– Chyba nie – znów odezwała się Miranda, jak zawsze odpowiedzialna za wszystko.
Claire zdołała skinąć głową w stronę Tessy, która tylko szepnęła:
– Brudny Harry.
To nie tak. Zupełnie nie tak.
– Co powiedziała? – spytała kobieta.
– Coś jak „brudny” albo coś w tym rodzaju.
– Prawdopodobnie wszystkie są w szoku.
Claire mrugnęła, żeby strącić krople deszczu z powiek. Drżała z zimna. Mokre brudne ubrania przylgnęły do jej skóry.
– George, na litość boską, przynieś wreszcie te koce z bagażnika!
Gdzieś niedaleko, prawdopodobnie w którymś z zaparkowanych samochodów, jakiś mały chłopczyk tak płakał, że aż dostał czkawki. Z tyłu pikapa przeraźliwie zaszczekał pies.
– Cicho, Roscoe! Pies się uciszył.
– Słuchajcie… – szepnęła jakaś kobieta na tyle głośno, żeby wszyscy słyszeli. – Czy to nie są córki Hollanda?
– Ktoś powinien zadzwonić do ich rodziców.
– Ludzie szeryfa już tu jadą.
– O Jezu, jak im się udało wylądować w jeziorze? Miały szczęście, że to się przydarzyło w tym miejscu. Gdzie indziej roztrzaskałyby się o drzewo.
Jedna z kobiet podprowadziła Tessę do swojego oldsmobile’a.
– Wsiadajcie, dziewczyny. I nie martwcie się, że pobrudzicie tapicerkę, to plastik. Zawsze można go umyć. Cały czas wożę swoje psy. Ale musicie się ogrzać.
Otworzyła drzwi i Claire weszła do środka, a za nią Tessa i Miranda. Siedziały skulone, przytulone do siebie, okryte kocami. Właścicielka samochodu, kobieta o kościstej twarzy i rzadkich zębach, podała Claire kubek kawy z termosu. Inni dobrzy samarytanie dali Mirandzie i Tessie parujące kubeczki. Dziewczyny ściskały je lodowatymi rękami.
Jasne smugi z latarek wpadały w deszczową przepaść. Mężczyźni zaczęli szukać samochodu.
– Czy ktoś zadzwonił po pomoc drogową?
Szyby samochodu zaparowały od kawy i oddechów. Claire dziękowała Bogu, że wreszcie mogą się skryć za tą delikatną wilgotną zasłonką przed oczami ciekawskich gapiów.
Syrena wyła pośród nocy. Czerwone, białe i niebieskie światła przebijały mrok. Claire podskoczyła i rozlała kawę na indiański pled, którym była otulona.
Zerknęła na Mirandę i zamarła, bo starsza siostra wyglądała na przestraszoną. Jej twarz koloru kredy była ochlapana błotem, włosy zwisały w strąkach ociekających wodą. Spojrzała Claire w oczy i z trudem przełknęła ślinę.
– Pamiętaj – powiedziała, gdy radiowóz był już na miejscu. Dwóch zastępców szeryfa wysiadło z samochodu. Zza zamglonych okien widać było ich sylwetki. Jeden stanął na skraju drogi i za pomocą latarki kierował ruchem, zabraniając zatrzymywania się.
Przerwał tę pracę i przez kilka sekund rozmawiał z kimś z tłumu, zadając pytania, których Claire prawie nie słyszała. Otworzył tylne drzwi samochodu i zapalił światła wewnętrzne. Był wysoki i potężny, ubrany w jakiś strój przeciwdeszczowy. Z twardego ronda kapelusza lały się strugi deszczu.
– Cześć, dziewczyny. Nazywam się Hancock i jestem zastępcą szeryfa. Po pierwsze, chciałbym wiedzieć, czy któraś z was jest poważnie ranna. Ambulans już jest w drodze. Po drugie, muszę ustalić, co się stało, i zanotować to w raporcie. – Obdarzył je uspokajającym uśmiechem, który śmiertelnie przeraził Claire. Zbierała siły na swoją pierwszą konfrontację z prawem.
– To moja wina – oświadczyła Miranda, patrząc Hancockowi w oczy. – Straciłam… kontrolę nad samochodem. Podejrzewam, że po prostu zasnęłam za kierownicą.
– Czy ktoś jest ranny? Claire pokręciła głową.
– Chyba nie.
– A co z tobą, dziecko? – Oficer wpatrywał się w Tessę. Podniosła wzrok i zatrzęsła się.
– Brudny Harry.
– Słucham? – spytał, ściągając brwi.
– Byłyśmy w plenerowym kinie – wtrąciła Miranda. – Brudny Harry to film, którego nie obejrzałyśmy, ponieważ postanowiłyśmy przed burzą wrócić do domu.
– Och… – Podrapał się po brodzie i spojrzał w niebo. – Niezbyt ładny wieczór na seans pod gołym niebem.
– Tak… Rzeczywiście, to był błąd… Postukał latarką o drzwi samochodu.
– Cóż, resztę mi opowiecie, jak już się dowiemy, czy nie potrzebujecie pomocy lekarza. Zadzwoniłem po pogotowie i pomoc drogową.
– Nie potrzebujemy szpitala – protestowała Miranda. – Czujemy się dobrze.
– Poczekamy na diagnozę lekarską. – Zawyła kolejna syrena i kubek kawy wyślizgnął się z rąk Claire. Nieważne. Nic już się nie liczyło. Harley nie żył, a ona siedziała w kałuży wody na tylnym siedzeniu samochodu należącego do obcej osoby. Była zbyt zmęczona, żeby myśleć, i tak osłabiona, że nie miała siły zastanawiać się na tym, co się zdarzyło naprawdę i dlaczego Miranda upierała się, żeby kłamały. Jednak patrząc na przerażoną twarz starszej siostry i szok zastygły na twarzy młodszej, Claire pomyślała, że dla nich gotowa jest kłamać jak z nut. Nie miała już na świecie nikogo prócz sióstr.
A Kane?
Jutro wyjeżdża do wojska.
Usłyszała stąpanie ciężkich butów. Kroki na żwirze odbijały się echem w jej głowie. Gdyby mogła się teraz zobaczyć z Kane’em, porozmawiać z nim, objąć go… Łzy zaczęły spływać po jej policzkach. Wychodziła z samochodu, podążając za siostrami, prowadzono je przez tłum gapiów wytrzeszczających oczy… Kiedy lekarze zaczęli je badać, przyjechali dalsi policjanci.
Do świadomości Claire ledwie docierało to, co się wokół dzieje, ktoś chyba rozwijał żółtą taśmę wokół miejsca, w którym się znajdowały, z oddali widać było ogromną ciężarówkę pomocy drogowej, jednak w tym całym zamieszaniu słyszała monotonne dudnienie motocykla.
Obróciła się w stronę drogi, ale samotny cyklista na wielkiej maszynie przemknął obok, tylko odrobinę zwalniając. Mundurowy pomachał ręką, nakazując mu jechać dalej.
Czy to był Kane? Claire mięła w rękach mokry koc.
– Co za noc – powiedział jeden policjant do drugiego. – Najpierw ten młody Taggert, a teraz to!
Claire drgnęła i ocknęła się z marzeń o Kanie.
Harley nie żyje i ona jest w pewnym stopniu za to odpowiedzialna. Bez względu na to, co się stało, gdy zeszła z żaglówki, przyczyną było jej zerwanie z Harleyem. Słodki, kochany Harley może nie był miłością jej życia, jak wcześniej myślała, ale z pewnością nie zasługiwał na to, by umrzeć.
Claire nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok i rzucała na łóżku, odganiając migające na przemian obrazy Harleya i Kane’a. Albo płakała, albo leżała bezwładnie, patrząc na zegar i wsłuchując się w skrzypienie starego drewna podczas burzy. Jakaś gałąź uderzała o szyby, a deszcz hałaśliwie pluskał w rynnach. Dopiero tuż przed świtem nagle ustał.
Mimo to wciąż nie spała. Magnetowid jej mózgu po raz kolejny samoistnie odtwarzał kilka ostatnich godzin jej życia.
Lekarz zbadał siostry Holland, podwładni szeryfa i detektywi je przesłuchali i wszystkie trzy zostały oddane w ręce rodziców, których wezwano z Portland do Chinook. Dominique, cała we łzach, nadskakiwała córkom, a Dutch obiecał, że im zapewni najlepszego adwokata na Zachodnim Wybrzeżu. Nikt z nim nie wygra, nawet przeklęty Neal Taggert. Powiedział dziewczynom, że im wierzy. Stwierdził, że oczywiście żadna z nich nie zabiła młodego Taggerta, ale w jego słowach zabrakło pewności i ciepła. Śmierć Harleya stanowiła po prostu kolejny kłopot w jego pogmatwanym życiu.
Claire skuliła się na tylnym siedzeniu limuzyny ojca. Zauważyła jego surowe, bezlitosne spojrzenie we wstecznym lusterku i nagle uświadomiła sobie, że przedmiotem jego troski nie była śmierć młodego człowieka, ale obawą o skandal, który wybuchnie wokół córek Hollanda. Bał się tylko o to, co mogą sobie pomyśleć udziałowcy Stone Illahee i innych holdingów.
Читать дальше