– Och, Saro… – szepnął, wtulając twarz w jej szyję.
Kiedy poczuła, jak rozluźniają się jego napięte mięśnie, natychmiast o wszystkim zapomniała pod wpływem fali przemożnego szczęścia, jakie przyniosła jej świadomość, że nawet w tak prosty sposób może mu pomóc.
– Chciałbym stąd wyjechać z tobą już teraz – rzekł.
– Wiem – odparła cicho, wodząc palcami po jego karku.
– I chciałbym cię zabrać na dansing – dodał, na co zareagowała śmiechem, gdyż oboje byli świadomi, że porusza się na parkiecie z gracją świeżo urodzonego cielaka. – Chciałbym cię zabrać na spacer plażą i spijać pinakoladę z twojego pępka.
Zachichotała jeszcze głośniej i próbowała się od niego odsunąć, ale jej nie puścił. Pocałowała go więc w szyję, na dłużej przytykając usta do jego skóry. Poczuła na wargach lekko słonawy smak, jakby morskiej wody, przemieszany jednak z piżmowym zapachem wody kolońskiej.
– Jestem przy tobie – mruknęła.
– Wiem – odparł, odsuwając się od niej w końcu. Westchnął ciężko, ruchem ręki wskazał pokój w głębi korytarza i rzekł: – Skończmy wreszcie z tym.
– Szukamy czegoś konkretnego? – zapytała, idąc za nim przez salon.
– Sam nie wiem. – Wyciągnął szufladę stolika do kawy, pogrzebał w niej, po czym zamknął i zapytał: – Gdzie on mógł trzymać zapasowy pistolet?
– Powiedział, zdaje mi się, że w salonie.
– Zatem powinien tu gdzieś być sejf. Jeśli, rzecz jasna, mówił prawdę.
Sara nie była już wcale pewna, czy Robertowi w ogóle można wierzyć. Otworzyła jednak drzwiczki szafki telewizyjnej i popatrzyła na wielki odbiornik oraz stertę kaset wideo. Kucnęła, zajrzała do szuflad w dolnej części szafki i powiedziała:
– Sam mówiłeś, że skoro nie mają dzieci, mógł go trzymać gdziekolwiek, choćby i w szufladzie.
– Nie był aż tak lekkomyślny. – Jeffrey pochylił nisko głowę i na czworakach zajrzał pod kanapę. – Hoss wbijał nam do głowy, żeby zawsze trzymać broń w bezpiecznym miejscu. – Wyprostował się i usiadł na podłodze. – Poza tym Robert prowadził drużynę juniorów, chłopcy pewnie bardzo często kręcili się po domu. Nie mógł więc trzymać broni w widocznym miejscu.
– A Jessie miała wypadek – wpadła mu w słowo. – Dowiedziałam się od Neli, że gdy poroniła, próbowała się otruć jakimiś tabletkami.
– A więc to kolejny powód, żeby trzymać pistolet w ukryciu.
Sara zaczęła przeglądać leżące w stosiku instrukcje chyba każdego urządzenia elektrycznego i elektronicznego, jakie znajdowało się w domu. Znalazła kilka starych pilotów, garść zużytych baterii, obcinacz do paznokci, lecz ani śladu broni.
– A ty gdzie trzymasz zapasowy pistolet?
– Przy łóżku. Po powrocie do domu służbową broń zostawiam w kuchni.
– Dlaczego właśnie w kuchni?
– Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. – Przeciągnął dłonią pod stolikiem do kawy. – Wydawało mi się to logiczne, że jeden jest na dole, a drugi na górze.
– A gdzie dokładnie w kuchni? – zapytała, ruszając w stronę korytarza.
– W szafce nad zlewem… Cholera!
– Co się stało?
– Wbiłem sobie drzazgę.
– To uważaj – rzuciła, wychodząc z pokoju.
Drzwi sypialni znajdowały się dokładnie na wprost kuchni, ale nie miała odwagi tam zajrzeć. Swąd zakrzepłej krwi będzie się chyba utrzymywał w pokoju jeszcze długo po tym, jak Robertowi i Jessie uda się znaleźć jakąś firmę, która zrobi generalne porządki. Nawet nie umiała sobie wyobrazić, jak Jessie będzie tu mieszkała po tym, co się stało.
Otworzyła szafkę nad kuchenką i popatrzyła na duży komplet plastikowych pojemników na żywność z pokrywkami starannie poukładanymi obok nich. Wspięła się nawet na palce, żeby zajrzeć głębiej, ale nie dostrzegła niczego przypominającego pistolet. Zaczęła kolejno zaglądać do następnych szafek, ale z takim samym rezultatem. Otworzyła nawet lodówkę, obrzuciła wzrokiem wielką trzylitrową butlę mleka oraz podobną z sokiem i rozmaite produkty żywnościowe, lecz broni tu także nie było.
– Znalazłaś coś? – zapytał Jeffrey, który stanął w drzwiach, trzymając się za rękę.
– Bardzo boli?
– Da się przeżyć – mruknął, wyciągając rękę w jej kierunku.
Obróciła dłoń do światła i nawet gołym okiem dostrzegła grubą drzazgę.
– Powinni gdzieś mieć pęsetę – powiedziała, zaglądając do szuflady, ale były w niej tylko sztućce i przybory kuchenne. – Sprawdzę w łazience.
Miała już wyjść na korytarz, gdy spostrzegła koszyk z przyborami do szycia, stojący na komódce za stołem w jadalni.
– Podejdź. Tu jest więcej światła – powiedziała, zaglądając do koszyka. – To powinno się nadać. – Z pudełka z igłami i szpilkami wyjęła kosmetyczną pęsetę o prostych ostrych krawędziach.
– Może otworzę jeszcze żaluzje – rzekł Jeffrey, pospiesznie kręcąc drążkiem regulacyjnym. Wyjrzał na podwórko i zapytał: – Ładnie tu, prawda?
– Owszem. – Uniosła jego dłoń do oczu. Niekiedy w pracy przy podobnych zabiegach wkładała okulary, ale nawet nie pomyślała, żeby je zabrać na wakacje. – Może trochę boleć.
– Jakoś wytrzymam… O cholera! – Wyszarpnął rękę.
– Przepraszam – mruknęła, ledwie się powstrzymując od szerokiego uśmiechu i przesunęła się jeszcze bliżej okna, żeby lepiej widzieć. – Spróbuj myśleć o czymś innym.
– To nie będzie wcale trudne – burknął ironicznie i skrzywił się, gdy zbliżyła pęsetę do jego dłoni.
– Przecież nawet jeszcze nie dotknęłam.
– Z dziećmi postępujesz tak samo brutalnie?
– Zazwyczaj są trochę odważniejsze.
– Miło to słyszeć.
– Tylko spokojnie – odezwała się łagodnym tonem. – Dam ci lizaka, jak będziesz grzeczny.
– To ja wolałbym ci dać coś innego do lizania.
Uniosła wysoko brwi, lecz nie skomentowała tej propozycji. Powoli zacisnęła końce pesety na wystającej drzazdze z nadzieją, że zdoła wyciągnąć ją w całości.
– Zauważyłaś coś dziwnego w wyglądzie Swana? – zapytał Jeffrey.
– W jakim sensie?
Tylko syknęła, kiedy oderwał się koniec drzazgi.
– Choćby to… – z kolei on syknął, gdy mocniej wbiła mu brzegi pesety w skórę -…że był dokładnym przeciwieństwem Roberta.
Wzruszyła ramionami.
– Może właśnie o to chodziło? Jessie zapragnęła kogoś zupełnie innego, diametralnej odmiany?
– Ja też jestem diametralnie inny od facetów, z którymi spotykałaś się przede mną?
Pochłonięta chwytaniem drzazgi w pęsetę miała dość czasu, żeby wymyślić celną odpowiedź.
– Nie powiem, żebym się specjalnie nad tym zastanawiała. – Uśmiechnęła się szeroko, kiedy resztka drzazgi wyszła w całości. – Już po wszystkim.
Błyskawicznie uniósł dłoń do ust, co robiły wszystkie dzieci w podobnej sytuacji, jakby podświadomie zakładały, że ślina pomoże im oczyścić ranę.
– Zajrzyjmy do sypialni – rzekł Jeffrey.
– Naprawdę sądzisz, że kłamał, mówiąc, że trzymał zapasowy pistolet w salonie?
– Tak podejrzewam.
– Przecież mógł go trzymać gdziekolwiek, nawet w samochodzie.
– Niewykluczone.
– Co cię jeszcze gryzie? – zapytała wprost, postanawiając, że tym razem nie da się zbyć. – Nie jestem głupia, Jeffrey, i widzę, że coś nie daje ci spokoju. Nie wymagam, żebyś mówił mi wszystko, ale mnie nie okłamuj.
Oparł się o parapet i rzekł z ociąganiem:
– W porządku, jest jeszcze coś, co mnie gryzie. Ale nie mogę o tym mówić.
Читать дальше