Wiktor Suworow - Złoty Eszelon

Здесь есть возможность читать онлайн «Wiktor Suworow - Złoty Eszelon» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Юмористическая проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.

Złoty Eszelon: краткое содержание, описание и аннотация

Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Złoty Eszelon»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.

Polityczne intrygi, niedomówienia i tajemnice poliszynela. Starcia komunistów z opozycją – powieść ciekawa, wciągająca i pełna autoironicznego humoru.

Złoty Eszelon — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком

Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Złoty Eszelon», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.

Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Dracz natychmiast zapomniał o ekologii, Zubrow aż gwizdnął. Nawet stąd widać, że niektóre wagony się wykoleiły, lokomotywy stoją martwe. Co się stało, do jasnej cholery? Nie da się przejechać, to jasne. Zubrow patrzy na Brusnikina – ten wzrusza ramionami. Dracz też nie ma żadnego pomysłu. Diabli wiedzą, co robić w takiej sytuacji.

– Dwa GAZ-y-166, jeden z lewej strony torów, drugi z prawej – wyładować!

Leciutkie pojazdy sfrunęły w dół, niczym szalupy z krążownika.

– Utrzymywać stałą łączność! – ryknął Zubrow.

– Tak jest! – odpowiedzieli unisono dowódcy wozów. Eszelon czeka. Dwa zwinne gaziki ruszają naprzód, w kierunku mostu.

– Obie grupy zwiadowcze – do mnie! – rzucił Zubrow do mikrofonu, gryząc ołówek. – BMD* [*BMD – Bojewaja maszyna diesantnika – gąsienicowy wóz bojowy przeznaczony dla wojsk powietrznodesantowych] wyładować!

Opuszczono BMD na ziemię.

– Fiedia!

– Tak jest! – ryknął z kabiny radiowej Fiedia.

– Zastąpisz mnie!

– Rozkaz!

– Jak myślisz, Dracz, wystarczy nam jeden BMD i dwa gaziki?

– A co?

– No więc, ja pojadę główną ulicą. Prościutko do komitetu obwodowego. Z lewej strony spoko: tam jest rzeka. A ty ruszaj równoległą z prawej. Mamy dwa cele: komitet albo sztab dywizji. Tylko tam możemy uzyskać pomoc. Może odblokują przeprawę, albo może w dywizji mają most pontonowy. Wszystko jasne?

– Jasne.

– No to ruszaj. Jeżeli usłyszysz strzelaninę, chcę dostać wsparcie.

– Tak jest…

Zubrow rozpoczynał służbę właśnie w tym mieście. W tej samej 41. Dywizji Pancernej Gwardii. W batalionie zwiadu. Jako dowódca grupy zwiadu dalekiego zasięgu. Teraz przypomniała mu się nie wiadomo czemu rzeka Roś, od której, według legendy, wzięła swą nazwę Ruś. I opowieści tutejszych mieszkańców o tym, że Czerkasy są starsze niż Kijów i że klimat był tu chyba najlepszy na Ziemi, i gleba też. Chcesz – to uprawiaj zboże, chcesz, zajmuj się rybołówstwem, chcesz – poluj w dąbrowach… Ludzie chcieli i zabrali się do pracy, i z tego raju wzięła swój początek cała Ruś.

Jedzie gazik niekończącą się, prostą jak drut drogą, wzbija kurz. Zielonkawy. Niegdyś wesołe miasto wygląda jak wymarłe i Zubrow zaczyna mieć wątpliwości co do swej decyzji. Są tu tylko on i kierowca Czyrwa Lider, nikogo więcej. Choć, co prawda, sąsiednią ulicą jedzie jeszcze jeden gazik i BMD. Są tam i Dracz, i Sałymon, i jeszcze trzech czy czterech niezawodnych chłopaków.

Obok przesuwają się puste domki. Zabudowa zrobiła się gęstsza. Budynki wyższe. Minęli pocztę i otworzył się przed nimi widok na główny miejski płac. Oto granitowy Lenin z odtłuczoną głową, biały budynek komitetu i nareszcie ludzie. A właściwie nie ludzie, tylko rycząca tłuszcza. Huk i łoskot. Szturm, bardziej zaciekły niż atak na Pałac Zimowy. Z okien komitetu wydobywa się dym, słychać strzelaninę. Tłum rozszarpuje komunistów na strzępy. Niedobrze. Komuniści zasłużyli wprawdzie po stokroć na karę śmierci – ale po cóż im wyrywać nogi i inne części ciała, skoro można ich po prostu humanitarnie powywieszać na latarniach?

Zubrow ryknął głośno, ale go nie usłyszano. Tłum ogarnęło szaleństwo. Twarze szare, nawet trochę zielonkawe, nie daj Boże, żeby się coś takiego przyśniło! Nie sposób się przedrzeć do środka, w ten ludzki wir, gdzie jest najciekawiej, gdzie dokonuje się historia, na razie przez nikogo niepowstrzymana.

Zubrow zaklął siarczyście i szarpnął drzwiczki. Czyrwa Lider z tych przekleństw wyłowił tylko polecenie, że ma czekać na powrót dowódcy. Gazikiem w żaden sposób nie wdarłby się w środek tłuszczy.

Zubrow rozpycha tłoczących się ludzi, sam też zbiera szturchańce. Im większy ścisk, tym gorzej. Rozdzierają partyjnych działaczy. Rozbijają im czaszki o asfalt. Dookoła bryzgi mózgu i krwawe strzępy. A z budynku komitetu wywlekają wciąż nowych: jednych pod ręce, innych za nogi. Ci ostatni cierpią krócej: schody są wysokie, zdążą rozbić głowy, zanim dotrą na miejsce głównej kaźni.

– Ach, ty skurwielu! Dziecko mi umarło przez ten wasz kombinat!

– Kto moich synów powsadzał do łagrów, ty draniu?!

– Całymi latami wysiadywałem pod twoim gabinetem, prosiłem o mieszkanie, a tyś na mnie nawet nie spojrzał! To teraz spójrz, ścierwo, ostatni raz!

– A przez ciebie, gnoju, ile skrobanek musiały dziewczyny z bursy robić? Kto wydał zarządzenie, żeby kobiet z dziećmi nie przyjmować?! Dajcie mi go, ludzie, niech go dostanę w swoje ręce! Za moją nienarodzoną córeczkę!

Przywlekli dziewczynkę w szkolnym mundurku. I już się ku niej wyciągają chciwe ręce. Zdzierają z niej wszystko. Rączyny szczuplutkie, usta już okrwawione, szyjka wygięta do tyłu…

Zubrow nie wytrzymał. Rzucił się w tym kierunku, roztrącając ludzi – i widzi, że dziewczynkę już przyciskają do ziemi, ściągają jej z pupy ostatni strzępek odzieży. Każdy chce się ponaigrawać. Co kogo obchodzi – czy jest winna, czy nie? Przecież ich dzieci, zatrute chemią, też w niczym nie zawiniły!

Zubrow chwycił dziewczynkę za rękę, ale za drugą odciąga ją od niego tłum, i w mordę Zubrowa, i w mordę…

– Do kolejki! W kolejce stań, zarazo! Obwiesił się gwiazdkami, patrzcie go, oficer, a nie chce stać w kolejce!

Zubrow zainkasował cios kolbą po głowie, drugi cios w zęby. Ma co prawda na plecach automat, a za pasem pistolet, ale nie zdoła ich wyciągnąć w takim ścisku, zjedna ręką zajętą – trzyma dziewczynkę. Zresztą i tak nie mógłby strzelać w tym tłumie: rozszarpaliby go. Tutaj każdy też ma automat na ramieniu. Zubrow przycisnął do siebie dziewczynkę – może już nieżywą – i nagle zrozumiał, że nadszedł jego koniec. Nie ma już ani komitetu, ani sztabu dywizji, ani samej dywizji. Nikt mu nie pomoże. A Czyrwa Lider został daleko, aż na tamtym rogu. Nie widać go, a i on nie widzi Zubrowa. I nie można dać sygnału.

Zajechał komuś pięścią między oczy, kopnął kogoś w krocze, sam dostał w szczękę – i zrozumiał: to koniec. Szkoda, że nie ma Sałymona z saperką, szkoda, że Dracza gdzieś tam nosi. I życia szkoda – ale z drugiej strony – zakończy się ono jak należy, jak przystało oficerowi!

Dracz gna sąsiednią ulicą, pierś do przodu, nosem rozcina powietrze. BMD ryczy. Małe to, ale silne. Bojowego obrazu dopełnia gazik. Łoskocze minikolumna po pustych ulicach. A ileż tu wszelkiego dobra! Z każdego sadu gałęzie drzew morelowych zwieszają się na ulicę, owoce już dojrzały. Szkoda tylko, że wszystko pokrywa warstwa trującej zieleni! Tymi morelami i gruszkami można karmić tylko wrogów ludu. A jakże chłop ma minąć obojętnie całe to bogactwo, niczego nie zabierając? Kartofli po warzywnikach też zatrzęsienie i kukurydza już dojrzała. Ech, ugotowałby człek z dziesięć kolb i zapił gorzałką. Tyle wszędzie tego dobra… Jakaż to bogata ziemia! I wszystko skażone!

– Kierowca! Stój, kurde!

– Co się stało?

– Pociągnij nosem! No? Czym pachnie?

– Tytoniem.

– No właśnie, tytoniem! Już od trzech przecznic tak pachnie! Co to może oznaczać? Plutonowy Szabla?

– To może oznaczać, że tytoń jest pachnący!

– Plutonowy Sałymon?

– To oznacza, że w tym mieście nie tylko lubią wypić, ale i popalić!

– Szeregowy Żmija! Test dla zwiadowcy na inteligencję: co to może oznaczać?

– Tylko to, towarzyszu kapitanie, że jest tu pod dostatkiem papierosów!

– Słusznie, diabelskie nasienie! Tu są zakłady tytoniowe! Widziałeś napis na paczkach papierosów „Prima” – „Zakłady Tytoniowe Czerkasy”? No, to w prawo zwrot! Sałymon za mną! Żmija – utrzymuj łączność, nie przegap sygnału Zubrowa! Szabla! Odbieraj skrzynki!

Читать дальше
Тёмная тема
Сбросить

Интервал:

Закладка:

Сделать

Похожие книги на «Złoty Eszelon»

Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Złoty Eszelon» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.


Wiktor Pielewin - Helm Grozy
Wiktor Pielewin
Margit Sandemo - Złoty Ptak
Margit Sandemo
Wiktor Suworow - Wybór
Wiktor Suworow
Lisa Jackson - Złoty Interes
Lisa Jackson
John Varley - Złoty wiek
John Varley
Wiktor Pielewin - Generation „P”
Wiktor Pielewin
Wiktor Suworow - Akwarium
Wiktor Suworow
Wiktor Suworow - Kontrola
Wiktor Suworow
Gomulicki Wiktor - Cudna mieszczka
Gomulicki Wiktor
Отзывы о книге «Złoty Eszelon»

Обсуждение, отзывы о книге «Złoty Eszelon» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.

x