Robert Heinlein - Daleki patrol
Здесь есть возможность читать онлайн «Robert Heinlein - Daleki patrol» весь текст электронной книги совершенно бесплатно (целиком полную версию без сокращений). В некоторых случаях можно слушать аудио, скачать через торрент в формате fb2 и присутствует краткое содержание. Год выпуска: 1986, Издательство: Klubowe, Жанр: Фантастика и фэнтези, на польском языке. Описание произведения, (предисловие) а так же отзывы посетителей доступны на портале библиотеки ЛибКат.
- Название:Daleki patrol
- Автор:
- Издательство:Klubowe
- Жанр:
- Год:1986
- ISBN:нет данных
- Рейтинг книги:3 / 5. Голосов: 1
-
Избранное:Добавить в избранное
- Отзывы:
-
Ваша оценка:
- 60
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
Daleki patrol: краткое содержание, описание и аннотация
Предлагаем к чтению аннотацию, описание, краткое содержание или предисловие (зависит от того, что написал сам автор книги «Daleki patrol»). Если вы не нашли необходимую информацию о книге — напишите в комментариях, мы постараемся отыскать её.
Daleki patrol — читать онлайн бесплатно полную книгу (весь текст) целиком
Ниже представлен текст книги, разбитый по страницам. Система сохранения места последней прочитанной страницы, позволяет с удобством читать онлайн бесплатно книгу «Daleki patrol», без необходимости каждый раз заново искать на чём Вы остановились. Поставьте закладку, и сможете в любой момент перейти на страницу, на которой закончили чтение.
Интервал:
Закладка:
— Ale …
— Mówię przecież, że nie znam faceta! Kelner już idzie … Max poprosił o „stare heidelberskie”, choć był przekonany, że w promieniu pięćdziesięciu lat świetlnych ani Heidelbergu, ani Niemiec nie sposób uświadczyć. Smakowało to jak zimne popłuczyny, ponieważ jednak Sam od czasu do czasu przyglądał mu się uważnie, udawał, że pije.
— Posiedź tu chwilę … — powiedział nagle Sam — Zaraz wrócę. Zamienił kilka słów z barmanem i zniknął gdzieś z tyłu. W tej samej chwili do stolika podeszła jakaś młoda kobieta.
— Jesteś samotny, kochanie?
— Nie … niecałkiem …
— Ale ja tak. Miałby pan coś przeciwko temu, gdybym usiadła obok? … — nie czekając na odpowiedź zajęła krzesło Sama.
— Proszę. Ale mój kolega za moment wróci.
Udała, że nie słyszy. Odwróciła się w stronę baru.
— Duże ciemne, skarbie.
Max energicznie pomachał ręką.
— Nie, nie … Nic z tego!
— Co to ma znaczyć, kruszynko?
— Niech pani posłucha … — rozpoczął zdenerwowany Max — … Być może wyglądam na zielonego w tych sprawach i prawdopodobnie taki jestem, ale nie mam zamiaru stawiać pani farbowanej wody, wyrzucając na te kupę szmalu. Nie mam zbyt dużo pieniędzy. Spojrzała nań z miną urażonej damy.
— Albo mi pan coś postawi, albo się zmywam.
— Hm … — rzucił okiem na kartę — Myślę, że kanapka wystarczy?
Zawołała kelnera.
— Pozostaje tak, jak było, a do piwa proszę kanapkę z serem i musztardą.
Zwróciła się w stronę osłupiałego Maxa.
— Jak masz na imię, o ile mogę być aż tak śmiała …
— Max.
— Miło mi. Dolores. Skąd przybywasz?
— Z Ozark Mountains … z Terrae . . .
— Cóż za spotkanie! Jesteśmy prawie sąsiadami. Pochodzę z Winnipeg.
Dolores nie zamykała słodkich usteczek, a Max zastanawiał się, czy w tym wszystkim, co mówi, jest bodaj ziarno prawdy. Z dalszej gadaniny zorientował się jednak, że jego towarzyszka ani Ozarks, ani Ziemi w ogóle nie znała. Opowiadała, jak bardzo adoruje statki — są tak romantyczne — i właśnie pochłaniała ostatni kęs kanapki, gdy wrócił San. Zlustrował ją od dołu do góry.
— I jak? … Na ile go pani wyceniła? — wskazał na Maxa. Dolores drgnęła z oburzenia.
— Mój panie, a cóż to za mowa? Mr. Lipski nie pozwala …
— Tym razem wybaczy, ślicznotko … — ciągnął niezrażony Sam, a w jego głosie nie było można dosłyszeć jawnej wrogości, co najwyżej lekką nutę sarkazmu — Nie wiedziała pani, że mój przyjaciel jest gościem Lippy’ego? W każdym razie żadnych naciągań na „czarne ekstra” i w ogóle żadnych „zaproszeń” … Ile wystukał licznik? — zwrócił się do Maxa.
— Na razie w porządku. Tylko kanapka z serem … — pospiesznie wyjaśnił.
— Dobra … A na razie zechce pani zostawić nas samych . . . Może później…
Wzruszyła ramionami, lecz powstała z miejsca.
— Stokrotne dzięki, Max.
— Nie ma za co. Na wszelki wypadek przekażę pozdrowienia dla całego Winnipeg.
— Tak, proszę nie zapomnieć.
Sam ciągle stał i nic nie wskazywało na to, że zamierza zająć zwolnione przed chwilą krzesło.
— Muszę jeszcze na chwileczkę skoczyć w jedno miejsce …
— To idź … — Max także zamierzał wstać od stołu, ale towarzysz zmusił go do pozostania.
— Nie … Lepiej będzie, jeśli to zrobię sam. Pozostań na miejscu, już nikt nie powinien się naprzykrzać, a jeśli tak, to zawołaj Lippy’ego.
— Sądzisz, że nie spartaczę czegoś …
— Mam nadzieję — spojrzał z zatroskaniem — Nie wiem, dlaczego ciągle się tak niepokoję, ale masz w sobie coś, co budzi we mnie odruchy macierzyńskie … Prawdopodobnie to wina twych niebieskich oczu …
— Mam brązowe oczy …
— Mówiłem raczej o oczach duszy … — wyjaśnił Sam — W każdym razie, gdy mnie tu nie będzie, nie wdawaj się w żadne dysputy z obcymi, rozumiesz?
Max potwierdził, czyniąc wyraz twarzy zapożyczony od mr. „Gi”. Sam rzucił porozumiewawcze spojrzenie i przepadł gdzieś za barem. Niestety, przestrogi przyjaciela nie mogły się odnosić do pana Simes’a, który nagle stanął w drzwiach. Jego czerwona twarz była bardziej szkarłatna, niż zazwyczaj, a niewielkie, świńskie oczka błyszczały wśród dorodnych policzków niczym dwa guziczki. Wolno przenosząc ciężar ciała z nogi na nogę posuwał się przejściem między stolikami, szukając miejsca dla siebie. Gdy dostrzegł Maxa, strzelił groźnym spojrzeniem, a w kącikach ust zagościł sadystyczny uśmieszek.
— Pomyśleć tylko, że ten dziarski młodzian przesiaduje w knajpie! — zawołał, zmierzając w kierunku Jonesa.
— Dobry wieczór, mr. Sims — podniósł się Max.
— Tak, tak … „Dobry wieczór”! … A co chciałbyś tak naprawdę powiedzieć, pętaku?
— Nic innego, sir.
— Mnie nie nabierzesz. Ja też chciałbym odpowiedzieć inaczej, niż powinienem, ale chyba zrobiłbym to znacznie lepiej od ciebie… Max nic nie mówił, zaś mr. Simes ciągnął swoje.
— Nie zapraszasz mię, żebym się przysiadł?
— Zechce pan usiąść — wydeklamował bezbarwnie Max.
— Coś podobnego! Nasz geniusz życzy sobie, abym usiadł przy jego stoliku!
Zajął miejsce, zawołał kelnera, złożył zamówienie i ponownie zwrócił się do Maxa.
— A czy ty chociaż wiesz, dlaczego dosiadłem się do ciebie?
— Nie, sir.
— Żeby ci wyrwać jeden ząbek, słoneczko. Od kiedy stałeś się czarownikiem w programowaniu, Kelly uważa cię za swego ulubieńca … faworyta … pieszczocha … pieszczoezka … Ale u mnie niczego nie zyskałeś. I zapamiętaj sobie: jeśli zechcesz wodzić za nos także Hendrixa, wtedy do akcji wejdę ja i wyrzucę cię że sterowni … Ogniem wypalę, jeśli nie będzie można inaczej, rozumiesz? Max czuł, jak grdyka zaczyna mu drgać nerwowo.
— Co pan miał na myśli, mówiąc o „czarowniku”?
— Wiesz lepiej, niż ja. Wyuczyłeś się na pamięć tuzin operacji, a wmawiasz Kelly’emu i profesorowi, że znasz całą książkę. Geniusz! … A wiesz, co to jest naprawdę? Szwindel!
Całe szczęście, że mr. Sims nie zdołał dokończyć swego przemówienia. Urwał nieomal w pół słowa, gdy na ramieniu poczuł czyjąś mocną dłoń, a po chwili dotarły doń spokojne słowa Sama.
— Dobry wieczór, mr. Sims.
Ten z kolei zamrugał oczami, w końcu poznał, kto zacz i spuścił nie-co z tonu, wywołując na twarz jedną z bardziej promiennych min.
— A kogóż ja widzę … Glina we własnej osobie! Usiądź, chłopaczku. Napijesz się czegoś?
— Jeśli pan nie ma nic przeciwko temu … — odparł Sam, przyciągając ku sobie krzesło.
— Znasz tego krzepkiego młodzianina? — Simes wskazał oczami na Jonesa.
— Z pewnością już go gdzieś widziałem.
— Nie spuszczaj go z oka. To rozkaz, rozumiesz! Niezły z niego cwaniaczek, zbyt cwany, jak na nasze przyzwyczajenia. Jest bardzo, bardzo cwany. Zadaj mu jakąś liczbę … między jedynką a dziesiątką.
— Siedem. Mr. Simes uderzył pięścią w stolik …
— I co, nie mówiłem? Ten chłopak znał tę liczbę, zanim ją sobie Zdołałeś pomyśleć. Ale nie ze mną te numery … Pewnego dnia trafi na takiego, który wypali mu cyferkę na piersi, że zapamiętał ją już na całe życie. Zgadnij, kto to będzie? Tylko dlatego, że przy stoliku siedział Sam, Max zdołał zachować spokój. Jones zauważył, że przyjaciel pisze coś na odwrocie menu, po czym dyskretnie wzywa kelnera i wręcza mu kartę z pewną sumą pieniędzy.
Mr. Simes, zbyt przejęty swą rolą, nie dostrzegł tych manewrów. Paplał bez przerwy, aż do chwili, gdy Sam nagle przerwał mu wywód, wskazując w stronę baru.
Читать дальшеИнтервал:
Закладка:
Похожие книги на «Daleki patrol»
Представляем Вашему вниманию похожие книги на «Daleki patrol» списком для выбора. Мы отобрали схожую по названию и смыслу литературу в надежде предоставить читателям больше вариантов отыскать новые, интересные, ещё непрочитанные произведения.
Обсуждение, отзывы о книге «Daleki patrol» и просто собственные мнения читателей. Оставьте ваши комментарии, напишите, что Вы думаете о произведении, его смысле или главных героях. Укажите что конкретно понравилось, а что нет, и почему Вы так считаете.
