* * *
Trzy przecznice bliżej oceanu Reacher znalazł magazyn z przecenionymi ubraniami i szybko wcisnął się do środka. Wąskie pomieszczenie było długie na kilkadziesiąt metrów. Na suficie zamontowano niezliczone jarzeniówki, rzędy wieszaków ciągnęły się bez końca. Stwierdził, że po lewej wiszą stroje kobiece, pośrodku dziecięce, a po prawej męskie. Zaczął zatem od najdalszego kąta, wędrując w stronę kasy.
Bez wątpienia zgromadzono tu wszystkie dostępne na rynku rodzaje kurtek i płaszczy. Pierwsze dwa wieszaki zapełniały krótkie puchowe kurtki. Do niczego. Dobrze zapamiętał sobie sentencję, którą lubił powtarzać stary kumpel z wojska. Dobra kurtka jest jak dobry prawnik, osłania ci tyłek. Trzeci wieszak wyglądał bardziej obiecująco. Wisiały na nim rzędy długich do pół uda płóciennych kurtek w neutralnych barwach, z grubymi flanelowymi podpinkami. Może podpinki miały w sobie trochę wełny, może jeszcze co innego. Wydawały się dość ciężkie.
– Mogę w czymś pomóc?
Odwrócił głowę i ujrzał stojącą obok młodą kobietę.
– Czy te kurtki nadają się na tutejszą pogodę?
– Są idealne – odparła. Z ożywieniem zaczęła opowiadać mu o substancjach, którymi spryskano wierzchnią płócienną warstwę, by uczynić ją wodoodporną. Opowiedziała też o specjalnej podpince, zarzekając się, że pozwoli mu utrzymać ciepło nawet podczas mrozu. Reacher przesunął dłonią po wieszaku i wybrał ciemnooliwkową XXL.
– W takim razie biorę tę.
– Nie chce pan przymierzyć?
Zawahał się chwilę, po czym naciągnął na siebie kurtkę. Pasowała całkiem nieźle – no może nie do końca, może była nieco przyciasna w ramionach i miała odrobinę za krótkie rękawy.
– Potrzebuje pan 3XLT – oznajmiła kobieta. – Ile pan ma, sto dwadzieścia?
– Sto dwadzieścia czego?
– Centymetrów. Obwód klatki.
– Nie mam pojęcia, nigdy się nie mierzyłem.
– Wzrost metr dziewięćdziesiąt dwa?
– Mniej więcej.
– Waga?
– Sto dziesięć kilo – rzekł. – Może sto piętnaście.
– Zdecydowanie potrzebuje pan rozmiaru na nietypowy wzrost. Proszę przymierzyć 3XLT.
Kurtka, którą mu wręczyła, miała tę samą ciemną barwę co XXL, ale pasowała znacznie lepiej. Była luźna. Reacher lubił luźne. I rękawy sięgały tam, gdzie trzeba.
– Chce pan też spodnie? – zawołała kobieta. Stała teraz przy innym wieszaku i przeglądała ciężkie płócienne, robocze spodnie, zerkając na jego pas i długie nogi. Po chwili przyniosła parę pasującą do jednego z kolorów flanelowej podpinki kurtki. – I proszę też zmierzyć koszulę – dodała. Przeskoczyła do kolejnego wieszaka, demonstrując całą tęczową gamę koszul flanelowych. – Pod spód wystarczy podkoszulek i zniesie pan każdą pogodę. Jakie kolory pan lubi?
– Coś niejaskrawego.
Wyłożyła wszystko na jednym z wieszaków. Kurtkę, spodnie, koszulę, podkoszulek. Pasowały do siebie – brązy, khaki, oliwkowa zieleń.
– W porządku? – spytała radośnie.
– W porządku – odparł. – Macie tu też bieliznę?
– Tam – pokazała.
Zaczął grzebać w koszu bokserek drugiej jakości. Wybrał parę białych, do tego parę bawełnianych skarpet w brązowo-zielone cętki.
– W porządku? – powtórzyła kobieta.
Reacher skinął głową. Zaprowadziła go do kasy z przodu sklepu i przesunęła pod czytnikiem wszystkie metki.
– Sto osiemdziesiąt dziewięć dolarów – powiedziała.
Przez chwilę przyglądał się czerwonym cyferkom na wyświetlaczu kasy.
– Zdawało mi się, że to magazyn towarów przecenionych – zauważył.
– To naprawdę rozsądna cena – odparła.
Reacher pokręcił głową, sięgnął głęboko do kieszeni i wyciągnął zwitek podniszczonych banknotów. Odliczył sto dziewięćdziesiąt i dostał dolara reszty. W sumie dysponował obecnie czterema dolarami w gotówce.
* * *
Starszy kolega z drugiego krańca organizacji oddzwonił do Froelich po dwudziestu pięciu minutach.
– Masz adres domowy? – spytała go.
– Bulwar Waszyngtona 100 – odparł. – Arlington, Wirginia. Kod pocztowy 20310-1500.
Froelich to zapisała.
– W porządku, dzięki. To chyba wszystko, czego mi trzeba.
– Myślę, że trzeba ci czegoś więcej.
– Czemu?
– Znasz Bulwar Waszyngtona? Froelich się zastanowiła.
– Biegnie aż do Memorial Bridge, prawda?
– To tylko jezdnia.
– Żadnych budynków? Muszą tam być jakieś budynki.
– Owszem, jeden, za to duży. Paręset metrów z boku.
– Co takiego?
– Pentagon – wyjaśnił jej rozmówca. – To fałszywy adres, Froelich. Po jednej stronie Bulwaru Waszyngtona mieści się cmentarz Arlington, po drugiej Pentagon. To wszystko, nie ma nic więcej. Numer 100 nie istnieje. Nie ma tam żadnych adresów prywatnych. Sprawdziłem na poczcie. A kod odpowiada departamentowi wojska w Pentagonie.
– No super – mruknęła Froelich. – Zawiadomiłeś bank?
– Oczywiście, że nie. Prosiłaś o dyskrecję.
– Dzięki. Ale wróciłam do punktu wyjścia.
– Może nie. To bardzo dziwny układ, Froelich. Sześciocyfrowe konto, ale wszystko na rachunku bieżącym, zero oprocentowania. A klient podejmuje gotówkę wyłącznie poprzez Western Union. Nigdy nie zjawia się osobiście, wszystko załatwia przez telefon. Dzwoni, podaje hasło, bank przesyła telegraficznie pieniądze do Western Union.
– Nie ma karty bankomatowej?
– Żadnych kart. Nigdy nie wydano też książeczki czekowej.
– Wyłącznie Western Union? Nigdy nie słyszałam o czymś podobnym. Czy prowadzą jakieś rejestry?
– Geograficznie rzecz biorąc, podejmował już gotówkę prawie wszędzie. Czterdzieści stanów w ciągu pięciu lat. Od czasu do czasu depozyt. Do tego mnóstwo niewielkich wypłat, wszystkie przesyłane do filii Western Union w najróżniejszych miastach, wszędzie.
– Dziwne.
– Tak jak powiedziałem.
– Możesz coś zrobić?
– Już zrobiłem. Zawiadomią mnie, kiedy odezwie się następnym razem.
– A ty dasz mi znać?
– Może.
– Wypłaty są regularne?
– Niespecjalnie. Ostatnio największy odstęp wynosił kilka tygodni. Czasami to zaledwie kilka dni. Często w poniedziałki, w weekendy banki są zamknięte.
– Zatem może dziś mi się poszczęści.
– Owszem, może – odparł jej rozmówca. – Pytanie brzmi: czy mnie także się poszczęści?
– Nie aż tak – mruknęła Froelich.
* * *
Kierownik klubu patrzył, jak Reacher wchodzi do swego motelu. Potem przemknął ponownie na boczną wietrzną uliczkę i włączył telefon komórkowy. Osłaniając go dłonią, zaczął mówić cicho, z naciskiem, prosząco, lecz z szacunkiem, jak należy.
– Ponieważ wchodzi mi w drogę – rzekł, odpowiadając na pytanie.
– Dziś byłoby świetnie – rzucił, odpowiadając na inne.
– Przynajmniej dwóch – odparł w końcu na ostatnie. – To duży facet.
* * *
Reacher rozmienił w recepcji jednego ze swych dolarów na ćwiartki i ruszył w stronę budki. Z pamięci wybrał numer banku, podał hasło i poprosił o przesłanie pięciuset dolarów do filii Western Union w Atlantic City. Miały tam dotrzeć przed zamknięciem. Następnie wrócił do pokoju, odgryzł wszystkie metki i włożył nowe ubranie. Przełożył śmieci z kieszeni, wepchnął letnie ciuchy do kubła i przejrzał się w długim lustrze obok drzwi szafy. Wystarczyłaby broda i okulary przeciwsłoneczne, a mógłbym ruszyć pieszo aż na biegun północny, pomyślał.
Читать дальше