– Uuuu – jęknął zabójca, tracąc oddech, po czym uśmiechnął się szeroko, pokazując pełne rosyjskie uzębienie, które głównie składało się z brzydkich, metalowych koron. – Mam kevlarową kamizelkę, amerykański dupku – dodał, a następnie odwrócił się ku Darwinowi ruchem z niezgrabnego tańca, znowu celując z pistoletu. Minor poluźnił jeszcze bardziej uścisk spoconych palców i teraz żółty celownik przedni celował bezpośrednio w prawe oko.
Nagle uśmiech Rosjanina zgasł. Mężczyzna wyglądał teraz na zdziwionego, może nawet trochę rozczarowanego. Dar znał to spojrzenie – tak w dzieciństwie patrzyli przyjaciele, gdy matki odwoływały ich od dobrej zabawy. Snajper zerknął w dół, na swój brzuch, na krew tryskającą gwałtownie znad rękojeści ka-bara i zaciśniętej na niej pięści Dara. Teraz marszczył brwi prawdziwie skonfundowany.
Minor wybił mu pistolet z niespodziewanie osłabłej ręki, a potem chwycił kamizelkę Zukera, ten już się jednak przewracał, ześlizgiwał, zsuwał… aż w końcu spadł. Darwinowi w ostatniej chwili mignęły jego oczy – ciągle czujne i pełne niewypowiedzianych pytań, nawet gdy serce przestało już pompować krew do mózgu. W chwilę później rosyjski strzelec runął w wodę i stał się dla Minora niewidoczny. Teraz zresztą Dar musiał się skupić na sobie, a zwłaszcza na utrzymaniu równowagi na rozkołysanym pniaku. Prowizoryczny mostek wciąż się chwiał po szamotaninie dwóch mężczyzn, szczególnie że Darwin w ostatniej chwili usiłował wyszarpnąć nóż z ciała Zukera. Udało mu się, toteż teraz wbił ostrze w środek kłody i przytrzymał się go kurczowo obiema rękoma, czekając, aż przestanie się bujać.
Sapał ciężko i zastanawiał się, czy zwymiotuje w tej sekundzie czy w następnej. Spuścił głowę i zapatrzył się w dół, spoglądając przez mgiełkę kropelek na leżące w wodzie osiemnaście metrów niżej połamane zwłoki, które powoli znosiła czerwona od krwi woda. Ciało płynęło na plecach, więc Darwin nadal widział bladą twarz Zukera z rozdziawionymi ustami. Zabójca wyglądał, jak gdyby usiłował zadać ostatnie pytanie.
– Kevlar nie chroni przed ostrzem noża – wysapał Minor, odpowiadając na jedno z niewypowiedzianych przez Rosjanina pytań. – Zwłaszcza przed ostrzem uprzednio spryskanym teflonem.
„Hm… Chyba trzeba by w końcu zejść z tego pniaka” – pomyślał niepewnie Darwin, a może raczej zasugerowała to myśląca część jego umysłu, którą w trakcie walki kompletnie ignorował.
Ostatnie trzy metry przepełzł na czworakach. Kiedy w końcu dotarł do płytkiego parowu z boku urwiska, zobaczył na ziemi odciski butów Zukera. Przed próbą pokonania kłody zabójca ukrył się za załomem skalnym… Dara jednak wszystko to właściwie niewiele obchodziło, gdyż jego ciało – ciało mężczyzny w średnim wieku – przede wszystkim straszliwie domagało się odpoczynku.
Odrzucił ten pomysł i powoli wyczołgał się z parowu. Po drodze wytarł z krwi nóż w paprocie i schował go do pochewki, następnie zdjął z pleców M40.
Istniały cztery ewentualności. Darwin wiedział, że Yaponchik nie tkwi wciąż w gnieździe snajperskim. Albo zatem zszedł zabić Syd, albo zbiegł do swojego chevroleta, albo zaczaił się w jakimś dogodnym miejscu, z którego łatwo mu będzie zastrzelić Dara. A może zamierza zrobić coś pośredniego między trzema wymienionymi możliwościami.
Minor wstał powoli, przepędził zbliżającą się katalepsis, zarzucił na ramię karabin i przez las ruszył na zachód.
Rozdział dwudziesty piąty
Y JAK YAPONCHIK
Darwin czołgał się powoli, ostrożnie i zgodnie z zasadami snajpera. Trzymał głowę spuszczoną, świetnie pamiętał szczegóły związane z terenem – w pamięci miał niemal całą mapę okolicy – i zdawał sobie sprawę z pozycji słońca… Przemykał się, wykorzystując wszelki możliwy kamuflaż i każdą naturalną osłonę. Karabin trzymał w rękach i sunął powoli na łokciach, brzuchu i kolanach. Setką metrów na godzinę zdobyłby wysokie noty w Quantico, wkrótce jednak uświadomił sobie, że w tym profesjonalnym tempie dotrze do domku trzy tygodnie po tym, jak Yaponchik zastrzeli Sydney, a następnie odjedzie.
Zatrzymał się, żeby przemyśleć tę kwestię, za pomocą celownika Redfield obejrzał wysoki teren po prawej stronie i polanę po lewej. Nagle usłyszał wystrzał ze snajperskoj wintowki dragunowa, potem drugi, cichszy, z broni automatycznej z tłumikiem. Wystrzały te pomogły mu podjąć decyzję.
Przez sekundę sądził, że charakterystyczny odgłos kałasznikowa z marnym tłumikiem oznacza obecność szóstego Rosjanina, po chwili jednak zdał sobie sprawę, że nie docenił swojej przyjaciółki. Syd skończyła się wprawdzie amunicja do H amp;K, ale w domku znajdowały się trzy karabiny AK-47, do których zabójcy mieli także zapewne dodatkowe magazynki. Sydney najprawdopodobniej skrzętnie je zebrała i właśnie wystrzelała jeden z nich.
Minor ponownie usłyszał strzały z samopowtarzalnego karabinu snajperskiego Yaponchika. Dragunow również został wyposażony w tłumik, toteż odgłosy były zduszone. Darwin usłyszał trzy i domyślił się miejsca, z którego padły. W dole i na lewo, w odległości niecałych siedemdziesięciu pięciu metrów od niego. Kałasznikow odpowiedział głośnym kaszlem mniej więcej od strony domku.
Na sekundę Dar zamknął oczy i usiłował sobie wyobrazić ostatnie kilka minut. Yaponchik postąpił wbrew jego oczekiwaniom i zszedł ze wzgórza. Teraz taka decyzja wydała się Minorowi sensowna. Doświadczony rosyjski snajper opuścił stanowisko na wzgórzu i zbliżył się do swojego pojazdu, wybierając przy okazji miejsce, z którego prawdopodobnie natychmiast trafi Darwina, gdy ten będzie się czołgał, zwracając uwagę przeważnie na zbocza nad sobą.
Minor wiedział, że Yaponchik postara się pozostać niewidoczny dla Syd, nie wejdzie zatem w pole widzenia ani z drzwi domu, ani z okien, skoro więc kobieta zobaczyła go i do niego strzelała, prawdopodobnie opuściła już budynek. Darwin sądził, że wyszła południowymi drzwiami, zeszła ze wzgórza i dotarła w okolice parkingu, gdzie zapewne ukryła się wśród głazów. Zabójcę dostrzegła najwyraźniej przez celownik. Minor powiedział sobie, że bynajmniej nie byłby zazdrosny, gdyby zabiła w jego imieniu rosyjskiego sukinsyna, odgłosy strzelaniny sugerowały jednak, że Yaponchik nadal żył i miał się nieźle.
Dar wstał i ruszył biegiem przez zarośla. Skacząc w dół, parę razy się potknął, a raz nawet przewrócił, ani na chwilę jednak nie wypuścił z rąk karabinu i noża. Zauważył głaz, który był jego celem, i oszacował, że jest on oddalony mniej więcej o czterdzieści pięć metrów na wschód od pozycji Yaponchika. Stamtąd wraz z Syd mogliby wziąć Rosjanina w krzyżowy ogień, nie narażając siebie nawzajem.
Przesunął się na brzuchu za głaz, w którego szczyt uderzyły akurat kolejno trzy pociski z SWD. Może Yaponchik go nie zauważył, ale bez wątpienia usłyszał jego nadejście. No i dobrze! Minor kucnął za głazem, gotów zacząć strzelać zza zachodniego krańca, jeśli i tylko Rosjanin odpowie na ogień Syd. Tyle że… chociaż AK-47 zakaszlał dwa razy, do uszu Darwina nie dotarły żadne odgłosy z dragunowa zabójcy.
„Cholera” – pomyślał Darwin. „Urwał się nam”.
Wtedy wintowka nieoczekiwanie się odezwała. Jej stłumiony dźwięk dotarł do Minora z okolic parkingu.
– Darwinie – zawołała w tym momencie Sydney z oddali – on strzela do naszych aut…
Potem nastąpiły kolejne wystrzały ze snajperskiego karabinu Rosjanina. W końcu zaległa cisza.
Читать дальше