Karin Slaughter - Fatum

Здесь есть возможность читать онлайн «Karin Slaughter - Fatum» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Триллер, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Fatum: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Fatum»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Historia zaczyna się wręcz banalnie, ale to wszystko pozory. W strzelaninie na posterunku dwóch zamaskowanych bandytów zabija policjanta, rani komendanta Jeffreya Tollivera i bierze zakładników, wśród których jest lekarka Sara Linton, jego była żona. Bezwzględni napastnicy nie zgłaszają żadnych roszczeń. Pozostali w mieście koledzy po fachu – Lena i Frank – usiłują gorączkowo ustalić tożsamość zabójców…

Fatum — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Fatum», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Co robisz?

– W tych cienkich sandałkach jest ci chyba jeszcze gorzej, niż gdybyś chodziła boso – wyjaśnił, podając jej but. Popatrzyła na niego z niedowierzaniem, więc dodał: – Całowałem każdy centymetr twojego ciała, Saro. Myślisz, że nie zauważyłem, że masz stopy mniej więcej tego samego rozmiaru jak moje?

– Wcale nie są takie duże – mruknęła skonsternowana, ale oparła się na jego ramieniu dla utrzymania równowagi, pozwalając, by włożył jej but na nogę.

Ku jej zakłopotaniu but okazał się tylko trochę za duży. Spojrzała w dół, żeby sprawdzić, czy i on to zauważył. Uśmiechnął się szeroko.

– Uwielbiam, kiedy się tak rumienisz.

– Wcale się nie zarumieniłam – odparła, chociaż wyraźnie czuła żar palący policzki.

Pomógł jej włożyć drugi but. Chciała kucnąć, żeby je zawiązać, ale pospiesznie zrobił to za nią.

– Ja też ciągle czekam, aż ktoś coś wreszcie powie. Bo nie chce mi się wierzyć, że wszyscy kupili bajeczkę Roberta.

– Wydaje mi się, że Reggie ma sporo wątpliwości – odparła, przyglądając się, jak starannie zawiązuje sznurowadła na kokardkę.

Miał duże, masywne dłonie, wiedziała jednak, że ich dotyk potrafi być bardzo delikatny i czuły. Z jakiegoś powodu wygasła cała złość, jaką jeszcze rano czuła do niego, i teraz w głowie kołatała się tylko myśl, że jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu była gotowa zakochać się w tym człowieku bez pamięci. I choć teraz bardzo pragnęła zmienić to nastawienie, po prostu nie umiała na zawołanie zapomnieć o swoich uczuciach.

– Proszę – rzekł, wstając i wyciągając w jej kierunku sandały. – Teraz lepiej?

Zrobiła niepewnie parę kroków i bąknęła:

– Są za duże.

– Masz rację – rzucił obojętnym tonem, ruszając dalej w samych skarpetkach. – Reggie wspominał ci, że chodziłem z jego siostrą?

– Nie musiał. I tak wiem, że umawiałeś się z każdą dziewczyną w mieście.

Zerknął na nią z ukosa.

– Przepraszam – dodała pospiesznie, bo zrobiło jej się głupio. Przez pewien czas szli w milczeniu, wreszcie zapytała: – Dlaczego ludzie tutaj tak bardzo cię nie lubią?

– Mój ojciec nie należał do tutejszego Klubu Rotariańskiego.

– To nie tylko to – mruknęła, zastanawiając się, co jeszcze przed nią ukrywa. Ona także miała swoje tajemnice, toteż nie czuła się uprawniona do narzekania na jego małomówność.

Znów się zatrzymał i odwrócił do niej.

– Chciałbym tu zostać jeszcze do jutra.

– W porządku.

– Ale z tobą.

– Nie mam ochoty…

– Jesteś tu jedyną osobą, która nie traktuje mnie jak kryminalistę.

– Przecież możesz liczyć na względy Hossa.

– I on będzie przeciwko mnie, gdy złożę zeznania.

– A co zamierzasz powiedzieć? – spytała zdumiona.

– Dokładnie to samo, co ty, to znaczy tylko prawdę. – Ruszył dalej. – Może myślałbym inaczej, gdyby Robert chciał ze mną rozmawiać.

Obejrzał się i wskazał coś ponad jej ramieniem. Sara popatrzyła na ciemną linię wznoszących się na horyzoncie gór.

– To Przełęcz Pasterska – wyjaśnił. – Tam mieszkają wszyscy bogacze, włączając w to rodzinę Jessie.

Sara osłoniła oczy dłonią, żeby lepiej widzieć.

– Może stąd wygląda dość niepozornie, ale to już przedgórze Appalachów. Teraz widoczność nie jest najlepsza, ale tam – wskazał nieco w lewo – przy dobrej pogodzie widać pasmo Cheaha. – Ruszył dalej ścieżką. – A pod nami na obszarze ponad pięćdziesięciu kilometrów rozciąga się płyta z najbielszego i najtwardszego marmuru na świecie. Sięga do głębokości ponad stu dwudziestu metrów.

Zapatrzyła się na jego plecy, zachodząc w głowę, dlaczego jej to mówi.

– Naprawdę? – bąknęła.

– Z tutejszego marmuru jest zrobiony pomnik Waszyngtona i elewacja gmachu Sądu Najwyższego – ciągnął. – Pamiętam, że gdy byłem mały, szyby w oknach ciągle dzwoniły od wybuchów w kamieniołomach.

Przestąpił nad zwalonym drzewem i wyciągnął rękę, by pomóc jej przejść. Jego skarpetki były już prawie całkiem czarne, ale najwyraźniej nic sobie z tego nie robił.

– Jest też podziemna rzeka, która przepływa pod miastem – mówił dalej. – Na obszarze między tą rzeką a kamieniołomem utworzyło się wiele otworów odpływowych w skałach. Kilka lat temu powstała tak wielka dziura, że cała tylna część kościoła baptystów zapadła się jakieś trzy metry w ziemię.

– Jeffrey… Znowu przystanął.

– Chciałem, żebyś zrozumiała, co czuję. Mam wrażenie, że całe to miasto po prostu się zapada, a ja pogrążam się razem z nim. – Zaśmiał się chrapliwie. – Mówi się, że nie można upaść niżej niż na ziemię, ale to jest chyba jedyne miejsce na świecie, gdzie można.

Westchnęła ciężko i wyrzuciła z siebie jednym tchem:

– Nie mogę mieć dzieci.

Nie odzywał się przez dłuższy czas, wreszcie odparł:

– Nie ma sprawy.

– Jak się domyślam, powinniśmy oboje udawać, że wcale nie powiedziałeś tego, co padło ostatniej nocy… – machnęła ręką w powietrzu -…zanim rozpętało się to całe piekło.

– Nie. – Zatrzymał ją na miejscu. – Powiedziałem dokładnie to, co słyszałaś. – Wyznał to takim tonem, że serce jej się ścisnęło.

Nie miała podstaw, aby mu nie wierzyć.

– W takim razie wyjaśnij mi, dlaczego Reggie ani trochę ci nie ufa.

Pierwsze krople deszczu zaszeleściły o liście nad ich głowami. Sara spojrzała w niebo, lecz w tej samej chwili lunęło na dobre. W ciągu paru sekund oboje przemokli do suchej nitki. Ulewa do tego stopnia przesłoniła widoczność, że Sara złapała Jeffreya za rękę, żeby nie zgubić się w lesie.

– Tędy! – zawołał, przekrzykując szum deszczu. Zaczął iść szybciej, a gdy niebo rozświetliła błyskawica, ruszył truchtem. Otaczające ich wysokie drzewa, które jeszcze przed chwilą wydawały się takie piękne, teraz przypominały gigantyczne, rozbłyskujące pochodnie, toteż i Sara przyspieszyła kroku, chcąc jak najszybciej znaleźć schronienie, zanim burza rozszaleje się na dobre.

Zrobiło się prawie ciemno. Bezradnie rozglądała się po niebie, kiedy Jeffrey przystanął i pociągnął ją w dół. Rozchylił grube zwisające pędy dzikiego wina, za którymi ukazały się stare przegniłe deski. Kiedy je odsunął, ujrzała ponadmetrowej szerokości mroczny wylot jaskini. Ze środka wionęło niemal lodowatym powietrzem. Pochylona ostrożnie, weszła do środka, usiłując cokolwiek dojrzeć. Pieczara była niska, nie mogła w niej stanąć na wyprostowanych nogach. Zgięta wpół, wyciągnęła przed siebie ręce, żeby namacać ewentualne przeszkody, lecz Jeffrey śmiało poprowadził ją w głąb. Poczuła tylko, że wolna przestrzeń wokół niej się poszerza, i po paru krokach mogła już iść wyprostowana. Mimo to nadal się garbiła i wciskała głowę w ramiona, z obawy, że się uderzy.

Z głębi pieczary dolatywał stłumiony szmer deszczu i wzmocnione przez echo rytmiczne pluskanie. Przez dziurawą zaporę z przegniłych desek i zasłonę z dzikiego wina przesączało się do środka trochę światła, ale i tak czuła się nieswojo. Nawet gdy oczy przywykły już do ciemności, nadal nie mogła dostrzec dna jaskini.

– Nic ci nie jest? – zapytał Jeffrey.

– W porządku – odparła, chociaż wstrząsnął nią dreszcz, i to wcale nie z chłodu. Wyciągnęła rękę w górę i oparła dłoń o skałę, czując, jak powoli ogarniają klaustrofobia.

– Boże, jak tu cuchnie – mruknął, zawracając w stronę wylotu.

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Fatum»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Fatum» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Karin Slaughter - The Kept Woman
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Temor Frío
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Snatched
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Martin Misunderstood
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Like A Charm
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Blindsighted
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Faithless
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Fractured
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Kisscut
Karin Slaughter
Karin Slaughter - Triptych
Karin Slaughter
Karin Slaughter - The Last Widow
Karin Slaughter
Отзывы о книге «Fatum»

Обсуждение, отзывы о книге «Fatum» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.