Wiktor Suworow - Złoty Eszelon

Здесь есть возможность читать онлайн «Wiktor Suworow - Złoty Eszelon» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Юмористическая проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Złoty Eszelon: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Złoty Eszelon»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Polityczne intrygi, niedomówienia i tajemnice poliszynela. Starcia komunistów z opozycją – powieść ciekawa, wciągająca i pełna autoironicznego humoru.

Złoty Eszelon — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Złoty Eszelon», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

– Że też takiej fabryki nikt jeszcze nie ograbił?

– Ależ ograbili, tak jak wszystko inne! A cały Związek Radziecki – pomyśl: trzeba było siedemdziesięciu lat, żeby wszystko rozkraść! Nieś, Sałymon!

– Towarzyszu kapitanie, ale skrzynki są całe w tym zielonym paskudztwie!

– To wyciągaj ze spodu! Pył osiada tylko na wierzchu! Pod spodem są czyściutkie, a poza tym hermetycznie opakowane!

– Dziwne, że jeszcze nie ma sygnału od dowódcy…

– Ładuj, ładuj! Skoro sygnału nie ma – to znaczy, że u niego wszystko w porządku. Mamy i łączność radiową, i pułkownik może wystrzelić niebieską racę, i huknąć z automatu. Skoro jest cicho, to ładuj, ładuj! Dowódca nam za to podziękuje!

– Nie, towarzyszu kapitanie, wy tu ładujcie, a ja sprawdzę co u dowódcy.

– Stój, Sałymon, masz słuchać moich rozkazów! Ale Sałymon już wskoczył do gazika, spychając

Żmiję na miejsce kierowcy. Pogroził mu potężną pięścią, tak że Żmija od razu przestał mieć wątpliwości, czyje rozkazy wypełniać: kapitana czy plutonowego. GAZ-166 ryknął silnikiem i zniknął za zakrętem w kłębach spalin.

Sałymon gna ulicą i czuje w głębi duszy, że dzieje się coś złego. Trafiają się pojedynczy przechodnie, ale jacyś rozgorączkowani, każdy ma w oczach iskrę szaleństwa. I Sałymon już czuje, że Zubrow jest nie gdzie indziej, tylko w samym środku bijatyki.

– Rozejść się, no! – Sałymon rozgarnia tłum na prawo i na lewo. Prze naprzód jak arktyczny lodołamacz. Saperką kręci nad głową, niby wirnikiem helikoptera. Jest dowódca! Jest!!

– Rozejść się, bo zatłukę! – I Sałymon tłucze. Złapał Zubrowa i wywleka go z tłumu. A Żubrów ciągnie za sobą jakąś dziewuchę.

– Towarzyszu pułkowniku, zostawcie ją!

Ale pułkownik nie reaguje. Jakby mu rozum odebrało.

Cóż było robić, Sałymon wyciągnął z tłumu oboje. Oto Żmija z samochodem, a tam Czyrwa Lider z drugim. – Skaczemy do najbliższego! – Sałymon z Zubrowem skoczyli do gazika, wciągnęli dziewczynę. Żmija natychmiast przycisnął do dechy. Teraz można nawet strzelić. Sałymon posyła długą serię w kierunku zbiegowiska. Oczywiście nie po głowach, ale trochę wyżej. Szkoda ludzi ranić: bądź co bądź zajęci są słuszną sprawą, szturmują komitet. Oczywiście trochę przeginają – ale przecież tyle lat cierpieli! Ech, w innych układach Sałymon sam z przyjemnością wziąłby w tym udział. Kto mamę i tatę mu wykończył, kto w domu dziecka wymawiał mu każdy kęs?

Ale z drugiej strony nie można się przecież odgrywać na dzieciach! Sałymon spojrzał na dziewuchę, którą Zubrow wciąż jeszcze trzymał za ramię – ależ to nie dziewucha! Jak kocię trzymane za skórkę zwisa na rękach dowódcy dzieciak płci żeńskiej. Żeby się stała dziewczyną, musi minąć jeszcze ze trzy lata. Sałymon zdjął kurtkę i owinął nią dzieciaka jak pieluchą: żeby nie siedziała goła przy chłopach.

– Sałymon! – odezwał się wreszcie Zubrow.

– Słucham, towarzyszu pułkowniku!

– Dawaj łączność.

– Jest łączność.

– Brusnikin, Brusnikin! Słyszysz, tu Zubrow!

– Słyszę!

– Wyślij nam naprzeciw parę plutonów!

– Tak jest!

– Połącz się z Draczem, opierdol go w moim imieniu i niech osłania mi tyły. Ma, łobuz, pancerz i siłę ogniową.

– Tak jest.

– Co tam u ciebie?

– Bronimy się, towarzyszu pułkowniku.

– Tego jeszcze brakowało! Przed kim?

– A pchają się tu jacyś; widocznie spodobał im się nasz pociąg.

W oddali kilka razy wystrzeliła armata czołgowa, jakby na dowód, że toczy się tam poważny bój.

– Brusnikin!

– Jestem!

– Nie stój w miejscu! Manewruj! Utrudniaj im celowanie.

– Zrozumiałem.

– Nie odjeżdżaj za daleko i trzymaj w pogotowiu lekarza.

– Nie mamy lekarza, towarzyszu pułkowniku. Dostał serię na wylot. Trzy otwory wlotowe – trzy wylotowe. Odbiór.

Ale nie było czasu na dalszą rozmowę: z wyciem i gwizdem gnały za nimi taczanki, rowery, stare motocykle i nawet sędziwy transporter opancerzony BTR-152.

– Żmija, gaz do dechy!

Żmija dodał gazu. Ale i tak już wiedzieli, że udało im się uciec. Sałymon, nie posiadając się z radości, zapytał:

– A czemu pan taki blady, towarzyszu pułkowniku?

– Popatrz lepiej na siebie!

Eszelon ruszył do tyłu natychmiast, jak tylko przyjechały wszystkie trzy pojazdy. Było jasne, że w tym miejscu nie uda się przedrzeć, trzeba jechać przez Rostów. Ładunek był nieuszkodzony. Amerykanin też. Wedle relacji Brusnikina trzymał się doskonale: nie wpadł w panikę i nie pętał się pod nogami. Tylne wagony nie ucierpiały wcale: przeciwnik atakował z przodu. Zabitych i rannych liczono już w czasie jazdy.

Ciężkiemu eszelonowi trudno jest jechać tyłem. Znów na horyzoncie ukazują się, jeszcze niedawno buchające smrodliwym dymem, a teraz martwe kominy kombinatu. Przepływają spokojnie budynki fabryczne, rachityczne drzewka, chruszczowowskie czteropiętrowe bloki i znów zabudowania fabryczne. Kawałek urwanej liny zgrzyta na wietrze o metalowy bok zardzewiałego zbiornika. Wiatr pędzi po stepie słupy pyłu. Kopeć, dym, smród, beznadzieja.

– Mówi Pierwszy. Do wszystkich dowódców pododdziałów. Sprawdzić wagony. Zameldować o stratach. Pluton kolejowy?…

– Lokomotywa i cysterna w porządku. Na pancerzu tylko wgniecenia. Zużycie amunicji – sześć pocisków 125 mm i osiemset dziewięćdziesiąt pięć 23 mm z Szyłki. Jeden zabity – dowódca pierwszej wieży. Trzech rannych: celowniczy pierwszej wieży i dwóch kolejarzy.

– Że kolejarze, to zrozumiałe. Ale w jaki sposób dostali ci w wieży?

– Wychylili się z włazów, żeby popatrzeć na efekty swojej roboty.

– Sałymon!

– Jestem!

– Wybierzesz z plutonu dziewiątego paru sensownych chłopaków do pierwszej wieży. Niech ćwiczą dzień i noc. Żeby się nauczyli!

– Tak jest.

– Pluton saperów?

– Strat nie ma.

– Pluton łączności?

– Kilka pogiętych anten. Naprawiamy.

– Pluton transportowy?

– Trzech zabitych, siedmiu rannych. Oba BMD i dziewięć GAZ-ów-166 w porządku. BMD ładowano z trudem. Wszystkie straty w ludziach ponieśliśmy przy załadunku. Jeden GAZ-166 silnie uszkodzony, pozostawiliśmy na nasypie. Nie było sensu ani czasu go załadowywać.

– Słusznie. Oddział zabezpieczenia?

– Zabity lekarz i trzech sanitariuszy. Próbowali ratować kolejarzy, ale w tych stronach nie respektuje się opasek z czerwonym krzyżem.

– Plutony bojowe? Pierwszy? Drugi? Trzeci?… Dziewiąty?

– Strat nie ma. Nie ma. Nie ma. Nie ma…

– Batalion! Mieliśmy dziś sporo szczęścia. W tym parowie starczyło rzucić na tory za pociągiem jedną wiązkę granatów, a potem cały batalion spalić miotaczami ognia. Udało nam się. Wszyscy spisali się dobrze. Dowódcy pododdziałów przedstawią do wieczora listy tych, którzy się wyróżnili. Ja widziałem w walce tylko kilku ludzi. Tych, których należy ukarać, ukarzę. Nagradzam plutonowego Sałymona. Plutonowy Sałymon!

– Jestem! – szczeknął głośnik

– Za inicjatywę i odwagę, za uratowanie życia dowódcy wyrażam wdzięczność i nadaję wam stopień sierżanta!

– Ku chwale ojczyzny!

– Przez tyle lat służby żadnego awansu, a teraz w ciągu tygodnia od razu trzy. Ej, Sałymon, jeszcze zostaniesz generałem!

– Ku chwale ojczyzny!

– Batalion! Przed dworcem się zatrzymamy. Plutony z numerami parzystymi osłaniają prawą stronę eszelonu. Plutony z nieparzystymi – lewą. Rozczepić eszelon. Lokomotywę przetoczyć na tył. Wagon artyleryjski – na obrotnicę i ustawić przed lokomotywą. Potem całkowicie przeformować skład: platformy z BMD i gazikami mają znaleźć się na samym końcu. Obydwa BMD obłożyć workami z piaskiem; będziemy się starać w miarę możności nie ruszać ich z platform: użyjemy ich jako stałych punktów ogniowych. Są pytania?

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Złoty Eszelon»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Złoty Eszelon» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Wiktor Pielewin - Helm Grozy
Wiktor Pielewin
Margit Sandemo - Złoty Ptak
Margit Sandemo
Wiktor Suworow - Wybór
Wiktor Suworow
Lisa Jackson - Złoty Interes
Lisa Jackson
John Varley - Złoty wiek
John Varley
Wiktor Pielewin - Generation „P”
Wiktor Pielewin
Wiktor Suworow - Akwarium
Wiktor Suworow
Wiktor Suworow - Kontrola
Wiktor Suworow
Gomulicki Wiktor - Cudna mieszczka
Gomulicki Wiktor
Отзывы о книге «Złoty Eszelon»

Обсуждение, отзывы о книге «Złoty Eszelon» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x