Wiktor Suworow - Złoty Eszelon
Здесь есть возможность читать онлайн «Wiktor Suworow - Złoty Eszelon» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Юмористическая проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Złoty Eszelon
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Złoty Eszelon: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Złoty Eszelon»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Złoty Eszelon — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Złoty Eszelon», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Że też takiej fabryki nikt jeszcze nie ograbił?
– Ależ ograbili, tak jak wszystko inne! A cały Związek Radziecki – pomyśl: trzeba było siedemdziesięciu lat, żeby wszystko rozkraść! Nieś, Sałymon!
– Towarzyszu kapitanie, ale skrzynki są całe w tym zielonym paskudztwie!
– To wyciągaj ze spodu! Pył osiada tylko na wierzchu! Pod spodem są czyściutkie, a poza tym hermetycznie opakowane!
– Dziwne, że jeszcze nie ma sygnału od dowódcy…
– Ładuj, ładuj! Skoro sygnału nie ma – to znaczy, że u niego wszystko w porządku. Mamy i łączność radiową, i pułkownik może wystrzelić niebieską racę, i huknąć z automatu. Skoro jest cicho, to ładuj, ładuj! Dowódca nam za to podziękuje!
– Nie, towarzyszu kapitanie, wy tu ładujcie, a ja sprawdzę co u dowódcy.
– Stój, Sałymon, masz słuchać moich rozkazów! Ale Sałymon już wskoczył do gazika, spychając
Żmiję na miejsce kierowcy. Pogroził mu potężną pięścią, tak że Żmija od razu przestał mieć wątpliwości, czyje rozkazy wypełniać: kapitana czy plutonowego. GAZ-166 ryknął silnikiem i zniknął za zakrętem w kłębach spalin.
Sałymon gna ulicą i czuje w głębi duszy, że dzieje się coś złego. Trafiają się pojedynczy przechodnie, ale jacyś rozgorączkowani, każdy ma w oczach iskrę szaleństwa. I Sałymon już czuje, że Zubrow jest nie gdzie indziej, tylko w samym środku bijatyki.
– Rozejść się, no! – Sałymon rozgarnia tłum na prawo i na lewo. Prze naprzód jak arktyczny lodołamacz. Saperką kręci nad głową, niby wirnikiem helikoptera. Jest dowódca! Jest!!
– Rozejść się, bo zatłukę! – I Sałymon tłucze. Złapał Zubrowa i wywleka go z tłumu. A Żubrów ciągnie za sobą jakąś dziewuchę.
– Towarzyszu pułkowniku, zostawcie ją!
Ale pułkownik nie reaguje. Jakby mu rozum odebrało.
Cóż było robić, Sałymon wyciągnął z tłumu oboje. Oto Żmija z samochodem, a tam Czyrwa Lider z drugim. – Skaczemy do najbliższego! – Sałymon z Zubrowem skoczyli do gazika, wciągnęli dziewczynę. Żmija natychmiast przycisnął do dechy. Teraz można nawet strzelić. Sałymon posyła długą serię w kierunku zbiegowiska. Oczywiście nie po głowach, ale trochę wyżej. Szkoda ludzi ranić: bądź co bądź zajęci są słuszną sprawą, szturmują komitet. Oczywiście trochę przeginają – ale przecież tyle lat cierpieli! Ech, w innych układach Sałymon sam z przyjemnością wziąłby w tym udział. Kto mamę i tatę mu wykończył, kto w domu dziecka wymawiał mu każdy kęs?
Ale z drugiej strony nie można się przecież odgrywać na dzieciach! Sałymon spojrzał na dziewuchę, którą Zubrow wciąż jeszcze trzymał za ramię – ależ to nie dziewucha! Jak kocię trzymane za skórkę zwisa na rękach dowódcy dzieciak płci żeńskiej. Żeby się stała dziewczyną, musi minąć jeszcze ze trzy lata. Sałymon zdjął kurtkę i owinął nią dzieciaka jak pieluchą: żeby nie siedziała goła przy chłopach.
– Sałymon! – odezwał się wreszcie Zubrow.
– Słucham, towarzyszu pułkowniku!
– Dawaj łączność.
– Jest łączność.
– Brusnikin, Brusnikin! Słyszysz, tu Zubrow!
– Słyszę!
– Wyślij nam naprzeciw parę plutonów!
– Tak jest!
– Połącz się z Draczem, opierdol go w moim imieniu i niech osłania mi tyły. Ma, łobuz, pancerz i siłę ogniową.
– Tak jest.
– Co tam u ciebie?
– Bronimy się, towarzyszu pułkowniku.
– Tego jeszcze brakowało! Przed kim?
– A pchają się tu jacyś; widocznie spodobał im się nasz pociąg.
W oddali kilka razy wystrzeliła armata czołgowa, jakby na dowód, że toczy się tam poważny bój.
– Brusnikin!
– Jestem!
– Nie stój w miejscu! Manewruj! Utrudniaj im celowanie.
– Zrozumiałem.
– Nie odjeżdżaj za daleko i trzymaj w pogotowiu lekarza.
– Nie mamy lekarza, towarzyszu pułkowniku. Dostał serię na wylot. Trzy otwory wlotowe – trzy wylotowe. Odbiór.
Ale nie było czasu na dalszą rozmowę: z wyciem i gwizdem gnały za nimi taczanki, rowery, stare motocykle i nawet sędziwy transporter opancerzony BTR-152.
– Żmija, gaz do dechy!
Żmija dodał gazu. Ale i tak już wiedzieli, że udało im się uciec. Sałymon, nie posiadając się z radości, zapytał:
– A czemu pan taki blady, towarzyszu pułkowniku?
– Popatrz lepiej na siebie!
Eszelon ruszył do tyłu natychmiast, jak tylko przyjechały wszystkie trzy pojazdy. Było jasne, że w tym miejscu nie uda się przedrzeć, trzeba jechać przez Rostów. Ładunek był nieuszkodzony. Amerykanin też. Wedle relacji Brusnikina trzymał się doskonale: nie wpadł w panikę i nie pętał się pod nogami. Tylne wagony nie ucierpiały wcale: przeciwnik atakował z przodu. Zabitych i rannych liczono już w czasie jazdy.
Ciężkiemu eszelonowi trudno jest jechać tyłem. Znów na horyzoncie ukazują się, jeszcze niedawno buchające smrodliwym dymem, a teraz martwe kominy kombinatu. Przepływają spokojnie budynki fabryczne, rachityczne drzewka, chruszczowowskie czteropiętrowe bloki i znów zabudowania fabryczne. Kawałek urwanej liny zgrzyta na wietrze o metalowy bok zardzewiałego zbiornika. Wiatr pędzi po stepie słupy pyłu. Kopeć, dym, smród, beznadzieja.
– Mówi Pierwszy. Do wszystkich dowódców pododdziałów. Sprawdzić wagony. Zameldować o stratach. Pluton kolejowy?…
– Lokomotywa i cysterna w porządku. Na pancerzu tylko wgniecenia. Zużycie amunicji – sześć pocisków 125 mm i osiemset dziewięćdziesiąt pięć 23 mm z Szyłki. Jeden zabity – dowódca pierwszej wieży. Trzech rannych: celowniczy pierwszej wieży i dwóch kolejarzy.
– Że kolejarze, to zrozumiałe. Ale w jaki sposób dostali ci w wieży?
– Wychylili się z włazów, żeby popatrzeć na efekty swojej roboty.
– Sałymon!
– Jestem!
– Wybierzesz z plutonu dziewiątego paru sensownych chłopaków do pierwszej wieży. Niech ćwiczą dzień i noc. Żeby się nauczyli!
– Tak jest.
– Pluton saperów?
– Strat nie ma.
– Pluton łączności?
– Kilka pogiętych anten. Naprawiamy.
– Pluton transportowy?
– Trzech zabitych, siedmiu rannych. Oba BMD i dziewięć GAZ-ów-166 w porządku. BMD ładowano z trudem. Wszystkie straty w ludziach ponieśliśmy przy załadunku. Jeden GAZ-166 silnie uszkodzony, pozostawiliśmy na nasypie. Nie było sensu ani czasu go załadowywać.
– Słusznie. Oddział zabezpieczenia?
– Zabity lekarz i trzech sanitariuszy. Próbowali ratować kolejarzy, ale w tych stronach nie respektuje się opasek z czerwonym krzyżem.
– Plutony bojowe? Pierwszy? Drugi? Trzeci?… Dziewiąty?
– Strat nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma…
– Batalion! Mieliśmy dziś sporo szczęścia. W tym parowie starczyło rzucić na tory za pociągiem jedną wiązkę granatów, a potem cały batalion spalić miotaczami ognia. Udało nam się. Wszyscy spisali się dobrze. Dowódcy pododdziałów przedstawią do wieczora listy tych, którzy się wyróżnili. Ja widziałem w walce tylko kilku ludzi. Tych, których należy ukarać, ukarzę. Nagradzam plutonowego Sałymona. Plutonowy Sałymon!
– Jestem! – szczeknął głośnik
– Za inicjatywę i odwagę, za uratowanie życia dowódcy wyrażam wdzięczność i nadaję wam stopień sierżanta!
– Ku chwale ojczyzny!
– Przez tyle lat służby żadnego awansu, a teraz w ciągu tygodnia od razu trzy. Ej, Sałymon, jeszcze zostaniesz generałem!
– Ku chwale ojczyzny!
– Batalion! Przed dworcem się zatrzymamy. Plutony z numerami parzystymi osłaniają prawą stronę eszelonu. Plutony z nieparzystymi – lewą. Rozczepić eszelon. Lokomotywę przetoczyć na tył. Wagon artyleryjski – na obrotnicę i ustawić przed lokomotywą. Potem całkowicie przeformować skład: platformy z BMD i gazikami mają znaleźć się na samym końcu. Obydwa BMD obłożyć workami z piaskiem; będziemy się starać w miarę możności nie ruszać ich z platform: użyjemy ich jako stałych punktów ogniowych. Są pytania?
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Złoty Eszelon»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Złoty Eszelon» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Złoty Eszelon» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.