Wiktor Suworow - Złoty Eszelon
Здесь есть возможность читать онлайн «Wiktor Suworow - Złoty Eszelon» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Жанр: Юмористическая проза, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Złoty Eszelon
- Автор:
- Жанр:
- Год:неизвестен
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:5 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 100
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Złoty Eszelon: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Złoty Eszelon»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Złoty Eszelon — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Złoty Eszelon», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
– Idę z wami, towarzyszu pułkowniku, idę z wami!
– Oczywiście, że idziesz ze mną, Wanieczka. Pomóż mi z tą torbą.
Chorąży zarzucił automat na ramię i pochylił się nad postawioną na podłodze torbą.
Wyprostować się już nie zdążył. Strzał z bliska ściął mu połowę czaszki. Nowikow szybko schował pistolet do kieszeni i wyrwał torbę z rąk bezwładnego Wanieczki.
– Wszystko mózgiem obryzgał, skurwiel!
I ruszył do wyjścia.
Jakoś nikt nie zauważył przez tyle lat, że obok kwatery Jawaskiego Specoddziału KGB mieści się coś w rodzaju wiejskiej piwniczki: niskie, zwieńczone łukiem drzwi, cała reszta schowana w ziemi. Nowikow, ostrożnie uchyliwszy drzwi, sięgnął w przeciwległy kąt i, wsunąwszy dłoń w szczelinę między balami, namacał guziczek.
Bunkier był niewielki, zbudowany według typowego projektu. Jeszcze w czasach Breżniewa tajny wydział Instytutu Naukowo-Badawczego Obrony Cywilnej opracował czternaście typów bunkrów dla pracowników wyższego szczebla na wypadek wojny jądrowej. W bunkrach dla członków Biura Politycznego były baseny i łaźnie parowe. Bunkier, w którym schronił się Nowikow, był niższej kategorii: piętrowe łóżka, lodówka z zapasem żywności, prymitywna ubikacja i klitka z aparaturą tajnej łączności.
Zgodnie z instrukcją, Nowikow powinien był przede wszystkim zadzwonić do Moskwy, do centrali. Jednak od razu po znalezieniu się w bunkrze naruszył instrukcję. Pod ostrzami nożyczek posypały się na podłogę jego jasne włosy. Lustro było tylko jedno i włosy z tyłu głowy Nowikow strzygł na wyczucie. Potem wyrównał wszystko golarką. Za parę tygodni urośnie mu zarost, policzki się zapadną – i kto go odróżni od zeka?
Wystukał kod takiego samego bunkra w Obozie Permskim. Tam bunt wybuchł dziesięć dni wcześniej. Po czwartym dzwonku aparat ożył. Nowikow poznał głos swego szkolnego kolegi, pułkownika Pietina.
– Halo!
– No, halo!
– Witam, towarzyszu pułkowniku. Mówi podpułkownik Nowikow.
– Aha. Znaczy, że i ciebie zapędzili do bunkra.
– Właśnie. Chciałem się poradzić, co zameldować Moskwie.
– Pewnie chcesz prosić o odsiecz. Idiota. Dzwoń, dzwoń. Polecą ci się zameldować z raportem w Moskwie i przy okazji przypomną o odpowiedzialności za archiwa. Dotrzeć tam każą ci na autonogach, popierdując, a bronić się na własną rękę. Potem zaczną dzwonić trzy razy dziennie, będą grozić trybunałem i żądać, żebyś meldował o sytuacji. Żebyś wyszedł na zwiad, zdobył języka i czekał na rozkazy. A jak tam u ciebie? Zaczęło się?
– Dopiero co. Chyba wszędzie naraz.
– Tak samo jak u mnie.
– Co robić?
– Myśleć, ruszyć głową. Najwyższy czas. Oszczędzaj akumulatory.
Tę ostatnią radę Nowikow docenił dopiero później.
Żarówka tliła się ledwie, ledwie. Było duszno. Ile dni minęło – nie wiedział: zegarek z datownikiem od młodości uważał za pretensjonalny. Ale zarost mocno już odrósł.
Nowikow podjął decyzję. Postawił na stole zestaw do tatuażu. Ech, a Róg proponował, że sprowadzi mu specjalistę! Teraz wszystko by się już zagoiło. Ale on zwlekał do ostatniej chwili: chciał oszczędzić skórę. No i teraz musi się kłuć sam!
Poszperał w torbie i zdrętwiał: albumu nie było! Albumu, który podarował mu Paweł Polikarpowicz – jakby wiedział, że się kiedyś przyda! Albumu z kolekcją tatuaży i objaśnieniami, co który oznacza.
Rozpacz ścisnęła go za gardło. Zjawić się wśród knajactwa z tatuażami, niepasującymi do legendy – to jeszcze gorzej, niż w czapce milicyjnej. Co robić, o matko jedyna, co robić?
I nagle przypomniał sobie kryminalistę, który w dziesiątym roku odsiadki wziął się do polityki. Nazywał się Markow. No i ten Markow ni stąd, ni zowąd wytatuował sobie na pysku antyradzieckie hasła – i to w zonie, gdzie notowano doskonałe wyniki w pracy wychowawczo-politycznej.
Trzy razy na rozkaz Pawła Polikarpowicza zdzierano mu skórę z twarzy bez narkozy. I za każdym razem uparty Markow czekał, aż rany się zabliźnią, i znowu się tatuował. A potem z Moskwy przyszedł rozkaz: za antyradzieckie tatuaże – sąd i rozstrzelanie. Markowa jednak nie rozstrzelano. Dali mu piętnaście lat i przenieśli do zony politycznych. Zaadaptował się tam, a kiedy nadeszła głasnost’i wszystkie te tiu-tiu-tiu, zwolnili go jako mniej niebezpiecznego.
Gębę Markowa Nowikow pamiętał, tu nie potrzebował żadnego albumu. Więźniów politycznych szanowano we wszystkich łagrach. I złodziejski żargon nie był im potrzebny: wybaczano im kulturalny język.
A więc tak: zbieracz mordwińskiego folkloru, który rozrzucał w Sarańsku ulotki nawołujące do obalenia władzy radzieckiej. Trzy lata z nowego „gorbaczowowskiego” paragrafu.
Nowikow namacał ostatnią butelkę wódki, pociągnął tęgi łyk, a resztką przetarł sobie twarz. Na lewym policzku – LENIN MORDERCA, na prawym – NIEWOLNIK KPZR. Stanął przed lustrem i narysował kontur.
Rozdział 7
Czerkasy! – wrzasnął obserwator, wskazując automatem pusty step.
– Czego się drzesz?
– O, tam patrzcie! – z miną Kolumba odparł obserwator. Dopiero wtedy do sceptyków dotarło: pół horyzontu przesłaniała jadowicie zielona chmura.
– Czerkasy! – radośnie podchwycili wszyscy. – Czerkasy!
– Patrz, jaka mądra jest natura – zachwycał się Dracz. – Kombinat pierdyknął przeszło miesiąc temu, a chmura, patrz, ciągle stoi, nie rozpływa się! – I radośnie przyłączył się do ogólnego wrzasku: – Czerkasy!
Nawet koła zastukotały weselej i spoza horyzontu wypłynęły szkielety wież kombinatu chemicznego, różnokolorowe dżdżownice wywróconych kominów, a wszystko oczywiście przyprószone zielonym pyłem. Potem wyłoniły się wieże strażnicze, nieodmiennie towarzyszące każdej wielkiej budowie. Ale i one pokryte są teraz pyłem i oczu podróżnego nie cieszą już zawadiackie sylwetki wartowników w szynelach.
Nie ma nikogo. Z rzadka tylko w którymś z opuszczonych domów otworzy się okno i wyjrzy nie wiadomo kto: dziecko, staruszka czy dorosły mężczyzna. W maskach przeciwgazowych trudno rozpoznać. Zubrow chciał już wydać rozkaz, żeby w eszelonie nałożono maski, ale chmura się właśnie przerzedziła. A więc minęli najbardziej niebezpieczną strefę. Pociąg przeturkotał przez opuszczony dworzec, minął parowozownię i objeżdża miasto.
Batalion czeka.
Tu trzeba przekroczyć Dniepr. Przejadą przez Dniepr pod Czerkasami – i jutro już będą w Moskwie, na Dworcu Kijowskim. Tam Zubrowa i oficerów czeka nagroda za wykonanie odpowiedzialnego zadania, żołnierzy – upragnione przejście do cywila. A Rossa… No cóż, to już postanowi zwierzchność, ale on sam myśli, że wreszcie przekaże mydło i przez parę dni po prostu będzie odpoczywał, powłóczy się po Moskwie, a potem zajmie się interesami.
A dziewczyny? Ha, wystarczy z dworca przejść przez most – i już plac Smoleński, Sadowoje Kolco, kulturalnie i bezpiecznie, żadnych ostapieńców. Możesz zabajerować obcokrajowca, żeby się z tobą chajtnął i zabrał na Zachód, możesz poderwać moskwianina, żeby ci załatwił stołeczny meldunek, a w najgorszym razie znajdziesz sobie jakieś łóżko w hotelu robotniczym… ale to już ponura perspektywa, po co o tym myśleć. Wszystko będzie wspaniale – byle tylko sforsować Dniepr.
Objechali miasto i pociąg zaczął zjeżdżać ze wzgórza. Przemknęła Sosnowka i park dębowy, już widać Dniepr. A raczej to, w co go zamieniono, stawiając zaporę. Dracz, któremu na każdy przejaw niegospodarności serce się ściskało, nie zdążył nawet życzyć nagłej choroby tym, którzy tak splugawili wielką rzekę – kiedy eszelon stanął. Dalej wszystkie tory były zapchane wagonami i lokomotywami.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Złoty Eszelon»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Złoty Eszelon» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Złoty Eszelon» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.