłuchiwał się tej wymianie zdań z obojętną miną, jakby przywykł, że dorośli zachowują się w ten sposób. Drugi chłopczyk, który został na podwórku, przesuwał w powietrzu mały plastikowy samochodzik, cichym buczeniem naśladując warkot silnika. – Jak pani może się tak wyrażać przy dzieciach?
– A kim ty niby jesteś, do cholery?! – ryknęła gruba. – Za kogo się uważasz, co?
Sara ledwo powstrzymała wybuch gniewu.
– To dziecko jest nie tylko chore, ale również brudne i zaniedbane. Jak może go pani w ten sposób traktować? – Wskazała drugiego chłopca. – Tamten jest w podobnym stanie. Powinnam na panią nasłać opiekę społeczną.
– Śmiało! Nasyłaj! Myślisz, że się przestraszę? Najwyżej będę miała dwie gęby mniej do wyżywienia.
Mimo to wyciągnęła rękę i gestem przywołała do siebie Erica. Chłopiec usłuchał. Kiedy Sara chciała go ponownie złapać za ramiona, wyrwał się, musnęła tylko palcami jego koszulkę, spod której wyłoniły się na chwilę sine pręgi i poczerniałe siniaki na plecach.
– Twój fagas zgwałcił moją córkę – oznajmiła kobieta.
Sarze aż się zakręciło w głowie. I ona musiała się oprzeć o ścianę, żeby nie stracić równowagi.
– Po tym gwałcie zaszła w ciążę. A kiedy poprosiła go o pomoc, zabił ją, więc na mnie spadło wychowywanie jego zasranego bękarta. – Znowu wymierzyła oskarżycielsko palec w twarz Jeffreya. – To jeszcze nie koniec!
– Owszem. Koniec – odparł.
– Powiedz temu swojemu pierdolonemu kolesiowi, że jak go zobaczę na ulicy, będzie trupem.
– Może lepiej opowiem o wszystkim Hossowi i poproszę, żeby cię wpakował do aresztu za te pogróżki?
– Ty pieprzony tchórzu! – syknęła po raz kolejny, wyginając usta w grymasie bezgranicznej pogardy. Zanim Jeffrey zdążył zareagować, splunęła mu w twarz. – Zobaczysz, że to jeszcze nie koniec! – powtórzyła, chwytając Erica za rączkę.
Mimo że był cały posiniaczony, nawet nie zaprotestował. Drugi chłopczyk błyskawicznie zawrócił w stronę samochodu, mając przy tym taką minę, jakby się cieszył, że teraz matka zawiezie ich na lody.
Jeffrey wyjął chusteczkę, rozłożył ją powoli i wytarł sobie twarz.
Minęło jeszcze parę minut, nim Sara odzyskała zdolność mowy. W uszach wciąż jeszcze miała niewiarygodne oskarżenia kobiety. W końcu wydusiła z siebie:
– Zechcesz mi w końcu powiedzieć, o co tu chodzi?
– Nie.
Rozłożyła szeroko ręce w bezsilnej złości, głęboko urażona.
– Jeffrey, przecież ona twierdzi, że zgwałciłeś jej córkę.
– A ty jej uwierzyłaś? – zapytał, patrząc jej prosto w oczy. – Naprawdę uwierzyłaś, że mógłbym kogoś zgwałcić? A potem zamordować?
Była zanadto oszołomiona, żeby się w ogóle zastanawiać nad taką możliwością. Oskarżenia pod adresem Jeffreya spadły na nią jak ciosy młotem, po których ciągle nie mogła dojść do siebie.
– Saro?
– Nie wiem… – Pokręciła głową. – Sama już nie wiem, w co mam wierzyć.
– W takim razie nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia.
Odwrócił się na pięcie i wyszedł.
– Zaczekaj! – zawołała i wybiegła za nim przed dom. – Jeffrey! – Ale nawet się nie obejrzał. Musiała podbiec, żeby go dogonić. – Powiedz coś.
– Po co? Wygląda na to, że już wyrobiłaś sobie opinię.
– Dlaczego nie chcesz mi powiedzieć, co się stało? Stanął i odwrócił się do niej.
– A dlaczego ty nie możesz sobie odpuścić? Dlaczego nie umiesz mi po prostu zaufać?
– Tu nie chodzi o zaufanie – odparła. – Na Boga, ta kobieta się upiera, że zgwałciłeś jej córkę. Według niej Erie jest twoim synem.
– Gówno prawda! – warknął. – Myślisz, że mógłbym nie wiedzieć o tym, że mam syna? Wykluczone.
Natychmiast przypomniała sobie Jareda i ledwie się powstrzymała, by w przypływie złości nie wyjawić mu sekretu Neli.
– No co? – burknął, biorąc jej osłupienie za przejaw czegoś gorszego. – Wiesz, co ci powiem? Mam to wszystko gdzieś! – Ruszył dalej ulicą, kipiąc z wściekłości. – Łudziłem się, że jesteś inna. Miałem nadzieję, że tobie można zaufać.
– Powtarzam, że to nie jest kwestia zaufania.
– Kwestia! – syknął, przedrzeźniając ją. – Mam to gdzieś!
– Tak, to rzeczywiście odpowiedzialne zachowanie – mruknęła i podobnie przedrzeźniając go, dodała: – Mam to gdzieś!
Nie zareagował. Kiedy próbowała go złapać za rękę, wyszarpnął się i burknął:
– Może byś jednak zechciała zostawić mnie w spokoju?
– Niby dlaczego? Czyżbyś i mnie chciał zgwałcić? A potem udusić?
Widziała go już doprowadzonego do ostateczności, ale tym razem popatrzył na nią z tak zbolałą miną, że natychmiast pożałowała swoich słów.
Читать дальше