John Grisham - Wspólnik

Здесь есть возможность читать онлайн «John Grisham - Wspólnik» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Wspólnik: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Wspólnik»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Sfingował własną śmierć i zniknął z 90 milionami z konta swojej firmy prawniczej. Patrick Lanigan, błyskotliwy, znakomity adwokat, dokonał mistrzowskiego przekrętu, którego nie wybaczą mu jego wspólnicy. Po latach dopadną go. Będą torturowali, zanim postawią przed sądem: oni, żona i wymiar sprawiedliwości – wszyscy chcą głowy Patricka… za wszelką cenę. Ale Lanigan przewidział wszystko. Lub prawie wszystko…

Wspólnik — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Wspólnik», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– W Biloxi – odpowiedział.

– Ukrywałeś się?

– Tak, oczywiście.

– Ale obserwowałeś przebieg pogrzebu?

– Tak.

– Skąd?

– Siedziałem na drzewie, z lornetką.

Nadal jednak zaciskał powieki i kurczowo zwierał palce dłoni.

– Dokąd później wyjechałeś?

– Do Mobile.

– Miałeś przygotowaną kryjówkę?

– Tak. Jedną z kilku.

– Jak długo tam przebywałeś?

– Parę miesięcy… Z przerwami.

– To dość długo, no nie? A gdzie dokładnie mieszkałeś w Mobile?

– Wynajmowałem pokoje w tanich hotelach. Przenosiłem się z miejsca na miejsce, krążyłem po całym wybrzeżu zatoki. Destin, Panama City Beach, znów Mobile…

– I pewnie odmieniłeś swój wygląd?

– Owszem. Zgoliłem brodę, ufarbowałem włosy, zrzuciłem dwadzieścia pięć kilogramów.

– Uczyłeś się jakichś języków obcych?

– Portugalskiego.

– Zatem musiałeś planować przyjazd tutaj?

– Tutaj? To znaczy gdzie?

– Powiedzmy, że do Brazylii.

– Tak, planowałem. Doszedłem do wniosku, że łatwo się tu ukryć.

– Dokąd się przeniosłeś z Mobile?

– Do Toronto.

– Dlaczego właśnie do Toronto?

– Dokądś musiałem wyjechać. To ładne miasto.

– Tam wyrobiłeś sobie fałszywe dokumenty?

– Zgadza się.

– Już w Toronto przyjąłeś nazwisko Danilo Silvy?

– Tak.

– Nadal uczyłeś się portugalskiego?

– Owszem.

– I jeszcze bardziej schudłeś?

– Tak, dalsze dziesięć kilogramów.

Ciągle nie otwierał oczu. Usilnie starał się nie myśleć o bólu, bo przynajmniej w tej chwili jego sytuacja była znośna. Piekła go skóra na piersi, gdzie silnie rozgrzane elektrody niemal wtapiały mu się w ciało.

– Ile czasu spędziłeś w Toronto?

– Trzy miesiące.

– A więc mieszkałeś tam jeszcze w lipcu tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego roku?

– Raczej tak.

– Dokąd później wyjechałeś?

– Do Portugalii.

– Dlaczego do Portugalii?

– Gdzieś musiałem się ukryć. A to piękny kraj. Nigdy wcześniej tam nie byłem.

– Jak długo przebywałeś w Europie?

– Kilka miesięcy.

– A co potem?

– Zamieszkałem w São Paulo.

– Z jakiego powodu?

– Łatwo zniknąć w dwudziestomilionowym mieście.

– Ile czasu tam spędziłeś?

– Rok.

– Powiedz mi, czym się wtedy zajmowałeś.

Patrick zaczerpnął głęboko powietrza, poruszył się nerwowo, po czym skrzywił z bólu i szybko znieruchomiał.

– Zapoznawałem się z życiem w tym mieście. Wynająłem prywatnego nauczyciela i szlifowałem znajomość języka. Straciłem parę dalszych kilogramów. Przenosiłem się z jednego mieszkania do drugiego.

– A co zrobiłeś z pieniędzmi?

Cisza. Kolejne delikatne szarpnięcie. Gdzie jest to cholerne pudełko z chromowaną dźwignią? Dlaczego nie można by jeszcze porozmawiać swobodnie na inne tematy, zapomniawszy o tej przeklętej forsie?

– Jakimi pieniędzmi? – spytał, usiłując za wszelką cenę zachować spokój.

– Dobrze wiesz, Patricku. Z tymi dziewięćdziesięcioma milionami, które zabrałeś z konta swojej kancelarii adwokackiej, okradając w ten sposób klientów.

– Już mówiłem. To jakaś pomyłka.

Guy niespodziewanie krzyknął coś głośno. Otworzyły się drzwi pokoju i do środka wpadła gromada agentów. Brazylijski lekarz pospiesznie zrobił kolejne dwa zastrzyki i wyszedł. Trzech Amerykanów coś majstrowało przy urządzeniu stojącym w rogu pokoju. Włączony został duży magnetofon kasetowy. Guy znowu podetknął leżącemu pod nos pudełko z połyskującą dźwigienką i wściekle cedząc słowa przez zęby, zaczął powtarzać groźby, że nie zawaha się porazić go śmiertelnie prądem, jeśli zostanie do tego zmuszony.

– Pieniądze wpłynęły na konto twojej kancelarii w bahamskim banku w Nassau dokładnie o dziesiątej piętnaście dwudziestego szóstego marca tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego drugiego roku, czterdzieści pięć dni po twojej sfingowanej śmierci. I ty byłeś tam wtedy, Patricku, opalony, uśmiechnięty, tryskający życiem. Dysponujemy odbitkami z klatek filmu zarejestrowanego przez kamery systemu alarmowego banku. Posługiwałeś się świetnie podrobionymi dokumentami. Niedługo po wpłynięciu tych pieniędzy wycofałeś całą sumę, przelałeś ją do banku na Malcie. Ukradłeś ją, Patricku. Więc teraz musisz mi powiedzieć, co zrobiłeś z pieniędzmi. Kiedy wyznasz prawdę, pozostawię cię przy życiu.

Więzień przez chwilę zerkał nerwowo to na swego prześladowcę, to na chromowaną dźwignię urządzenia, wreszcie zamknął oczy, napiął wszystkie mięśnie i odparł cicho:

– Przysięgam, że nie mam pojęcia, o czym mówisz.

– Patricku…

– Proszę, nie rób tego! – jęknął Lanigan. – Błagam!

– To dopiero trzeci poziom. Nie zaznałeś jeszcze nawet połowy możliwych cierpień.

Guy ściągnął dźwignię w dół, spoglądając, jak ciałem leżącego wstrząsają konwulsyjne dreszcze.

Nie próbował już stawiać oporu. Wrzeszczał tak przeraźliwie, że siedzący na werandzie przed domem Osmar popatrzył ze strachem w twarze swoich brazylijskich kolegów. Toczona półgłosem w ciemnościach rozmowa urwała się nagle. Ktoś zaczął szeptem odmawiać modlitwę.

Sto metrów od zabudowań trzymający straż przy polnej drodze Brazylijczyk obserwował z uwagą przejeżdżające w oddali samochody. Nie spodziewali się żadnych gości. Najbliższe siedziby ludzkie oddalone były o parę kilometrów. Toteż i on zaczął pod nosem odmawiać modlitwę, kiedy do jego posterunku doleciały stłumione, przerażające krzyki torturowanego człowieka.

ROZDZIAŁ 4

Czwarty bądź piąty telefon od sąsiadów całkowicie wytrącił panią Stephano z równowagi. Ostrym tonem nakazała Jackowi wyznać prawdę. Chcąc nie chcąc, przyznał więc, że trzej mężczyźni w ciemnych garniturach, siedzący w samochodzie zaparkowanym przed ich domem, są agentami federalnymi. Pobieżnie wyjaśnił żonie powód ich obecności, opowiedział w skrócie historię Patricka Lanigana, zaznaczając przy tym, że łamie reguły etyki zawodowej. Pani Stephano nigdy dotąd nie zadawała żadnych pytań.

Nie obchodziło jej, czym mąż się zajmuje w godzinach pracy. Dręczyły ją jednak przeczucia na temat tego, co o nich myślą sąsiedzi. Doskonale zdawała sobie sprawę, że w takim miasteczku jak Falls Church ludzie żyją różnymi plotkami.

Położyła się spać o północy. Jack drzemał na sofie w saloniku, mniej więcej co pół godziny zerkając przez szczelinę między zasłonami na ulicę, jakby sprawdzał, co porabiają agenci FBI. Zasnął na dobre około trzeciej nad ranem, ale szybko zerwał go na nogi dzwonek do drzwi.

Otworzył w samym podkoszulku. Przyjechało ich czterech, a Stephano natychmiast rozpoznał wśród nich Hamiltona Jaynesa, wicedyrektora biura federalnego, a więc drugiego z najważniejszych ludzi w hierarchii służbowej FBI. Tak się składało, że Jaynes mieszkał zaledwie cztery przecznice dalej i należał do tego samego klubu golfowego co on, chociaż nigdy dotąd się nie spotkali.

Zaprosił gości do obszernego salonu. Przedstawili się oficjalnie i rozsiedli, kiedy pani Stephano zjawiła się na schodach w szlafroku, lecz na widok tylu mężczyzn w urzędowych, ciemnych garniturach pospiesznie zawróciła do sypialni.

– Liczna grupa ludzi zajmuje się bez przerwy sprawą Lanigana – zaczął Jaynes. – Otrzymaliśmy wiadomość, że pańscy ludzie go porwali. Czy może pan potwierdzić bądź zdementować tę informację?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Wspólnik»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Wspólnik» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


John Grisham - Camino Island
John Grisham
John Grisham - The Client
John Grisham
John Grisham - The Whistler
John Grisham
John Grisham - Partners
John Grisham
John Grisham - The Last Juror
John Grisham
John Grisham - The Broker
John Grisham
John Grisham - The Activist
John Grisham
John Grisham - The Racketeer
John Grisham
libcat.ru: книга без обложки
John Grisham
libcat.ru: книга без обложки
John Grisham
John Grisham - El profesional
John Grisham
John Grisham - The Brethren
John Grisham
Отзывы о книге «Wspólnik»

Обсуждение, отзывы о книге «Wspólnik» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x